pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page

Robi Się

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

huragan Bertha przywial zapach jesieni. ale tylko zapach. troche ulew, troche wiatru, troche chmur i calkiem sporo slonca - to po prostu irlandzkie lato. 

a kiedy na spacery za mokro - mama wymysla ;)

material - tetrowe pieluchy. mam-ci ja ich pod dostatkiem. i wcale nieduzo uzywane.

kolor - lupiny cebuli zbierane na wszelki wypadek

ekipa - cala moje trojca plus kot Kotlet

 

Eli szelesci cebula, co bardzo intryguje Kotleta...

panny namotaly suplow, az je glupawka dopadla

   

 zupa pieluchowo-lupinowa ;) 

wyplukane w wodzie z octem, schna. 

 

kolor na sucho nie jest az tak zywy, ale na zwariowane, letnie, hippisowskie spodnice dla moich Sroczek bedzie w sam raz. zaraz siadam do maszyny!

 

ale to zaraz, to dopiero za chwile. dzis mam powiekszona ekipe. Zeus z Elim drzemali sobie, a ja wzielam dzikie stado psow i dzieci na pole. tak, na TO pole.

 

postanowilam troche bardziej wrocic. do roznych zaniedbanych planow i inicjatyw. do bloxa tez. cieszycie sie? ;)

piątek, 08 sierpnia 2014

www.smartbykat.blogspot.ie

- rzuccie okiem tam koniecznie. Komentować możecie i tam i tu :) krytycznie tez!

juz na otwarciu zarobilam pierwsza dyche, co pozwalam sobie interpretowac jako wrózbe sukcesów i prosperity. a przydaloby sie. chudzi jestesmy nieustannie, biedni i bezpieniezni. meczy mnie to i mam dosc. pomyslow mi nie brak, dzieciaki podrosly - zamierzam, w ten czy inny sposob, zbic fortune i zawojowac swiat. 

w koncu jestem taka mloda! :)

sobota, 09 października 2010
się miałam pochwaliś jakiś czas temu, a mi umkneło...

kocyk udziergałam /czy wydziergałam?/ dla pewnej bardzo młodej damy.
ta bardziej różowa włóczka leżała w moim domu chyba ze sto lat. pamętam całą kolekcję kłębków i moją mamę, która co jakiś czas proponowała siostrze i mnie jakąś dzianinę. z włosem rozwianym i krzykiem na ustach uciekałyśmy gdzie pieprz rośnie!
i proszę - doczekała się!


niektóre przejawy jesieni mogą być zachwycające, no nie? morze takie rozchuśtane, roztańczone ostatnio... bo i wieje! a będzie bardziej, mocniej, mokrzej i zimniej. ech. ale fale piękne!

sobota, 11 września 2010
pierwszy, noworoczny szabat!
5771! Shana tova!

***

wczorajszy wieczór niespodziewanie upłynął nam pod znakiem "Narni" i "Władcy Pierścieni". Collin /zasiedziały w Irl Anglik, część naszego Kościoła, ojciec pięciu córek/, wymyślił i zorganizował quiz z wiedzy o w/w książkach. niby przyjechaliśmy tylko przywieźc Igora /impreza teoretycznie była adresowana do młodzieży/, ale okazało się, ze wszyscy już są. więc kompetyszyn było na środku sali, a po kątach pogaduszki i ciasteczka i takie tam. było super i skończyło się bardzo późno :)

***

poszukiwanie inspiracji na następne dzierganki zakończone. natchneła mnie pewna dziewczynka, która powinna /wg mnie/ dostać szaliczek w prezencie. więc machnełam takie coś

robi się dość szybko, a jakie efektowne!

***

w sobotnie popołudnie daliśmy się wyciągnąć na ryby.

Joyce - zapalona fiszermanka :)
piknik mocno udany, wszyscy byli zadowoleni, a najbardziej ryby, że tym razem im sie udało /żadnej nie złapaliśmy/. oczywiście na samym początku Ariel wpadła do wody, i resztę popoludnia spędziła tak

potrzeba matką wynalazków! mój polar i smycz z kluczami! chodziła i dzwonila i zawsze wiedzialam, gdzie jest :)



ps: wszystkie fotki robione telefonem, więc tentego, no.
czwartek, 09 września 2010

zaczeły się deszczowe poranki i domowe zabawy. przyznam się, że jestem wyrodna i moje córki pierwszy raz w życiu malowały farbami O_o ale za karę chcą teraz malowac 3 razy dziennie. więc bilans wychodzi na zero, no nie? ;)

węgiel jest pierwsza klasa - już testowaliśmy /u przyjaciół w kominku, bo nasz jest gazowy :(
ale zanim węgiel się naprawdę dobrze rozkręci, a na taxi Borsuk już nie będzie mial siły albo czasu - mogą nadejśc naprawdę chude czasy.
chałki to jeden z moich pomysłów na reperowanie budżetu domowego. oto kolejny:

resztki włóczek, koraliki, szydełkowe kwiatki, guziki - i powstała urozmaicona kolekcja dzierganych kosmetyczek/piórników/portfelików czy jak to zwał. ceny - od 6,5 do 8,5. można kupić w Jaybee's :)

pochwalę się jeszcze inną skończoną robotą. kocyk dla bratanka

szczególny z paru powodów :) po pierwsze - dla mojego pierwszego Bratanka! po drugie - pierwsza moja taka duża szydelkowa rzecz. po trzecie - z nowej włóczki i całkowicie zgodnie z wzorem. wysłany już dawno i Bratanek się nim cieszy :)


a teraz idę piec chałki na jutro. i obmyślać jakieś inne atrakcyjne wyroby, które może ktoś by chciał kupić.....
 
1 , 2 , 3 , 4