pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page

strzępki

niedziela, 23 grudnia 2007
Moje Urodziny

    Jak wielu z Was wie, zbliżamy się wielkimi krokami do moich urodzin. Urodziny te są obchodzone co roku, więc myślę, że i tym razem będzie podobnie.
    W tym czasie ludzie kupują w sklepach prezenty, jest wiele radiowych audycji i reklam telewizyjnych i w każdym zakątku świata wszyscy mówią, że moje urodziny są już coraz bliżej!
    Wiecie, to naprawdę miłe uczucie wiedzieć, że chociaż raz w roku ktoś o tobie pomyśli. Obchodzenie moich urodzin zaczęło się dawno temu. Na początku wydawało się, że ludzie rozumieli prawdziwy powód tej uroczystości i pamiętali o tym, co Ja dla nich zrobiłem, ale w dzisiejszych czasach wydaje się, jakby wszyscy zapomnieli o prawdziwym znaczeniu. Całe rodziny wraz z przyjaciółmi spotykają się razem, bawią za stołem i wygląda na to, że nie bardzo wiedzą z jakiej okazji.
    Pamiętam jakąś ostatnią wielką uroczystość na moją cześć. Wielki stół uroczyście przystrojony i zastawiony wieloma wyszukanymi potrawami, owocami, ciastami i słodyczami. Wiele dekoracji i pięknie opakowanych prezentów. Ale wiecie co??? Ja nie zostałem zaproszony! Byłem Gościem Honorowym, ale nie przysłano mi zaproszenia.
To było przyjęcie dla mnie, ale gdy przyszedł ten dzień, mnie zostawiono za progiem i zamknięto mi drzwi przed nosem... a Ja tak chciałem być z nimi. Szczerze mówiąc, nie było to dla mnie zbytnim zaskoczeniem, gdyż już wielokrotnie w przeszłości zamykano drzwi przede mną.
    Skoro nie zostałem zaproszony, postanowiłem, że wejdę niepostrzeżenie. Wszedłem i stanąłem sobie cichutko w kącie. Wszyscy siedzieli za stołem , pili, niektórzy nawet byli już pijani, opowiadali sobie dowcipy i głośno sie śmiali, widać naprawdę świetnie się bawili. Do tego wszystkiego, nagle do pokoju wszedł jakiś wielki gruby facet ubrany w czerwone ciuchy, z białą sztuczną brodą wrzeszcząc “Ho! Ho! Ho!”. Wyglądał na nie źle pijanego. Rozsiadł się na kanapie, a wszystkie dzieci biegły do niego krzycząc:  “Święty Mikołaj!!!! - tak jakby ta cała uroczystość była na jego cześć.
    Koło północy  wszyscy zaczęli się obejmować, składać sobie życzenia -  ja też wyciągnąłem swoje ramiona, czekając, że ktoś przyjdzie mnie też uścisnąć, ale -  nikt nie przyszedł... Wszyscy zaczęli się obdarowywać prezentami. Otwierali pudełka z wielką  radością, a ja czekałem, czy może będzie chociaż jeden dla mnie. Czy to nie jest trochę dziwne, że na swoje własne urodziny nie dostaniesz żadnego prezentu ???
Wtedy zrozumiałem, że raczej nie byłem tam mile widzianym gościem, więc po prostu cicho opuściłem przyjęcie. Niestety – z roku na rok rzeczy mają się coraz gorzej. Ludzie pamiętają o jedzeniu, piciu i prezentach i mało kto pamięta o mnie.
Bardzo bym chciał, abym w tym roku, w Boże Narodzenie miał możliwość uczestniczyć w waszym życiu.
    Chciałbym, żebyście pamiętali, że ponad 2000 lat temu przyszedłem na ten świat, aby oddać swoje życie za Was, na krzyżu, dla Waszego zbawienia. Wszystko czego oczekuję, to tego byście w to uwierzyli z całego serca.
    Chciałbym sie też z Wami czymś podzielić. Wielu nie zaprosiło mnie na swoje przyjęcia, ale Ja będę robił też swoje, olbrzymie i niesamowite przyjęcie, które trudno sobie nawet wyobrazić. Ciągle robię ostatnie przygotowania i listę gości. Wysyłam też swoje zaproszenia - jest tam też jedno specjalnie dla Ciebie. Chciałbym wiedzieć, czy zechcesz pojawić się na moim przyjęciu, tak żebym mógł zrobić rezerwację i wypisać złotymi literami Twoje imię w księdze gości. Tylko Ci , którzy będą na liście będą wpuszczeni - reszta nie.

    Będę czekał na Ciebie na swoim przyjęciu.

    Do zobaczenia wkrótce

    Jezus

poniedziałek, 17 grudnia 2007
na fotografii poniżej:

pożegnanie - kolega Adam - ten w czerwonej bluzie, kończy swoją przygodę z Irlandią. wraca do Polski. nam zostawia małą dziurkę w sercach - ale za to on zapełni swoją - wielką i ogromną! może troche smutno się zrobiło - ale mam głębokie przeświadczenie, że jeszcze się zobaczymy :)

pojednanie - nasz ludzka ułomna natura na szczęście przegrała z Bożymi przykazaniami - i pewne układy międzyludzkie zaczynają się całkiem od nowa!
J 13:34-35  "Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie."
i tak właśnie będzie :) amen :) i hip-hip-hurrra! :)


i celem wyjaśnienia:
na zdjęciu prawie - cała polska grupa biblijna ewangelicznych chrześcijan. Polish Corner - jak nas nazywają Irlandczycy w Kościele.
od góry od lewej:
Renata i Daniel, Piotr i Dorota, Rafał i Edyta, Iza /z Antosiem/ i Sławek, Tomek z Ruth
Igor, Adam, Ela, Wiesia, ja oraz Franek
brakuje 2 dorosłych sztuk oraz całej masy młodzieży młodej i młodszej. aha - i dwie kobietki są na etapie pączkowania :) prawie równo zaczełyśmy :) gratuluję, Renata :)

niedziela, 16 grudnia 2007


:) nasz mały, świąteczny cud :)


niedziela, 11 listopada 2007
jak podziękowac dużej grupie ludzi na raz? tak, żeby każdy poczuł się wyjątkowo i osobiście potraktowany? jakieś 80 osob, z Europy, Azji, Afryki i którejś z Ameryk. różne kolory skóry, różne "wersje" angielskiego, odmienna kultura... i mimo tych wszystkich odmienności - doznaliśmy od tych ludzi wiele przyjaźni, życzliwości i pomocy :) od przyjaznych uśmiechów, serdecznych uścisków i łamanych rozmów - po konkretną pomoc i wymierne wsparcie. no jak to zrobić? trudna sprawa :)

ale data była wyjątkowa - polski Dzień Niepodległości! więc polska grupa zakasała rękawy i uraczyła cały Kościół Maranatha polskimi ciastami :) sernik prostokątny i sernik okrągły, wariacje na temat szarlotki vel jabłecznika i inne - wyglądające atrakcyjnie i chyba samkowite :) w pieczeniu udział wzieły dziewczyny z KGM - za co w imieniu "zborowików: serdecznie dziękujemy :)

a smakowało im! że hoho :)
i sugerowano, żebyśmy częściej coś świętowali :)
i Irish Ladies koniecznie chcą przepisy :)
:)
niedziela, 04 listopada 2007
"polish corner" w naszym Kościele Maranatha robi się coraz liczniejszy :)
i zebranie się w standartowym living-roomie jest niemożliwe. nie mówiąc już o dzieciach! dla nich też musi znaleźć się miejsce...

więc od dzisiaj, w Maranatha Hall, odbywają się polskie spotkania! pełnowymiarowym nabożeństwem nazwać tego nie można - i nie jest naszym celem robienie konkurencyjnego, narodowościowego nabo. ale jest czas i na śpiewanie /są gitarzyści!/, i na wspólne modlenie się, i czytanie Biblii i pokrzepiające dyskusje :)
zaczeło się! na wszystko jest odpowiedni czas - i czas na Polskie Spotkania Biblijne właśnie się zaczął :)
co niedzielę, w Maranatha Hall, przy Railway Square, o 3 p.m :)

co było tym razem?
Hbr 11:1   "A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy." oraz o wychodzeniu z łodzi, o zaufaniu oraz o patrzeniu prosto na cel, a nie zwracaniu uwagi na okoliczności... temat bardzo potrzebny teraz :)

tak więc, jeśli ktoś chce spędzić 1,5h w mocno chrześcijańskiej atmosferze - zapraszamy :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6