pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page

byłam/jestem w PL

sobota, 30 kwietnia 2011
no i mamy niespodziewane wakacje.
w Euskirchen.
GUTEN TAG!

brudna lapa polskiego 'przemyslu' paliwowego dosiegla nas juz w Belgii. Cytryna zrobila trrrrr, zablysnela groznymi komunikatami i zgasla. ale tym razem na dobre.
po wielu komplikacjach /brak zasiegu i nie wiadomo gdzie dzwonic po pomoc drogowa. i po jakiemu z nimi gadac, po angielsku nie chcieli!/ oraz po wielu godzinach /to na lawecie, to u mechanika, to w serwisie/ oraz po ciezkim kryzysie /prom odplynal, kasy resztki, srodek obcego swiata, male dzieci i ciezarowka a do tego piatek po poludniu/, zdecydowalismy sie prosic o ratunek nasza jedyna nadzieje - rodzicow naszych przyjaciol z IRL, u ktorych spedzilismy poprzednia noc.
i tak, w oczekiwaniu na dzien roboczy jakiegos sensownego serwisu wakacjujemy sie.
kiedy nerwy juz opadly - nawet sie delektujemy. i zachwycamy. i do jasnej cholery - zastanawiamy!
w poniedzialek otwiera sie rynek pracy dla Polakow. a moze olac zaplyziala Irlandie i zostac tutaj?!
środa, 27 kwietnia 2011
taktaktak, panowie dojechali! Borsuk - "gieroj asfalta" machnął całą trasę z Cherbourga /FR/ do Polski za jednym zamachem. dumny z siebie był, że no-ja-nie-mogę! nawet, jak dostał po uszach ;)

odwiedziliśmy Warszawę /błyskawicznie/ a tam rodzinę /krótko, zwięźle i na temat/. 

po drodze mieliśmy przygodę i chwilę potężnego stresu. paliwo z ponoć niezłej stacji /BiPi/ spowodowało czkawkę w samochodzie, aż wreszcie komputer pokładowy ogłosił, że czek endżin bo anty poluszyn alert i zgasł............. w srodku niczego, gdzieś pod Odrzywołem. było piątkowe popoludnie a grafik mocno napięty. ostygł, odsapnął i odpalił. dolaliśmy mu ponoć najlepszego paliwa plus jakiś siuwaks czyszczący cośtam w srodku i jeździmy. czujnie, z nieustannym ostrzeżeniem, że czek endżin.

ślub się odbył i weselisko superowe też i oto moja Siostra jest już mężatką! warte to osobnej notki, co mam nadzieję w przyszlości uczynić.

bo teraz, nie odpocznąwszy dostatecznie po weselisku, trzeba się pakować! dziś w nocy startujemy. nocleg gdzieś pod Bonn, prom na Wyspę w piątek wieczór z Cherbourga. w sobotnie poludnie przywitamy Rossler.

ufff. 
no to nara ;)
środa, 20 kwietnia 2011
nieustannie - żyję. żyjemy.

uprawnienia przedłużone. wizyta w mojej ukochanej Warszawie trwała godzinę i była uroczo słoneczna. miłe to miasto, owszem, ale za dużo w nim ludzi i samochodów i hałasu. to już nie dla mnie. zdziczałam ;)

choroba uleczona. kupiłam TE buty. pełna złudzeń przymierzyłam wszystkie w Olkuszu, które ekspedientki definiowały jako "duże 41". już byłam gotowa na odrąbywanie palców - wzorem kopciuszkowej siostry. ale nie. bez żalu wydałam 229pln na buty. a co! te wyjątkowe centymetry mojej stopy zasługują na specjalną oprawę!

Brat z bratową i bratankiem zamieszkali w 'średnim' pokoju. ja z dziewczynami w 'małym'. Państwo Młodzi śpią u przyjaciół niedaleko i wpadają w szalonym pośpiechu między załatwianiem kolejnych spraw. w domu kipisz i wieczny młyn - ale jest fajnie. dziewczyny uwielbiają wszystkie ciotki i wujków i małego Kubulka też.

kupiłam czajnik z gwizdkiem. taki normalny, "oldskulowy". w ramach walki z kryzysem zamierzam zrobić w domu mała/wielką rewolucję. o szczegółach poinformuję państwa w trakcie realizacji.

w ogóle - mimo mizernej kondycji czuję się naładowana energią i pomysłami i pełna chęci działania i determinacji. czy to Polska czy to Wiosna? obojętnie - niech trwa :) a po powrocie do domu - ale się będzie działo!

moje chłopaki od wczorajszego wieczoru na promie. 15.30 witają Francję i czeka ich /wg GPS/ 16h ciągłej jazdy. z przerwami i jakimś spaniem na parkingu - bedą tu w czwartek po poludniu. już się nie mogę doczekać!!

mam schizy ciążowe. brzuch mi nie rośnie. jakoś dziwnie i źle się czuję. mam tysiąc obaw, a USG 5 maja...

a dlaczego spod poduszki?
bo zmęczona jestem nieustannie i o niej marze cały czas ;)
czwartek, 14 kwietnia 2011
opadlo mi wszystko co mam.
wszystko.

kontakt z polską służbą zdrowia był interesujacy. najbardziej rzuca się w oczy bieda i biurokracja. rachityczne krzesła mniej więcej w moim wieku i metalowe odrapane szafki. no racja - nie ten sprzęt jest w szpitalu najważniejszy. pozostaje łudzić się, że specjalistyczny jest nowoczesny i zadbany. biurokracja - ileż te pielegniarki i recepcjonistki mają papierów do wypełnienia! lekarze zresztą też! załatwiajac swoje sprawy, niechcąco wyprodukowałam opasła kopertę, która utknie na wieki w przepastnej szufladzie oznaczonej literą F. kiedy polska służba zdrowia będzie skomputeryzowana? ale tak z sensem i logicznie?! usprawniło by pracę i odchudziło administrację...
osobna sprawa to personel medyczny - do fachowości pielęgniarek nie mogę się przyczepić. ale juz dyskusje nad grafikiem i komentarze na jego temat, najświeższe nowinki /Baśka se palce przytrzasła szufladą i ma 10 dni zwolnienia na wypadek przy pracy, masz pojęcie? to jej trzeci wypadek od kiedy pamiętam! też wie, kiedy mieć wypadek! Maryśka miala mieć urlop, ale juz ją oddziałowa cofła/ i zajadanie kanapki z pasztetową za moimi plecami - ratunku... ale równocześnie są niewyobrażalnie wręcz życzliwe /to ile pani ma teraz? 50? to ja podbije, że zapłacono, a jak pani przyjdzie po wyniki, to mi pani da resztę/.

i tak, pełna ambiwalentnych uczuć, zaopatrzona w papierki i wyniki, udałam się wczoraj do Warszawy. 5.40 autobusik do Krakowa, 7.14 TLK do stolicy, autobus do Urzędu - a tam - ups!
lekarz mi wystawił ZAŚWIADCZENIE, a ja potrzebuję ORZECZENIE. wiec, niestety, bardzo mi przykro, ale.
cóż. państwo wybaczą te sceny, ale się poryczałam. 
dwie urocze godzinki na Dworcu Zachodnim, 14.15 IR do Krakowa, 18.30 minibusik do Olkusza i koło 20 witają się ze mną stęsknione dziewczyny. poszłam spać razem z nimi.

dzisiaj, pełna morderczych uczuć, pokłusowałam /a raczej podreptałam stępa/, do szpitala.  odwiedziłam życzliwe i przejęte pielęgniarki, uśmiechałam się do zakłopotanego doktora i dostałam to swoje ORZECZENIE. pełna nieufności zadzwonilam do Urzędu - orzeczenie, owszem, prawidłowe. ale błędnie wypełnione!!!
ot, glupotka, zamiast podstawy prawnej "ust.1, pkt.1", powinno być "ust.2, pkt.1"
i cały papier można sobie wsadzić.
musze tam jutro znowu iść.
do Urzędu zatem w poniedziałek. to ostatni termin.
nie mam siły. ani fizycznej ani zadnej innej.
podłamałam się.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
uprzejmie donoszę, ze MAM SIĘ.
jakotako, ale czyżby może ciut lepiej niż trzy notki temu?
no i okoliczności zmuszają mnie do aktywności, aktywność powoduje zmęczenie, które skutkuje spaniem, wiec czasu nie mam zupełnie!
dziewczyny ujeżdżają nowe rowery - jak tylko pogoda dopisuje. koncepcja rowerków jest bardzo fajna, szkoda tylko, że chińskie. ale cóż. chętnie kupilabym markowe, ale dwie sztuki na raz, to trochę dużo się robi. chyba, że mialyby opcję dokręcanych pedałów! dwa w jednym ;)

badania okresowe prawie skończone. jeszcze podróż do Wawy po pieczątki i załatwione.

upolowałam sukienkę na ślub Siostry. nawet mnie samej się podoba, a ja z tych niestrojących :) i zachorowałam na buty... mam już jedne Marco Tozzi. są prze-wygodne i do tego ich rozmiar 41 jest duży i mieści się w nim moje kopyto! i 220pln to nie jakiś majątek... ech :/

a jeśli chodzi o wrazenia, to te z poprzednich pobytów są aktualne :D
pozdro!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11