pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
czwartek, 17 września 2015

pisze do Was.

mieszkam w miescie.

wlasnie siedze w college'u.

dzieciaki w afterschool clubie.

szok. 

wszystko.

ZYJE! :)

poniedziałek, 20 lipca 2015

trzeci tydzien wakacji. uplynal nam przy dzwiekach najnowszego przeboju moich dzieci The Offspring - You're Gonna Go Far, Kid, ktory katuja na okraglo w domu i samochodzie, a jak nie moga katowac, to spiewaja. uff. akompaniamentem do tej piosenki byl, a nawet ciagle jest - kaszel. wirusowy, pluca czyste, trzeba przetrwac. Arielka oczywiscie od razu dodatkowy inhalator. wszyscy dodatkowa wit.C i kto da rade - czosnek. a tym razem najbardziej dopadlo mnie... bola mnie miesnie brzucha, glowa chce peknac, kaszlac krzyzuje nogi i trzymam sie czego mocno. uroczo. 

ale jeszcze zanim sie tak porzednie rozkaszlalam, wybralam sie drum circle - czyli, yyy, bebniacy krag? no bo nie kolko perkusyjne ;) bylo troche magicznie, mocno szamansko i zdecydowanie glosno. ale to glosno, to bylo najlepsze ze wszystkiego!

wyobrazcie sobie grupe 12-14 osob, kazda z bebnem i palka. wszyscy zaczynamy walic w bebny, kazdy jak tam sobie chce. lomot, halas i chaos. ale juz po chwili z tego chaosu wylania sie rytm. wszyscy nagle sie synchronizuja i odkrywamy, ze zaczynamy grac muzyke! walisz w swoje beben swoim rytmem i widzisz, ze ten twoj wlasny rytm doskonale pasuje do reszty. kiedy przyjdzie ci ochota, albo zmeczy sie reka, zmianiasz rytm - i grupa niezauwazenie dostosowuje sie do zmiany. za chwile ktos inny, bebniac z calym zangazowaniem dominuje nad rytmem, ale ty wlasciwie ciagle grasz swoj, rownoczesnie dopasowujac sie do zmiany. siedzac w samym srodku, czujesz, ze juz nie jestesmy grupka indywiduwalnosci, jestesmy orkiestra, plemieniem, zespolem - kazdy inny - kazdy wazny - kazdy potrzebny - kazdy akceptowalny. dzwieki sa az geste w powietrzu, czujesz wibracje przechodzace przez cale cialo, drzy ci przepona, wibruje podniebienie, laskocza bebenki w uszach. tracisz rozeznanie, zacieraja sie granice miedzy dzwiekiem, czasem i zmyslami. ognisko i bosy taniec na ubitej ziemi dokonale by tu pasowaly :)

az mi sie zachcialo miec swoj beben, a nawet z 5 albo i 7. to fantastyczna, familijna integracja-medytacja :)

wtorek, 14 lipca 2015

w niedziele zaknczylismy maciupki oboz wakacyjny w naszym domu - goscilismy przez 4 dni Rutki kolezanke z klasy, Irlandke. ciesze sie z tego bardzo - jej rodzice sa przemilymi ludzmi i milo mi, ze nam zaufali. bylo wesolo i plazowo, chociaz pogoda sie nie popisala. ale - przyznam sie - jedno anglojezyczne dziecko w domu zrobilo mi mala sieczke w mozgu ;) podkreslmy, ze ciekawskie dziecko, probujace pojac egzotyczne zasady w cudzoziemskim domu. uf. jak juz do wlasnych dzieci i psow zagadywalam w mowie zagranicznej - to sieczka w glowie, jak nic!

a przeciez bedzie tylko gorzej! przeciez od wrzesnia zaczynam szkole, ktora to szkola zawezwala nas na test z angielskiego. dziwnie troche - najpierw cie przyjmuja, potem egzaminuja, a przeciez angielskiego to ja sie dopiero mam uczyc ;) iscie po irlandzku :D

 

poza tym - leci. lato chlodne, kiesa pustawa, dzieci zdrowe, koty rosna, psy sieja klakami. plany wakacyjne leza. etam, chrzanic to, w koncu to wakacje...

:)

wtorek, 07 lipca 2015

ufff.

pierwszy tydzien wakacji okazal sie byl tak przepelniony atrakcjami, ze wczorajszy listopadowy poniedzialek nawet nam pasowal. atrakcje nasze subiektywne oczywiscie - play date, sleepover u brata, wakacyjna lekcja biologii - odbieranie kociego porodu /tylko 3!/, nocna jazda do Dublina, ognisko z okazji pelni ksiezyca, kota na sterylke do weta, spotkanie z szamanka, kota ze sterylki od weta, czadowi goscie na weekend :) zrzedliwa baba czyhala za rogiem i w koncu mnie dopadla - wrosla swoim koscistym tylkiem w moj kark i znowu boli i sztywno... /btw - w jakiej bajce to bylo?/

wczorajczy listopad sie skonczyl i znowu sie zaczyna. pewnie, ze dobrze, ze sie kreci. ale ja mam uroczy plan na wakacje i na razie slabo mi sie go udaje realizowac! na szczescie pierwszym punktem wakacyjnego planu, jest - wrzucic na luz..... :)

czwartek, 25 czerwca 2015

mieszka  znami taka baba... jej glownym zejeciem jest myslenie. myslenie, rozmyslanie, roztrzasanie, analizowanie, interpretowanie, doszukiwanie sie, projektowanie, dyskutowanie z sama soba, martwienie sie, gdybanie i cholera wie, co jeszcze w tej jej chorej lepetynie sie wyprawia.... nie lubie jej. no ale jest. ech. siedzi w mojej glowie. staram sie byc dla niej wyrozumiala - ostatnie pare lat nie bylo dla niej latwe, niby nic sie dzialo - ale rewolucja duchowa, konfrontacja z Rodzicielka, mega kryzysy malzenskie i nieustanna krotkosc finansowa - daly jej w kosc. mimowolnie wydeptala sobie w umysle szaro-bure sciezki i mimo, ze wcale nie chce - to ciagle nimi chodzi.

oj, wiecie. malzonek sie malo angazowal. no ale teraz sie angazuje! a ona na to - "no tak, kawe mi rano zaproponowal, chalupe poodkurzal, obiad zrobil, w ogrodku grzebal, krzeslo skleil.... ale smieci nie wyniosl! ha! nie wyniosl! a prosilam! no tak, on nigdy nie robi tego o co prosze, zawsze wszystko na mojej gowie... niby powiedzial, ze zaraz wyniesie, ale widac zapomnial. on zawsze cos zapomina, jak mu tu wierzyc? jak zyc? no ale to facet, a wszyscy wiemy jacy oni sa... czegoz tu sie spodziewac po mezczyznach? nic dobrego..." i baba pedzi w swoim durnym lbie na grzbiecie lawiny prosto w przepasc. biedna baba. widzi, ze sciezki, ktorymi chodzi, to nie tylko jej sciezki, to koleiny wydeptane prze pokolenia, skrzywdzonej Babci i nieszczesliwej Matki, to pulapki, ktore zastawilo wychowanie, spoleczenstwo i wlasne doswiadczenia... zal mi tej baby i nie lubie jej. 

lecze ja.

mistrz Eckhart Tolle, yoga, medytacja, kontakt z Matka Natura. pliki binarne o odpowiedniej czestotliwosci,  9 Solfeggio Frequencies, dobry sen i mozliwie najzdrowsza dieta. tak lecze moja babe. niechby wreszcie umarla od tego leczenia!!! ;)