pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 21 lutego 2016

co za weekend! zaiste - godzien calego ubieglego tygodnia. caly ow tydzien mialam ferie, ale dzieciaki tylko czwartek/piatek. dziwnie tak, w domu byc z rana, calkiem bez dzieci! a do tego w sobote wieczorem rodzice WYSZLI! calkiem sami! a dzieci zostaly z urocza nastoletnia sasiadka! wrocilismy kolo 1 i wszyscy przezyli! niesamowite :) a do tego dzisiaj ELi poszedl na sleepover do brata i znowu ciszej w domu i pusciej i jakos tak.... 

wiec moze cos napisze. nastepna prace. ot, tak, dla urozmaicenia :)

a! wiosna, wiecie?!

sciskam :)

czwartek, 04 lutego 2016

tlusty czwartek chudej Kaski :) zjadlam jednego paczka. gluten, cukier i sztuczne tluszcze - niestety przepyszne ;)

jak przystalo na studentke - imam sie zajec dorywczych i dzis pierwszy raz w zyciu sprzatalam za pieniadze. ja - ta co nienawidzi sprzatac. ale motywacja finansowa robi swoje ;)

wiosna w powietrzu i zabi skrzek w pobliskim bajorku. zdecydowanie wiosna. wraz z wiosna chore dzieci w domu. tak naprawde chore. kaszle, smarki, goraczki, nocne wstawania i w ogole kolomyja. 

a poza tym calkiem dobrze jest. u nas przynajmniej, bo na swiecie jakby troche mniej... IRLANDIO! jakze sie ciesze, ze jestes na koncu swiata!...

a teraz wracam do pisania <3

piątek, 22 stycznia 2016

w sumie to kwintesencja mojego aktualnego zycia jest w komentarzu do kolezanki po fachu /hehe, tak sie nieskronie ustawie z nia w jednym rzedzie, ze niby my, blogerki, ale tez troche rekiny irlandziej socjologii. hehe, przyczepilo sie toto do statku i krzyczy - plyniemy!/

w sumie to wlanie tak wyglada. zaraz lece do mojego Youth Clubu - Pamela, menagerka, zorganizowala Craft Night i bedziemy cos tworzyc. a ostatnio prowdzilam zajecia z chopakami 11-12 lat i pieklismy pizze - ale od poczatku, od wyrabiania ciasta drozdzowego. dla nas nic wielkiego, a dla nich wielka LAL i packanie sie i zabawa i ciekawosc i nauka. przy okazji pogadanka o zdrowym jedzeniu.

ale nalepsze, ze Ruti ma za chwilke urodziny! niech mnie kule bija - dziewiate! 9! jakze to, juz?! panna rosnie przeurocza, chociaz humorki zaczyna miewac godne nastolatki. reszta tez rosnie i kwitnie i az sie nie moge nadziwic, ze to moje, takie piekne i madre. najstarszy mieszka z dziewczyna i pracuja. on odklada na studia, bo tak wyszlo, ze granta nie dostal a uczyc dalej sie chce. wpadaja do nas czasem na obiad czy kolacje czy na wino i wyglupy. jest naprawde  dobrze. 

jedyne, co doskwiera, to krotkosc finansowa. ale nie jest zle. wprawdzie samochod sie sypie i na meble na razie nie ma, ale wszystko co mamy to i tak o niebo wiecej, niz moglby mi oferowac moj kraj. wiec doceniam i sie ciesze. i zycze kazdemu na swiecie bezpiecznego domu, pelnej miski i zdrowej rodziny.

i takim to zyczliwym akcentem zakoncze na razie. zycie czeka!

niedziela, 10 stycznia 2016

a kuku!

prokrastynuje...

mam pisac na temat "plan osobistego rozwoju" i utknelam. deadline w czwartek i jeszcze nie panikuje. no ale golabki, spacery i kokoszenie sie z dzieciakami przeciez nie moglo czekac...

Kot Kotlet, najlepszy ze wszystkich kotow, odszedl z tego swiata. posadzilismy na nim jakis uroczo kwitnacy kwiatek i tak leczymy zalobe. smutno...

a poza tym 2016 sie zaczal. mam przeczucie, ze bedzie wazny i trudny. dwatysiacepietnasty finalnie mnie pozytywnie wstrznasnal, chociaz poczatkowo sie nie zanosilo... a teraz bedziemy kontynuowac. pozytywy i wstrzasy. na wszystkich poziomach.

trzymacie sie jakos? bo ja chwilami ledwie, ale generalnie pionowo i do przodu. 

koniec spychologi. wez sie Kasko!

 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

nieustannie zyje.

 

za oknami kolejne i kolejne alerty pogodowe. huragany, sztormy, porywiste wiatry, deszcze godne potopu i niewyobrazalny ziab. w tym calym szlenstwie pogodowym zdarzaja sie dni jak perelki - budzimy sie wtedy ciemnym rankiem i nieprzytomnie nawzajem zapytujemy - "slyszysz to? slyszysz?" a co slychac? NIC! nie wieje! nie ma wiatru! w takie dni nawet kawalek niebieskiego nieba udaje sie zobaczyc i czasem slonko blysnie. ale czestotliwosc takich perelek jest mocno znikoma... zazwyczaj wieje i leje, z akcentem na wieje i leje ;)

w domu tez nieustanny alert. balaganowy. nie ogarniam. kartony i brak mebli. moja glowa zajeta czyms innym. a do tego jedna wredna kota, w ramach protestu przeciwko pogodzie, znowu leje w kat... przerabialam juz wszystko - kuwety otwarte i zadaszone. moze tu, a moze tam, a moze w ten kat, gdzie lubi lac? zwirki takie, siakie i owakie. jedno okno nieustannie otwarte, az sie drewniana futryna od deszczu wypacza. a ta franca dalej szczy w jeden kat... nie mam do niej sily...

w mojej glowie tez nieustanny alert. naukowy. ale jest dobrze. pisze, pisze, pisze. czytam, czytam, czytam. pisze, pisze, pisze. otwieram jakas prace z wrzesnia i lapie sie za glowe. kto te wszystkie bledy porobil?! ja :) nieustanny progres. spellingu sie nigdy nie uczylam, ale mam do tego pamiec. za to gramatyki, ktorej tez sie za duzo nie uczylam, czesto mi brakuje. 

pisze te swoje prace i szukam do nich materialow. i coraz bardziej zakochuje sie w Irlandii. pisze na przyklad jedna spora prace na temat Zespolu Downa. ilez tutaj jest projektow, programow, organizacji, mozliwosci, wsparcia dla niepelnosprawnych dzieci! oczywiscie, ze ciecia z okazji kryzysu, ze rodzice zgrzytaja zebami i domagaja sie wiecej. ale w porownaniu do Polski, to jest po prostu raj! kocham Irlandie! do tego spoleczna akceptacja dla kazdej innosci jest niesamowita! BTW robilam na ten temat prezentacje na ESOL (English for Speakers on Other Languages),(Angielski dla Mowiacych w Innym Jezyku). czy ja juz mowilam, ze kocham Irlandie coraz bardziej? 

i wiecie jeszcze co? kupilam (jeszcze nie odebralam i nie zaplacilam, ale targu dobilam), przecudne meble. wszystko drewniane, fantastycznej jakosci, uzywane ale w idealnym stanie. od jednej Pani znanej mi z bebnow. meble za 3,5 tysiaca euro... wezme od niej za 600 i to jeszcze w ratach, od stycznia. bo ona potrzebuje nowej energii w domu :):):) dobrze miec takich znajomych, co? niech ja tylko oddam moje prace /deadline czwartek/, niech sie tylko ferie zaczna! najpierw nabalaganie jak dzika, ale potem troche uda mi sie chaos ogarnac.... mam nadzieje :)

 

i tak sobie przypominam... pod koniec ubieglego roku czulam, wiedzialam, obiecywalam sobie, ze 2015 bedzie dla mnie i dla nas czadowy i niesamowity. pamietam, ze w wakacje martwilam sie, ze ciagle nie jest... i zartowalam, ze jak wreszcie sieknie mnie zajebistoscia po nogach, to sie przewroce. i troche tak jest :) nowy dom w genialnej okolicy. dzieci nowa/stara szkola tak blisko domu! moja nowa szkola z niesamowitymi dla mnie mozliwosciami. nowe wyzwania, znajomi, wizje. i te meble! wprawdzie nieustannie kuso i krucho i krotko z kasa, ale pieniadze to nie wszystko, prawda?

wracam do pisania. wgryzlam sie juz w temat, jak Zespol Downa wplywa na jednostke, rodzine, lokalna spolecznosc i lokalne zasoby oraz na cale spoleczenstwo. teraz pisze plan opieki dla konkretnej osoby z Zespolem Downa. moja Rosie ma 26 lat i chcialaby byc bardziej niezalezna. i w Irlandii ma takie mozliwosci! a moja muza jest moja mala, jeszcze mi nieznana bratanica. Matyldo, usciski od ciotki :)