pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 30 października 2015

kartoflane ferie w pelni. troche na niby, bo okazalo sie, ze musze zrobic kurs pierwszej pomocy a innego terminu nie ma. jakos sie uchowalam na poczatku wrzesnia, ma to swoje zady i walety... wiec trzy dni z samego srodka ferii poszly sie kursowac. 

tak swoja droga - kurs pierwszej pomocy to nic trudnego, w Polsce robilam go pare razy, na roznych poziomach i praktyke calkiem sprawnie ogarniam. ale trzy dni intensywnego kursu, bez zadnych materialow i bez mozliwosci robienia notatek /tempo!/, zakonczone pisemnym egzaminem - uwazam za niesprawiedliwe dla cudzoziemcow. pan instruktor pocieszal nas, ze to tylko taki malutki test pamieci. ha. ha. ha. osobiscie z ilosci przyswojonej przeze mnie wiedzy jestem niezadowolona, ale mysle ze egzamin zdalam. 

z reszta - nie mam czasu o tym myslec. kolejne terminy mnie gonia i rozmaite prace wolaja o dokonczenie albo i rozpoczecie. na naszej grupie na FB co chwile ktos sie chwali, ze znowu cos skonczyl, a ja ciagle w lesie... a tu maz wola na kolejny odcinek serialu. tym razem "Luther" - dobry ale moj entuzjazm slabnie.

a Arielka znowu ma goraczke....

a jutro Halloween...

a pacjent z wylewem czeka na plan opieki. i kondolencje sie musza napisac...

a 30 najpopularniejszych pytan zadawanych na interview czeka na odpowiedzi... 

a nawet nie wspomne o balaganie...

a tam.... ide.

czwartek, 22 października 2015

dzisiaj bylismy kupic stosowne akcesoria Halloweenowe. na liscie potrzeb wprawdzie najpierw byly lozka i szafy i biurka i wykladzina do dziewczyn, ale sami rozumiecie... jak sie mieszka na osiedlu, gdzie Halloween jest wyczekiwane wraz z rozpoczeciem sie roku szkolnego - nie da sie tego swieta zignorowac. no i oczywiscie, jak sie ma dzieci w odpowiednim wieku. wiec beda dwie Wiedzmy i Ninja! Ninja wiedzial od razu czego chce, panny przekopaly pol sklepu, przymierzyly po 5 peruk i... ubraly sie tak samo. przy probie generalnej, juz w domu, pytamy sie ich - nie chcecie isc do lustra?! po co? - odpowiadaja coreczki - przeciez widze siostre! BINGO :)

jutro z rana, w ramach luznego dnia przed feriami, idziemy cala moja studencka grupa na sniadanie. o! 24 urozmaicone sztuki plus nasza Tutorka. bedzie czadowo! chociaz na full irish breakfast sie nie skusze ;) 

wzielo mnie ostatnio na klasyke rocka. aktualnie na tapecie jest Queen. oraz ogladamy serial Sense 8. powala, wymiata i ryje czache. ugh! Wachowski siblings w pelnej mocy! :) serial zobaczcie sobie sami, ale Freddie Mercury - specjalnie dla Was - zaspiewa! :)

 

 

środa, 21 października 2015

och, jakież to miłe uczucie! kiedy wszystko jest zrobione!
prezentację zaprezentowane, esseje wyedytowane po stokroć, wydrukowane, oddane. mogę o tym na razie nie myśleć. nadchodzą ferie kartoflane /mid term break/ i cały plan został wykonany. lekko mi.
teraz mogę zacząć myśleć o Halloween. trochę mi się nie chce, ale cóż, tradycja wzywa. zwlasza, że krążą plotki po osiedlu, że z okazji trick or treat będzie wata cukrowa. DAR>MO>WA! :)


Arielka od tygodnia chora. tylko gorączka i ogólne osłabienie, ale że trochę długo to trwało, aż jej wzięli krew do badania. mam nadzieję, że to tylko uparty wirus. Rutka z okazji przeprowadzki nie może się skupić na nauce. aż pani że szkoły zakomunikowała nam, że trzeba się trochę przyłożyć. trochę mnie wyrzuty sumienia gryzą, że to przez te homeworki w after school clubie odrabiane. że matka wyrodna jestem, dziateczki małe podrzucilam w tryby systemowej maszyny bezdusznej edukacji, a sama oddaje się czczej zachciance. ale tylko trochę. naprawdę, taka malutka trochę, że wcale jej nie ma!


bo ja kocham moją szkołę. je uwielbiam tam chodzić. słucham w skupieniu, biorę czynny udział w dyskusjach, nawet jak mi się słownik zawiesza, mam pytania, podaje przykłady. ale też żartuję publicznie, podrzucam komentarze, biorę udział w gadkach-szmatkach w kantynie. uwielbiam moja puchnącą torbę, trochę mnie przeraża ogrom mojej niewiedzy, ale rzucam się do nauki zgłodniała jak najgłodniejszy wilk. lubię to, cieszy mnie to, mogłabym to robić - więcej i dłużej. niechby tylko ktoś mi dał trochę więcej czasu... 
ech, życie. 
uroki dorosłego studiowania. ale zamierzam dać radę. a nawet ostrze sobie zęby na więcej...

piątek, 16 października 2015

 

korci nas wagarowa recydywa. a nawet calkowite porzucenie polskiej szkoly. tak malo mamy czasu dla siebie, ze sobotnie poranki wydaja mi sie bardzo cenne. coraz bardziej sie do tego sklaniam...

na wszelki wypadek wymyslilam gre. zgadujemy wyrazy :) trzeba wymyslic sobie slowo. rzeczownik. i odmieniamy przez przypadki. wymyslajac przy okazji glupie zdania. na przyklad kot. mianownik kto? co? kot - co lapie ptaki w lot; dopelniacz kogo? czego? /nie ma/ kota - bo niemoc nim miota; celownik komu? czemu? /sie przygladam/ kotu - w chwili jego wzlotu; biernik kogo? co? /widze/ kota - ten nedzny niecnota; narzednik z kim? z czym? /ide/ z kotem - gdyz nie polecial samolotem; miejscownik o kim? o czym? /rozmyslam/ o kocie - utaplanym w zlocie; wolacz och! kocie! maksymalnie mozna zebrac 7 punktow :) tak oto uspokajam swoje sumienie, zanim jeszcze podjelam ostateczna decyzje...

a na razie znikam. nieudolnie probowalam sie uczyc, ale piatkowy wieczor zwyciezyl. idziemy z Gandalfem cos obejrzec. bo moze jutro jednak wagaryyy?.....

sobota, 10 października 2015

zrobilismy sobie dzisiaj wagary. nie poszlismy do polskiej szkoly, a do tego Gandalf odwolal dzisiejszy trening hapkido. sponsorem wagarow byla Arielka, ktora miala kontuzjowana reke. nieszczesliwym przypadkiem-wypadkiem, siostra probowala zamknac dzwi, gdy Ariel trzymala reke na futrynie. stala bowiem w wejsciu, gadajac z calym stadem kolegow. stluczona reka i ewentualna niemoznosc pisania byly dodstatecznym powodem, zeby zawagarowac. och, ach, leniwy poranku!

do tego ten odwolany trening! od czerwca staruszkowie dolaczyli to adeptow sztuk walki. na chwile obecna dziewczyny maja niebieskie pasy, a rodzice dopiero zolte... na treningach jest okropnie fajnie, okladamy sie z Gandalfem i kopiemy calkiem legalnie! nikt nikogo o przemoc domowa nie oskarza, a mozna wyladowac nagromadzone emocje ;) ale ostatnio tak mi sie nie chce...

troche sie duzo robi. wrzesien byl easy a pazdziernik jest busy. zaczyna sie! za chwile jakas prezentacja, plodze rownoczesnie dwa eseje, jeden juz czeka na korekte, research na nastepne w toku, notatki z zajec pelne moich didaskaliow... nie jest latwo. po 20 latach wrocic do edukacji, do tego z rodzina na karku, do tego jeszcze w obcym jezyku! kazde materialy czytam minimum dwa razy. pierwszy - wynotowujac na marginesie niezrozumiale lub niepewne co do kontekstu, slowa. potem wkracza do akcji moj najlepszy przyjaciel Translator. notujemy tlumaczenie. wtedy czytamy drugi raz, rozumiejac BARDZIEJ. ale wcale jeszcze niekoniecznie dokladnie wszystko..... prosze - napisac plan opieki pacjenta po wylewie. tadam! po polsku brzmi nielatwo! wiec czytam, czytam, slecze, tlumacze, sni mi sie po nocach. albo na niegrozna pozornie prezentacje - 5-7 minut przemowy, porownujacej Irlandie z krajem studenta - wybrac sobie temat "TOLERANCJA". nie, jak przezorni classmates - xmas, food, czy klimat. tolerancja... czytam przemadre artykuly, studiuje statystyki, rozgryzam diagramy i wykresy. och, ja to sobie lubie utrudnic zycie ;)

na przyklad posiadajac stado zwierzakow. nie dosc, ze mam zapieprz i palcem do oka nie moge sobie trafic, nie dosc, ze i z psami staralam sie wychodzic, to ci jeszcze koteczki doloza. przypominam - trzy dorosle i dwa male. wykopany z doniczki kwiatek, ziemia w calej naszej "garderobie", kupa! kupa! na parapecie. grzmiac jak najgrozniejszy sztorm, sprzatalam, a cichutka rodzina grzecznie schodzila mi z drogi. oni chca miec stado kotow, a ja mam robote. i tak jedna kolezanka z osiedla skoligacila sie z nami i jest mama naszego koteczka. nastepny sie wyprowadzil do drugiej kolezanki po tym, jak przewrocil i potlukl niepowieszone jeszcze przeciez lustro! dzieci go wydaly expresowo, ratujac przed zamordowaniem przeze mnie... zostaly trzy starszaki. dorosle, madre, stateczne koty, wydawalo by sie. ale jeden ma focha i manifestuje swoje niezadowolenie z przeprowadzki sikajac do jednego kata. kuwety 3 w calym domu, okno otwarte - ale nie. przeciez mozna naszczac w kat linoleum, zeby siki dobrze wsiakly w cement i drewniane schody... obedre ze skory, slowo daje... a pieski wcale nielepsze. spojzmy prawdzie w oczy. to sa wiejskie dzikusy. wcale sie potrafia zachowywac w miescie. dostaja malpiego rozumu od nadmiaru dzieci, psow, kotow, samochodow. agresywne nie sa, ale nieobliczalne tak. szczekaja, skacza, ciagna, nie reaguja na komendy, nie chca brac smakolykow /metoda klikerowa/. przegiely ostatecznie, kiedy na widok spanielka pociagnely mnie tak, ze jechalam na kolanach po mokrej trawie, w akompaniamencie krzykow moich dzieci /wracalismy z afterschoola/, wrzaskow przestraszonej pani i zawodzenia spanielka. wszystko na skraju dosc ruchliwej drogi... a one tylko powachac sie chcialy, ale ze sa wielkie i pedza i jeszcze wleka za soba jakas rozczochrana babe - to nie dziwota, ze sie ktos przestraszyl... wiec znowu powrocil plan poszukania domu dla Ragnara... oj, ciezko :(

wracajac do stluczonej reki. i stada kolegow. cos mi sie zdaje, ze SIE ZACZYNA. szesciu kolegow dopytuje sie o corki i tylko jedna czy dwie kolezanki. dzieciakom zycie towarzyskie kwitnie, uwielbiaja after school club, az nie chca z niego wychodzic, no ale jak tu nie wychodzic, kiedy kumple na siedlu czekaja!? najchetniej by sie rozdwoili, ale to na szczescie niemozliwe.... troche sie przylozylismy do popularnosci naszych dzieci. ktorejs cieplej wrzesniowej niedzieli wystawilam przed dom  maszyne do waty cukrowej i zaprosilam cala osiedlowa zgraje na darmowa wate. ale bylo czadowo! teraz kazdy piegowaty gagatek z osiedla krzyczy do nas z daleka -Hi, Katrina! Hi, Thomas! a ja chetnie sobie z nimi ucinam pogawedki, poprawiam zle zapiete rolki czy daje sie przestraszyc. do tego -przebiegle- praktyki zawodowe zalatwilam sobie w najblizszym Youth Clubie - Klubie Mlodziezowym i bede praktykowac :) mam bowiem pewne plany, zamiary i marzenia zwiazane z dzieciakami z naszego osiedla ;) ale na razie cichosza.

no i ciagle zyjemy na kartonach :) mamy juz i kuchenke i pralke i lodowke. powolutku jakies polki powstaja. ale i tak dzieci spia na podwojnym matercu w poprzek, a staruszkowie na podlodze. a nasza garderoba to pudla, torby i walizy poustawiane pod sciana - u Eliego w pokoju. a u dziewczyn w pokoju brak wykladziny, sklad pudel i chwilowy warsztacik. w living roomie halda ksiazek pod jedna sciana. kartony pod druga. niektore pudla pakowalam odpowiednio, opisywalam "mozna siadac" i teraz mamy siedzidelka. nawet juz imreze mielismy w naszych malowniczych wnetrzach :)

a dzisiaj jeszcze w planach malutka imprezka urodzinowa Mileny i Eliasza. 

wiec ide.

czadowo jest wiecie? tylko z czasem krotko.