pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
czwartek, 31 października 2013

Zeus pojechal na wakacje. niezbyt daleko i niespecjalnie atrakcyjna okolica. wlasciwie to juz dzisaj wraca.

ze szpitala. sponsorem byl ostry atak astmy. niby nic, przeciez to do opanowania jest, dwa dni w szpitalu to niewiele, troche sterydow i juz.

ale i tak. przestraszona jestem, zmeczona, podlamana.

nie odpoczelam w te ferie.

strachy sie czaja dookola. dziecko kolezanki zmarlo zaraz po urodzeniu. przez cala ciaze nikt nie zauwazyl, ze jest ciezko uposledzone. coreczka mojego brata urodzila sie z zespolem Downa, czego nikt sie nie spodziewal. szczesliwie, tylko 21 chromosom jest sfiksowany. pare miesiecy temu podobna sytuacja stala sie udzialem innych znajomych. jak to jest, ze zadne badania nie wskazywaly na to? ciezkie to.

a Zeusowi wciaz sie marzy jeszcze jeden potomek, nawet zaczelam troche mieknac i rozwazac, ale nie, NIE, boje sie niewiadomej, boje sie przyszlosci, boje sie strachu!

bo jeszcze Fuckushima, gmo, swiatowy kryzys, asteroida i hgw.

klimaty iście helloweenowe :(

sobota, 26 października 2013

nareszcie, na szczescie, nareszcie ferie!!

to byl dlugi i pracowity tydzien. codziennie wychodzilam z domu z cala ekipa o 8.20 i wracalam wraz z nimi miedzy 3 a 4. w miedzy czasie wsiadalam i wysiadalam z samochodu z milion razy, a jakies pol miliona wpinalam Eliego do fotelika. ale udalo nam sie wykorzystac wszystkie 19 godzin przyzwyczajania, co -obawiam sie- nie wyjdzie mi na dobre. Eli bowiem mysli, ze do przedszkola bedzie chodzil codziennie, nawet w sobote...

zwienczeniem tygodnia bylo fancy dress /przebieranki/ u dziewczyn w szkole, z okazji Helloween /ktorego jeszcze nie dawno nie lubilam, a teraz owszem ;)/

2witches

a

r

kapelusze z Aldika po 2,99 sztuka, sukienki z drugiej reki, fluorescencyjne pajaki z Lidla przyszyte do rajstop, jedyne czarne t-shity z doszytymi rekawami z cienkich podkolanowek oraz makijaz by Rezydentka. wygladaly bombowo!

 

a dzisiaj juz ferie. plany spacerowo-wycieczkowe pokrzyzowalo ostrzezenie prawie-huraganowe dla naszego regionu. faktycznie - urywa glowe. wiec siedzimy w domu i podtrzymujac helloweenowy klimat obejrzelismy "Hotel Transylwania" - swietna bajeczka, polecam :)

poniedziałek, 21 października 2013

kiedy tydzien temu miałam dość tradycyjnego ryku, towarzyszacego mi w drodze do domu po odwiezieniu uczniów i studentów do placówek edukacyjnych, nie spodziewałam się, że sprawy potoczą sie tak szybko.

do przedszkola poszłam się tylko zapytać. spodziewałam się długiej listy oczekujących na miejsce, bo to przecież takie fajne przedszkole, no i Montessori! a panie z marszu obdarowały mnie formularzem, ankietą, drukiem i broszurką. pogratulowały wyczucia chwili, gdyż do ówczesnego jutra miałam czas na skladanie wniosku o dofinansowanie do przedszkola. a kiedy we wtorek zawiozłam wszystkie papiery, były wręcz pewne, że Eli zaczyna we środę.

yyyyyyy....

 

zaczął dzisiaj. spędziłam z nim 2 godziny przedpołudniowej grupie senior babies. jutro 2 godziny oswajania spędzi z nim Igor, bo ja mam warsztaty. i tak do końca tygodnia Eli będzie oswajany /mamy na to 19 darmowych godzin/. a potem 2x w tygodniu, w poniedziałki i środy, mój malutki, maciupki, bezbronny syneczek bedzie całkiem sam chodził do przedszkola. czy to sie dzieje naprawde? bo... bo ja jestem na to niegotowa....

 

ale idzie. mimo ciągłego cycusiowania, wiem o tym, że chce, potrzebuje i jest gotowy. dziewczyny miały siebie nawzajem i nie miały tak bliskiego przykładu, że gdziekolwiek można chadzać. a on się czuje porzucony i samotny przedpołudniami. zwłaszcza, ze czas stracony na kursowanie tam i spowrotem, staram się nadrobić miotając po domu i zagęszczając ruchy najbardziej jak sie da. a on sie nudził. 

więc w poniedziałki, kiedy połikendowe zniknięcie sióstr z widnokręgu było nabardziej bolesne, Eli bedzie miał swoje przedszkole. oraz w środę, kiedy mama ma swoje warsztaty /we wtorki, kiedy też je mam, Igor ma wolne przedpołudnia/. ja osobiście nie zyskuję na tym. dwa razy w tygodniu bede odbierać jedno dziecko o 12.30, drugie o 1.30 a trzecie o 2.30. no cóż, samochód ma radio i ogrzewanie, a ja mam termos i szydełko ;)

sobota, 19 października 2013

sasiad ma psy. tuz przy ogrodzniu, w kojcu za domem, dwa rotwailery i jednego spaniela. siedza sobie w zagrodzie, warczą i szczekają demonicznie, kiedy podchodzimy zbyt blisko /wciaz po naszej stronie/. raz dziennie sa wypuszczane na spacer - zazwyczaj na pole za domem. i wyobrażcie sobie, ze dwa rotwailery to spokojne cielaki, a loczkowany spaniel to histeryczny nerwus, szczekliwy i kąsający wszystko w zasięgu. spaniel - czyli pies myśliwski, bądź co bądź.

spokoj dzisiejszego poranka zostal zburzony przez dziewczyny, ktore znalazly zamordowaną kurę kolo ogrodzenia. druga, sponiewieraną ale wciąz żywą, znalazlam za kurnikiem. kto otworzył bramkę od wybiegu? jak kury wyszły? nie wiadomo. ale wiadomo, ze sąsiad wyjechal a jego psami "opiekuje się" jakaś kumosia. opiekuje - czyli wypuszcza, zeby sobie pobiegały, a ten mały suczy syn nie słucha się jej absolutnie. bo to, że przy każdej okazji wizytuje nasze podwórko i nakręca się, drąc morde i szarpiąc siatke ogrodzenia, to nie pierwszyzna. mordercy za łapę nie złapałam, zbyt szybko wojny z sąsiadem nie chce wszczynać. i co teraz? ogrodzenie kurzego wybiegu wzmocnimy na max. ale co dalej? humor mi to zepsuło skutecznie, wkurw na sąsiada się wzmagał, dumałąm nad nauczką a może nawet zemstą...

w ramach sobotniego relaksu wybraliśmy się na przejażdżke rowerową. i gdzieś tam, z dala od domu, nagle i wtem z przydrożnych krzaków rozległo się miauczenie. i co sie okazało? ze to NASZ KOT! skąd wiem, że nasz, skoro czarne koty sa wszystki takie same? bo reagował na swojskie kici-kici a do tego jakze serdecznie się przywitał z Sharon! i ona też na jego widok się bardzo ucieszyła - a przeciez wszystkie obce koty są gonione i obszczekiwane. z 5 tygodni włóczykija nie było! ale biedy na gigancie nie cierpiał - tłusty, lśniący, zadbany... schowałam rower w krzakach i przyniosłam zgubę do domu. rozwala sie na sofie jakby nigdy nic, obwąchał nosy Kresce, Kropce i Yodzie, pieści się i bawi z psem. a ja już się z nim pożegnałam!

więc trochę mi się poprawiło.

kot zwiał, bo szykowaliśmy się z nim do weta. szykujemy się i tak z trzema kocimi dziewczynami, więc i on pojedzie. plan jest - w czasie helołinowych ferii. taki mały horrorek ;)

wtorek, 15 października 2013

z okazji wyrzutów sumienia z powodu zaniedbania bloga i wszystkich wiernych czytaczy, jesli jeszcze jacys pozostali...

troche fotek rozmaitych z zycia i jego przejawów :)

 

dni otwarte u Vikingów. dwie stare zakute pały i jeden powabny mlodzieniec w blaszanej sukience ;)

mama

tata

syn

córeczki przepiekne moje

ariel

ruth

ariel2

ruth2

sharon

i synkowie najfantastyczniejsi

eli

igo

imprezy rozmaite

uro.igo

dwudziestka Igora wraz z żydowskim Nowym Rokiem

chinska

z okazji gości wizyta w chińskiej knajpie

kocert

koncertowe cycanie na SPRAOI

igo.uro

bezglutenowy tort urodzinowy Igora

borsuk

Zeusowa impreza urodzinowa wielce wesoła jak widać

 

plenery, rowery i spacery

rowery

rowery

mgla

akcja

a skoro jest Zeus w akcji - oto zblizenie:

zeus

kpiąco-niedowierzający wyraz twarzy... nie wiem czemu...

 

i na koniec - dmijcie w trąby, walcie w bębny!

student

TA-DAM!!

 
1 , 2