pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 25 października 2010
jesień za pasem i zima ponoć zaplanowana jakaś...
do tego kumpel na FB wygrzebuje z zapomnienia stare punkowe kawałki...
glany zatem wyciągnełam :)
i zrobiłam sobie spódnicę /gdzieś między pudłem a kartonem/ - taką, jak sie KIEDYŚ, w niektórych kręgach, nosiło :D:D:D



dobra, więc tak. 
dobytek właściwie całkowicie spakowany. po podłodze walają się śmieci, pierdoły i duperele. zostało niezbędne minimum.

jutro jadę z dzieciakami do Dublina. przed wylotem do PL przydałoby się odebrać paszport Ariel. marzy mi się przy okazji odwiedzić kogoś /może Nie_Ty albo Żabę albo przydałoby się jakieś zakupy w Ikea do nowego domu/, ale odpada..... niedoczas. i kryzys finansowy.

w środę zjawia się u nas 'pospolite ruszenie'. kto zdrów i krzepki i chętny z Kościoła, zjawia się u nas i 'nas przeprowadza'. podsłuchałam, że babeczki nawet lunch dla całej ekipy przywiozą. no i? i jak ich nie kochać? mimo, kurcze blade, wszystko?!

a! znajomy wpadł na kawę i naprawił ogrzewanie. jupi!!

co-by-tu-jeszcze....
nie wiem.
ide.
a! nie wiem jeszcze jak będzie z przeprowadzką internetu, więc możliwe, że odezwę się dopiero z PL! 
pa!
sobota, 23 października 2010
żeby rozwiać wszelkie wątpliwości i ostudzić skrupuły - dzisiaj padło ogrzewanie.
w piątkowy wieczór. a przed nami dłuuugi weekend. może nie mroźny, ale bynajmniej nie ciepły!
chłód wiejący od landlorda udzielił się jego domowi.
tja.

piątek, 22 października 2010
musze na chwilkę usiąść. w ramach pomocy przy przeprowadzce Natasza zaprosiła nas na lunch. to była najprawdziwszy wschodnioeuropejski obiad, a nie wyspiarski lunch! niewygodnie mi się teraz schylać i w ogóle...

zastanawiające, ile kartonów jest opisanych "pierdoły różne" albo "papiery do przejrzenia". zgroza. trzeba to ukócić!

we wszystkich przeprowadzkach towarzyszą mi roczniki Świata Motocykli - od pierwszego numeru z '93 gdzieś do '03 czy '04. przecież zamkneliśmy ten rodział bezpowrotnie... hm...

a wiecie, że z kuchennego okna w nowym domu widać góry /jak patrze na wprost/, i morze /trochę w lewo/. i ponoć zachody słońca są bajkowe...

dziewczynom się wszystko pomieszało i nie wiedzą już, na co bardziej czekają.  - mamo, kiedy wreszcie będziemy odlatywać do tego nowego domu?

ciekawe, jak to jest - miec swój własny, najwłaśniejszy dom i miejsce na ziemi i już nigdy się nie przeprowadzać. musi być - dziwnie! :)
czwartek, 21 października 2010
pakujemy.
dzięki rodzinie Miller, która raptem 3 miesiące temu sprowadziła się tutaj ze Stanów, mamy z pińcet kartonów. oraz garnek z pyszną zapiekanką, którą znaleźliśmy dziś w samochodzie, wracając z co-czwartkowego Spotkania Biblijnego'. to ci dopiero niespodzianka!! czyż oni nie są kochani?!

sprawy się ciut skomplikowały. ale tylko ciut. wyprowadzamy się we wtorek/środę. aktualny landlord wieje chłodem i dzwoni lodem - więc na 1listopada dom zamierzmy zostawić pusty i czysty. depozyt i tak pewnie stracimy. ale nowy landlord okazał się człowiekiem nad wyraz 'dogadywalnym' i flexible oraz życzliwym. depozyt zapłacimy mu w ratach zaczynajac od stycznia...

cieszę się już na mieszkanie w nowym domu.
chcecie rzucić na niego okiem z góry? mamy garaż, kawałek ogródka obok i foliowy tunel na nim. jest dość miejsca na mój wymarzony kurnik i zgoda na psa. całe to pole dookoła to tez własność Milesa, a że on jest bardzo flexible...
wyposażenie domu to program minimum. dobrze i źle. w naszym aktualnym mamy dłuuuuga liste szafek, lampek, wazonów, obrazków i innych dupereli landlorda, nad którymi trzeba się trząść. ale niektóre ułatwiają życie, jak się nie ma swoich. a w nowym znowu długo będziemy umeblowani kartonami... no, ale najważniejsze jest :) i trochę dobytku mamu swojego.

dobra, idę kłaść dziewczyny i wracam do pakowania.
 
1 , 2 , 3