pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
wtorek, 30 września 2014

oto i przyszla jesien! mgly nie pozwolily zaswiecic sloncu, mgly skroplily sie w najmniejsza z mzawek. sinoniebieskie niebo podkreslalo bogactwo i glebi odcieni zieleni. bylo nareszcie naprawde po irlandzku - chmurno i mglisto, rzesko i wilgotno. czlowiek nareszcie czul ze oddycha, pil to powietrze, chlonal kazdym centymetrem skory. zwawo wyrwalam sie na spacer z psami. na pelnowymiarowy spacer, a nie jak ostatnio jakies nedzne ochlapy spaceru. wedrowalam szczesliwa, w swoich prawie nieprzemakalnych spodniach i mojej wiejskiej kurtce, sadzac wielkie kroki w moich wyplowialych kaloszach. psy szalaly. pedzily jak dzikie stado koni, znaczac w orosialej trawie ciemniejszy szlak i krwawym jezorem zlizujac w biegu krople z traw. wedrowalam usmiechnieta, cieszac sie soczystoscia powietrza i strzasajac perliste krople naszej matki, Ziemi z zielonych ostrzy źdźbeł. w takim nastroju odwazylam sie na spacer moim starym szlakiem, prowadzacym az pod oknami sasiada. odwazylam sie na taki krok, majac nawet cicha nadzieje, ze moze go spotkam? i w opowiedzi na jego wygrazania i pretensje, klepne go pufale w plecy i powiem "sasiad, o co te klotnie? czy sie musimy nie lubic? komu to sluzy? a moglibysmy sie przyjaznic i byloby fajnie, dzieciaki by sie bawily razem i grilla bysmy zrobili... co Ty na to?..." 

bo ja bardzo nie lubie, jak sie ludzie kloca. bardzo. i chcialabym, zeby sie nie klocili, bardziej kochali, hojniej wybaczali, lepiej rozumieli, czesciej przytulali. bo jakby sie na tym zastanowic, to to wcale nie jest takie trudne. po prostu puscic te wszystkie baloniki wypelnione kwasnym odorem zlosci, niech odleca w cholere! i zamiast gapic sie niepotrzebnie w pozornie wazne baloniki, trzeba sie od nich uwolnic i spojrzec z uwaga i zyczliwoscia na ludzi. i jakby tak wszyscy na raz postanowili i to zrobili, to by sie nareszcie udalo i bylaby Utopia :)

sobota, 27 września 2014

azeby cala trojce ogarnac o poranku, potrzeba nieistniejacej wrecz na swiecie /ekhm, no prawie, prawie.../, kombinacji anielskiej cierpliwosci i bezwzglednosci gangstera, chlodnego lidera negocjacji i kreatywnego szefa kuchni, psychologa dzieciecego i stylistki dla wymagajacych acz niezamoznych. nie zapominajmy o treserze rozbestwionych psow i kierowcy rajdowym okraszonym nieustajaca pogoda ducha - czyli niemozliwy do zaistnienia zestaw cech zwyczajnej Wonder Woman. 

wiec zeby okielznac moje demony, wymyslilam tabelke z systemem motywacyjnym. cztery newralgiczne wydarzenia w ciagu dnia razy piec dni tygodnia i juz przy pietnastu plusach delikwent kwalifikuje do nagrody.

a nagroda jest sobotnia wyprawa na basen. tak sobie to wymyslilam! zaraz po polskiej szkole, na ktora, sila rozpedu, system tez dziala. i zadzialal. i zaingurowalismy!

wiec stado zmotywowane i nagrodzone. oraz zmeczone. a ja z nimi :)

a druga pieczen to re-integracja, jakby siostrzana relacja, prastarej przyjazni restauracja - czyli bylo nas dwie i szostka dzikusow i dostalysmy atrakcyjny family ticket /jako dwie les? :)/ i bez siebie nawzajem ta wyprawa nie moglaby sie udac. ale sie udala wielce.

tak oto bede spozytkowywac gratis od panstwa. na atykuly niepierwszej potrzeby. dzisiaj - pol familijnego biletu, jedne gogle i jeden czepek plywacki. 

wygrzebuje sie. wyplywam na powierzchnie! ;) chociaz ruiny planow i marzen zlosliwie szczerza zeby po katach... chrzanic ruiny. w ruinach pasuje zapalic jesienne ognisko, a w ognisku zrobic pieczenie ziemniakow - zeby bylo zdrowo, romantycznie, jesiennie i nostalgicznie... 

sobota, 20 września 2014

wiecie jak sie to robi?

za podszeptem i porada doswiadczenszych kolezanek nalezy udac sie do stosownego urzedu, celem zarejestrowania, jako rwaca sie do pracy gospodyni domowa. co w sumie dalekie od prawdy nie jest - najmlodszy, jako prawie 3-letni przedszkolak radzi sobie swietnie, a ja bym nawet i popracowala - jednak co mojej atrakcyjnosci na rynku pracy nie mam zludzen. ale nic to - zarejestruj sie kobito, aktywizuja cie, umozliwia, doradza sciezke kariery, a moze i jakim groszem wespra? uznalam pomysl za dobry, papiery zlozylam i czekalam. czekalam, rozmawiajac z temi i owemi kolezankami, zonami niepracujacych lub czesciowo zatrudnionych mezow, ktore korzystaly juz z tego rodzaju pomocy, przebakujac o kwotach trzycyfrowych czy tez z duma obnoszac status studentki. aha. to ja tez tak chce. 

czekajac, nalezy niesmialo marzyc i sobie wyobrazac. zabraniac sobie marzyc i wyobrazac. w tajemnicy przed sama soba marzyc i wyobrazac. ech. list z urzedu nalezy przestudiowac, widzac skladowe punkty ewentualnego zasilku, wytluszczona kwote przewidziana na persone w mojej sytuacji i dziwowac sie irlandzkiej matematyce, ktora jakos dziwnie zapisuje proste dzialnia matematyczne. tlumaczy mnie tylko brak doswiadczenia w braniu zasilkow... kolejny list, poza cala masa literek zawieral znowu dziwnie zapisane dzialania matematyczne, z wytluszczona zacna, trzycyfrowa kwota. 

oklamalam sie samoobslugowo. wlasnorecznie zrobilam sobie krzywde. w wizjach juz wydawalam pieniadze - hojnie kupilam dzieciakom buty, niech w sandalach po deszczu nie biegaja. wertowalam ogloszenia - nareszcie biurka dla dziewczyn! zaczelam sobie planowac wypozyczenie sprzetu i pranie wykladziny. po prostu - porosnieta w piorkam mialam sie tarzac w rozpuscie i spelniac wysublimowane zachcianki: bielizna! zapasy uzupelnie! zajecia dodatkowe dla corek! 

swiatelko w tunelu dalo mi niezle po oczach. az stracilam ostrosc widzenia na jakis czas.

glupia mialam mine przy okienku, a niemoznosc zrozumienia tlumaczen pani z poczty zwalilam na slaby angielski. az Zeusa zawolalam. wszystko bylo jak nalezy, legalnie i profesjonalnie.

tak, to sa skladowe zasilku /ja, ilestam na kazde z dzieci, ewentualny pracujacy lub niepracujacy partner/. co daje zacna, trzycyfrowa kwote.

tak, to jest wytluszczona kwota zasilku, ale to jest kwota zasilku, ktorej ci NIE WYPLACIMY. bo maz zarabia dosc.

a tu na dole, to jest twoja tygodniowka.

39,20

 

 

spuscmy zaslone milczenia na ogrom mojego rozczarowania i nagly wodospad lez.

stara, glupia i naiwna. sama dalam sie oszukac, ze mi sie cokolwiek "nalezy". otoz nic. 

zla jestem na siebie. i zawzieta na cala reszte swiata. ja wam jeszcze pokaze!

środa, 17 września 2014

chwala niech bedzie opiekunczej Irlandii. otoz dostalam, przyznali mi, zakwalifikowalam sie i mam! dostalam zasilek dla poszukujacych pracy!! jupiii! 

dostalam od losu* zdzblo trawy, za pomoca ktorego zamierzam sie wydostac z pulapki mrowkolwa. chwilowo i doraznie - kieszonkowe pozwoli zalatac najbardziej palace dziury. dalej i szerzej - mam nadzieje na edukacje. a dalej i praktyczniej - pomoc przy rozkreceniu biznesu.

jupii! ciesze sie i ulzylo mi i swiatelko w tunelu wyglada jakos BARDZIEJ! :)

 

och! ach! i jupii jeszcze raz :)

 

*reprezentantem losu jest rzad irlandii w postaci stosownego departamentu i reprezentujacych go urzednikow. wdzieczna jestem im wszystkim :)

niedziela, 14 września 2014

przyjaciolki :) pierwsze selfie :)

 

mikrob z chrupek kukurydzianych

 

cudem odzyskane rodzenstwo! po wielu godzianch rozlaki odnalezli sie nareszcie u matki w lozku ;)

 

Nasza Szkapa robi i za ciezarowke... z tego beda budy dla psow!

 

chwila-moment i o! spacer z psami i dzieckami :D

 

wszystko stoi na glowie!

zamaskowani 

 

jabluszka w policzkach :D nie, winogrona ;)

 
1 , 2