pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 30 września 2013

porzucony Bob Budowniczy gada sobie w duzym kompie. Eli pojechal z Zeusem po dziewczyny, mam ma troche luzu. "LUZU" właściwie, bo po łikendzie "sodomia i gomoria w jednym stały domu" ze tak zacytuję klasyka ;) 

dawno, a moze nawet nigdy nie zyłam w rytmie 5 dni roboczych i wolnego łikendu. a teraz nagle tak. pięć razy szkoła dziewczyn i Igorowe studia, pięc ciemnych poranków i kursów wieś-miasto, czwartkowe przygotowania, piątkowe przygotowania bo... Zeusowe wolne piątki, imprezy z dorosłym synem, goście i wycieczki w sobote czy niedziele - to wszystko nadaje zyciu rytm. a! jeszcze moje projekty craftowe, wtorkowo-środowe, i treningi vikingowskie w czwartki. ale te ostatnie to chyba tylko chlopaki beda praktykowac, białogłowy i drobne dziatki beda w chacie ;)

bowiem nieśmiało przyłączyliśmy sie do Vikingów. grupy oszołomów, którzy czasami udają, ze jest średniowiecze. szukaliśmy jakiejs aktywności, którą moglibyśmy uprawiać z dziećmi. swego czasu Igor jeździł z nami na zloty motocyklowe, czego zacne owoce zbieramy dzisiaj. wiec i dla młodszej gromadki coś byśmy chcieli... na razie wszyscy są pod wrażeniem machania mieczami i walenia nimi po tarczach, ale generalnie to jest ponoc bardzo prorodzinne hobby ;) więc.

oraz, jesień, panie sierżancie! dywagacje pogodowe odpuszczam, bo to temat znany aż nudny. ale innym objawem jesienności jest zmiana akcentów w życiu. w tym przypadku z "wycieczki, plaże, spacery, rowery" na "goście, odwiedziny, towarzyskie herbatki i takie tam". co, po tak wyjątkowym lecie jak tegoroczne, jest upragnioną wręcz odmianą!

pamiętacie wewnętrzne przeprowadzki? roszady z pokojami, odgruzowywanie kątów i cały ten chaos? no to musze kontynuować. bowiem posiadanie pracowni w sypialni to zły pomysł jest. tam ciągle ktoś śpi! rano Zeus, potem Eli na drzemke, potem znowu Zeus a potem znowu Eli i ja. bez sensu. na razie chodze i drapie się po głowie. gdzie i jak by się umościć? jakiś kąt osłonięty parawanem? ale gdzie? ech. coś mi się wydaje, że mamy za mały dom. za mały!

a na deser - smakołyk. została ogłoszona oficjalna data lądowania mojej prastarej przyjaciółki w Irlandii! re-emigranci po-powracają! cieszę się bardzo, bardzo, bardzo, ale też odrobinke niepokoję... każda z nas sie zmieniła przez te dwa lata... czy sie dogadamy? ale - znam coś co pomoze! ;)

czwartek, 19 września 2013

objawy jesieni - od poniedzialku córki w domu, smarkają do spółki z braciszkiem. niby nic konkretnego im nie dolega, ale glowa boli, smarki ciekną i sił do życia brakuje. a ze dzisiaj nic, absolutnie nic nie mialam rano do załatwienia na mieście - sobociliśmy sie - śniadanko w szlafroczkach, sporo porannych bajek i leniwa kawa. fajnie.

inny objaw jesieni - węgiel kupiony i oficjalne otwarcie sezony komikowego juz bylo. wczesniejsze palenie się nie liczy - bylo jedynie ku uciesze gawiedzi i do tego drewnem. kominek to fajna rzecz, wiecie? tylko kurz i popiół znowu będą wszędzie....

kolejny objaw jesieni - wieje i leje. leje troche na niby - ot, mżawka rano albo parenaście przelotnych pryszniców w ciągu dnia. ale wieje konkretnie. pranie zaplątane w gordyjski węzeł, niesprzątnięte na czas rowerki czy ogrodowe krzesła poprzesuwane i poprzewracane, a niesforne śmieci wizytują sąsiadów. 

pora wyciągnąć czapki i zamienić okrycia wierzchnie na poważniejsze. zima idzie! albo raczej - przewlekły listopad...

a dzisiaj nastawilam buraki do kiszenia. o! będzie barszczyk - mam nadzieje :)

poniedziałek, 16 września 2013

dzisiaj pierwszy raz od hohoho zalozylam pelne buty. pora pozeganc sandaly - mam nadzieje do przyszlego lata. z tym samym spada mi motywacja do malowania paznokci u nog. a opalone stopy i kolorowe panokcie są takie wakacyjne i beztroskie! czyli - nieuchronny koniec lata.

mimo wszystko nie jest źle. ekstremalnie u nas ostatnio. kłócimy sie z Borsukiem czasem okropnie - a potem spedzamy razem świetny, wesoly, prawie imprezowy wieczor. dobrze rozbujana huśtawka - to chyba skutek uboczny wakacyjnej atmosfery. i sama nie wiem - cieszyc sie czy martwic na jesienne spowolnienie? a moze nie bedzie?

oj, chyba nie bedzie.

luźnie znajoma Rezydentka okazuje sie byc zagubioną w przeszłości "córeczką" /ma raptem 23 lata/, a moze nawet przyjaciółką? btw - jej najlepszą przyjaciółką jest córka mojej najlepszej przyjaciółki z młodosci. która właśnie reemigrowała i zaczyna sobie re-ukladac zycie w IRL. czyli skomplikowane układy przyjaciółkowo-córeczkowe, wielopokoleniowe polskie przekladańce na irlandzkiej ziemi. a moze wcale nie skomplikowane?

weselej sie zrobilo. powiew młodości. świetnie się wpasowuje do ogórnostarofreyowego kryzysu wieku średniego :D

czapke sobie wydziergałam. trzykolorową taką, długą, na dreadloki.

a ten kawalek znacie?

piątek, 06 września 2013

mocno, cooo?

ale ze mnie drama queen :)

 

pies przyniosła sobie z podwórka jakaś przedpotopową kość i obrabia ja u moich stóp. ugh! 

oraz przyznam sie, ze nie wyrabiam z kocia kuwetą. trzy słodkie puszyste zasrańce a w kocim kibelku piasek z plazy, bo zastrajkowalam i żwirku kupować nie będę! ale to się mści... i mój czuły nos cierpi...

 

robactwo tez dotyczy zwierzyńca - pies ma pchły i się drapie. ciekawe, czy w dredach też mogę mieć pchły? internet twierdzi ze nie. tego sie trzymam!

 

zakute łebki wyglądały tak:

czas jakis temu, kiedy byliśmy oglądac rekonstrukcję/inscenizację/przedstawienie "zaślubiny księżniczki Aoife i wodza Normanów Strongbow". bardzo było superaśnie.

 

ale niestety są i inne zakute pały w okolicy. wygląda na to, ze tegoroczne lato rozgrzało blaszany gar tak mocno, że komuś mózg wyparował. a innym rondel na głowie chroni mózgoczaszke przed jakimikolwiek rzeczowymi argumentami. a jeszcze innym żelazny kubełek zjechał na oczy i horyzonty siegają czubka własnego nosa. co się z tymi ludźmi dzieje, naprawde...

i mogłabym, a może nawet powinnam sie tym wszystkim martwić, przejmować, troskać, wyjaśniać, tłumaczyć się, pucować i udowadniać, że nie jestem wielbłądem... ale nazwę to młodzieńczym zwrotem, gdyż młodo się bardzo czuję - mam na to wszystko wyjebane. 

tjaaa... im jestem starsza i mądrzejsza /i piękniejsza!/, tym bardziej rośnie na świecie liczba ludzi którzy mogą mnie pocałować w dupę... :)

poniedziałek, 02 września 2013

no.

na poczatku byl chaos, a u nas znowu cos sie zaczyna, wiec chaotyczna notka jest bardzo na miejscu.

dziesiec dni bez glutenu. 10! nie ma calej masy znanych i oswojonych potraw, ktore wprawiona gospodyni domowa robi z zamknietymi oczami. jest kombinatoryka kulinarna poziom master. cale wakacje sie do tego przymierzalam, zeby zaczac tuz przed rozpoczeciem szkoly! hahaha - tutaj sie szyderczo sama z siebie smieje. ale Zeus musial dojrzec. az dojrzal! 10 dni bez glutenu i ze zdziwieniem sie gladzi po rekach - luszczyca sama sie kurczy! 10 dni bez glutenu - i pszenny beben sam gdzies znika. jeszcze nie przeczytalam, ale juz wiem ZE TA KSIAZKA to rewolucja i rewelacja.

panny wrocily do szkoly. na trzy dni - trzy razy sie spoznilysmy. ech - powrot do rutyny nie jest latwy. rano czasu malo, obowiazkow duzo, ja jestem jedna a dzieciakow trojka. plus pies+4koty+20kur. dla urozmaicenia Arieka konczy o 1.30 a Ruti o 2.30. niby godzina to nieduzo, ale i tak szkoda mi ten czas tracic... jest plan, zeby to ogarnac, ale dotrze sie za troche...

Igo wrocil i to byly te wakacje, kiedy DOROSL. znowu smignal pare centymetrow do gory, ale to nie o to chodzi... wyjechal nastolatek - wrocil mlody mezczyzna. poznal germanskich przyjaciol, chadzal na wieksze i mniejsze imprezy, jakas "helga" mu sie przez zyciorys przewinela - a rownoczesnie pracowal w na stanowisku, gdzie musial sie wykazac nie lada odpowiedzialnoscia - opiekun rocznej dziewczynki. poza tym - nosi glany, zapuszcza wlosy i kupil sobie gitare elektryczna. jest fantastyczny!

ogrodniczo zmadrzalam znaczaco tego roku. z trzech sezonow "pomidorowych" ten jest najgorszy. az szkoda gadac, bo sie znowu zdenerwuje. na sama siebie!

przeprowadzka prawie skonczona. rezydentka u siebie, Igo w ostatniej sypialni, moja pracownia w niebycie. ale Zeus robi polki, juz zrobil duzo, zrobi jeszcze wiecej i uwije sobie takie szyjaco-dziergajaco-filcujace gniazdko, z muzyka i wygodnym krzeslem, ze hej! 

a teraz - padajcie narody na kolana. umylam okno w kuchni i z rozpedu w jadalni tez! zdjelam umalowane kurzem i pajeczynami zazdroski i zrobilam sobie taka oto jesienna dekoracje: