pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 27 września 2010
wkręty były za grube albo wiertło było za cienkie.
to był doskonały pretekst, żeby udać się "do wsi".
oficjalnie - do sklepu. ale i na lody i do portu i na plac zabaw...

czy to słońce ciszej grzalo?
czy chmury robiły mniej hałasu?
bo przecież morze ciągle swoje...
ależ jest pięknie.
w leniwy wrześniowy poniedziałek, przed płudniem do tego - Dunmore East jest ciche i spokojne. wygląda bajkowo. te parę samochodów - akurat, zeby dziewczyny mogly pomachać kierowcom. paru mijanych spacerowiczów - żeby pogłaskać pieska i potwierdzić, że - 'cóż za cudowny dzień, nieprawdaż?' parę osob w sklepach i kafejce - w sam raz. i od razu więcje jeżyn na przydrożnych krzaczkach. i śmieci jakby mniej ;)
wrzesień jest cudowny.
wrzesień w uśpionym kurorcie jest jeszcze cudowniejszy!
hej! no to kto do nas wpada na łikend? ostatnie ciepłe i suche dni, a potem już irlandzka jesień...


niedziela, 26 września 2010
rok temu zamieniłam się w Ciasteczkowego Potwora i co rano pożerałam jedno maciupenkie ciasteczko. cukiereczka. no dobra - tabletkę. depresja to moja stara znajoma, niestety - z tych nachalnych. tylko czyha, żeby mnie odwiedzić i zostać na dłużej.
ładnych parę miesięcy temu ciasteczka zrobiły się jeszcze mniejsze, potem przysługiwało mi ciasteczko co drugi dzień, a teraz już wcale. i tak już od paru tygodni.
modlę się gorąco, zeby Bóg dał mi dość siły i nadziei. trochę boję się jesieni. ale wierzę, że poranna dawka  Biblii będzie działać równie dobrze, jak nie lepiej! bo przecież:
Szukałem Pana i odpowiedział mi, I uchronił mnie od wszystkich obaw moich. Spójrzcie na niego, a zajaśniejecie I oblicza wasze nie okryją się wstydem! Ps 34,5-6

***

Ruti znowu bawiła się nożyczkami. więc teraz ma grzywkę i włosy raptem do karku. ech, co za licho!

słodkie licho! brodate ;)

***

gęstwinę na Igora głowie osobiście skosiłam maszynką. a pod tą gęstwiną trybiki pracują i mielą i myślą i czasem aż zgrzyta!
wraca do szkoły.
pryncypał zaprosił go na parę dni, żeby zobaczył chociaż. i prawdą jest, że jeśłi ktoś nie ma doświadczenia i dość samodyscypliny - ciężko się samemu uczyć w domu. na weterynarię w takim Dublinie potrzeba prawie 600 punktów! a on jest jednym z lepszych uczniów i szkoda by było...
więc wraca do szkoły.

***

moja Głowa suszyła mi głowę i przekonywała.
- a co z Mamą, ona też ma sobie nowe konta zakładać? a rodzeństwo?
- a co z anglojęzycznymi znajomymi? zaglądają, wprawdzie nie czytają, ale pooglądają fotki, i w ogóle...
- a jak ktoś cię/nas będzie chciał znaleźć, to nie znajdzie!
- widzisz! to wcale nie jest takie oczywiste dla wszystkich, że konto musi być na bloxie albo na gazecie!
- a co za sekrety chcesz pisać? jak się ich wstydzisz - to lepiej wcale nie pisz. a jak się nie ma czego wstydzić, no-to-o-co-cho....
najprawdopodobniej chodziło o to, że jemu się nie  chce logować i klikać...
niech mu węc będzie. przekonał mnie.
więc na razie akcja odwołana. sprytnie uzyskane adresy sprzedam, zarobione pieniądze przepuszczę, a Wy spodziewajcię się teraz tony spamu :D:D:D
żartowałam. miło mi, że mam tylu wiernych czytaczy. dziękuję. ide wykasować Wasze komentarze. i przepraszam za zamieszanie.

a! mój emil - to ukryta małpa gazeta peel.
sobota, 25 września 2010
mam taką teorię -
jak człowiek za dużo czasu spędza w mieście, otoczony rzeczami stworzonymi ludzką ręką, ogląda te wszystkie maszyny i budynki i błyskotki i gadżety - wtedy zaczyna czcić i uwielbiać 'człowieka'
kiedy człowiek ma więcej kontaktu z naturą, kiedy olśniewa go piękno świata, zachłystuje się ogromem nieba i zadziwia go precyzja maleńkich, nieistotnych stworzonek - wtedy czci i podziwia Stworzyciela.

dlatego ciągnie nas coraz bardziej na wieś.
i dlatego popędziliśmy gdziekolwiek, widząc piękne, jesienne słońce.

gdziekolwiek okazało się tym razem w Annestown


taki na przykład glon, przyrośnięty do kamienia. absolutnie kosmiczny!


a tutaj ma niby mieszkać... - potwór! - według Rutki. - lis! - wdług Ariel. ale na szczęście nie mieszka nikt. czasem może morze ;)

młody zamaskowany podwójnym deseniem moro :) hasał po kmieniach i słonych kałużach i łapał różne stworzonka


o! rybka zwana babką! były jeszcze kraby większe i mniejsze oraz mały wykład o rodzajach mięczaków morskich z przykładami...


a Borsuk jak zwykle. zawracał ocean. jak się z tym upora - zawróci Ziemię!

i wtedy skończyła mi się bateria w aparacie.
a potem było bieganie boso po wodzie - bo słońce zdecydowało się grzać. potem był piknik na plaży i zawody z rzucaniu kamieniami do celu. leżenie na kamieniach, rysowanie na piasku i grzanie się w słońcu.

kamienie są jak ludzie. ogromna, niepoliczalna ilość. z daleka - szara masa. z bliska - każdy jest inny. każdy inny - i prawie każdy szary, nijaki, bez charakteru i znaków szczególnych. niewiele jest wartych tego, żeby się po nie schylić...

ach! muszę się  z Wami podzileić przepisem na ciasto. własciwie - nic takiego. takie byle co, co to się ukręci w 3 minuty i wrzuca do pieca.
ale...
2 szkl mąki  * 1 szkl mleka  *  1/2 lub 3/4 szkl cukru  * 1 jajo * 1/2 kostki masła/margaryny  *  1 łyżeczka sody  *  1 łyżeczka cynamonu oraz 1 SŁOIK DŻEMU

wiadomo - mieszamy co tam mamy /można suche osobno i mokre osobno [masło roztopione] i potem razem/ i pieczemy /do suchego patyczka, jakieś 170-180 stopni/

i teraz - z czarno-porzeczkowym dżemem ciasto jest szaro-różowe. fajnie, jak dżem ma sporo całych owoców. z malinowym - mocnej różowe. i strzela w zębach. nie przepadam za truskawkowym - kawałki truskawek są za duże i jakoś mi to nie podchodzi. morelowy jest fajny, ale wtedy nie daję cynamonu i zamieniam sodę na proszek do pieczenia - pozostaje wtedy jasnemożna połowę mąki dać razowej. można zamienić cynamon na imbir. albo trochę gałki muszkatałowej. albo mix piernikowy. można dodać tubylczą marmoladę pomarańczową /wtedy ciut więcej cukru/ i mamy interesujące, wytrawne ciasto...można posypać płatkami migdałowymi. można polukrować lub poczekoladować ;) czasami nie daję masła tylko śmietanę, ale wtedy mniej mleka. a wczoraj zapomniałam dodać jajko i nic się nie stało :)
aha! najlepsze jest na drugi dzień!!!
tak też było na pikniku.
zazwyczaj serwuję je rodzinie z małymi wyrzutami sumienia /bo to byle jakie ciasto leniwej gospodyni/,a oni są zazwyczaj za-chwy-ce-ni ;)

smacznego!

czwartek, 23 września 2010
niniejszym wzywam wszystkich zainteresowanych losami Freyów

do założenie sobie konta na gazeta.pl lub blox.pl

chodzi mi bowiem po głowie pomysł zahasłowania bloga.

zainteresowanych prosze o zgłaszanie się w komentarzach poniżej.

dziękuję za uwagę


bieżące wpisy - kategoria 'wszystkie' albo  TUUUU
środa, 22 września 2010
w jedne owies, w drugi siano...

starszy Ford stał koło Portlaoise, a młodszy Citroen w Galway.

można przecież zadatkować Forda i zaklepać go na 2 godziny i błyskawicznie skoczyć się na drugi koniec Wyspy, nie? no to skoro można, to trzeba! po zdyskwalifikowaniu Cytryny, wróciliśmy w końcu po Forda.

i tak nasza stajnia powiększyła się o Forda Transita. niemłody ale dobrze wygląda. oby się też dobrze sprawował! a żeby było ciekawie - jest z Walijskiej Wyspy ;)

Irlandia próbowała nas w drodze powrotne utopić. ale dobry Bóg co chwilę zsyłał nam na pociechę tęczę. Ruti na to:
- mamo! czy ja moge jeść tęczę?
a kiedy tęcza znikała, Ariel obwieszczała:
- nie ma! Atka niam!

poza tym - piękna ta Irlandia. nie-wy-o-bra-żal-nie!

a na koniec najważniejsze. dla mojego Borsuka:



 
1 , 2 , 3 , 4