pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 27 września 2009
normalnie, nie mam kiedy pisać.
leniwe poranki i wesołe wieczory, spacery, piaskownica, wyprawy na targ i na lody. albo wycieczki do doktora, badania i wyniki. parada atrakcji.
do tego senny komp mojej mamy niechętnie współpracuje. ręce mi czasem opadają.
piękna ta Polska, ale bez Mojego Męża i Syna Pierworodnego nie cieszy aż tak. tęskno mi trochę. troszeczkę...

nie zapominajcie o mnie, dobra? po prostu trochę pomilczę.

aha! zamiast tego poczytajcie to:




naprawdę, gorąco, gorąco polecam!
środa, 23 września 2009
zyje

badam sie

delektuje jesiennymi plonami

kontempluje Polske na spokojnie

jest OK :)

ps: MM - mój mąż - ma dzisiaj urodziny :)
złóżcie mu życzenia :) i niech sie tak nie martwi :)

sobota, 19 września 2009
trochę dużo tego wszystkiego na ten łikend się zebrało

- w poniedziałek bladym świtem lecę do Polski. samolot jest o 7, na lotnisku powinnam być o 5, czyli wyjechać z domu o 3. czy jest w ogóle sens się kłaśc?

- Rosz Haszana - Nowy Rok! zaczął się 5770! i trochę świętujemy. nieśmiało, nieporadnie, ale jednak.

- fellowship meal - w niedzielę w Kościele będą jacyś goście, i z tej okazji mamy wspólny obiad. zrobiłam duszoną zieloną soczewicę z pieczarkami. mniam

idę się pakować. dziewczyny śpią, więc wreszcie się uda. bo z nimi to żadna robota. Igor już spakowany - na czas mojej nieobecności będzie mieszkał w Dunmore East u zaprzyjaźnionej rodziny. MM zostaje sam na włościach. biedaczysko :(

trochę się denerwuję. i to nawet nie samymi kłopotami zdrowotnymi. bardziej rozłąką z chłopakami. no i miękną mi kolanka na myśl o czekających mnie badaniach. ech, życie.

piątek, 18 września 2009
Ruth
dzisiaj pracowicie zamiatała piasek z chodnika z tyłu domu. zajęcia miała, że hoho. w końcu jednak się znudziło, miotłę porzuciła i poszła zjeżdżać "z górki na pazurki" na rowerku Puky. uwielbia tę zabawę, robi to często i bardzo sprawnie - startuje spod tarasu, nogi podnosi do góry i w pełnym pędzie śmiga na dół, hamując dopiero przed szopą. tylko... tylko ta porzucona miotła... Ruth się wykatapultowała z rowerka i boleśnie spotkała z chodnikiem. najbardziej ucierpiała broda. a co ryku było! jutro będzie już strup i siniak. ech ;) pierwszy poważniejszy wypadek ;)

Ariel
dolne czwórki gonią górne i od jakiegoś czasu Ariel kiepsko śpi w nocy i ma kłopoty z zaśnięciem. dochodzi nawet do tego, że marudną i zmęczoną usypiam na rękach, śpiewając i kołysząc sie. ale dzisiaj nie miałam siły na śpiewanie, mruczałam jej coś trochę bezmyślnie, mając nadzieje, że zaśnie. a mruczałam w kółko te 3 dzwięki "a-A-A" z "kotków dwóch" a raczej "ach, śpij kochanie"
i co nagle doszło do mojej świadomości? Ariel świdrowała mnie oczkami, uśmiechała się radośnie zza smoczka i odmrukiwała do mnie -a-A-A! dokładnie taką samą melodię i taki sam rytm! ja robiłam -a-A-A, a ona na to -a-A-A. i tak w kółko, z małymi przerwami na radosny rechocik Arielki. jakbyśmy nadawały alfabetem Morse'a, albo jakbym nagle nawiązała kontakt z inną cywilizacją! ona jest niesamowita!
a zabawa była przednia :)
czy po DWÓCH piwach i JEDNYM papierosie można mieć kaca?
widać można.

a spać poszłam krótko po północy. i tańców nie było.
a ból głowy od samego rana.
i zamiast moich słodkich dziewczynek chyba dzisiaj miałam pół tuzina nadpobudliwych chłopców. a moze to tylko wrażenie?

oj, starzejemy się, starzejemy.
ech, gdzie te czasy, kiedy...
yyy.
no, nieważne.
;)


 
1 , 2 , 3