pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
wtorek, 30 września 2008
zostałam przywołana do porządku przez moją Siostrę.
masz rację, Olinko - za mało było widać zadowolenia i szczęścia w ostatnich wpisach, a za dużo zmęczenia i narzekania.
i te 'smilies' były mało widoczne! a są! i poza tym - ja lubię, jak jest trochę ciężko i krótko z czasem i trzeba zagęścić ruchy, żeby zdążyć :) wtedy czuję, że żyję :) i mam ogromną satysfakcję, że dałam radę :)

***


Ariel waży 5,5 kg. to wiadomość po wczorajszej wizycie kontrolnej. rozwija się przepisowo a nawet trochę lepiej ;) nawiązuje kontakt wzrokowy, uśmiecha się do ludzi, zaczyna wydawać sympatyczne dźwięki. a po rzucie okiem do innych fotelików samochodowych zaparkowanych w poczekalni, wiem na pewno - nasze najładniejsze! ;))

***

anegdotka sprzed paru dni:

jakoś tak wyszło, że przebierałam czy też ubierałam Rutkę u Babci w pokoju, siedząc na łóżku.
- kopakipabakanana - powiedziała Rutka, wyciągając paluszek i wskazując na coś.
- to? - pytam o jasiek
- nie! - kręci głową
- kopakipabakanana - pokazuje dalej
- to? - po kolei sprawdzam: okulary, książkę, husteczki higieniczne, futerał na okulary, piżamę wystającą spod poduszki. na wszystko słyszę:
- nie!
i znowu:
- kopakipabakanana!
w końcu schodzimy na dół i zastajemy Babcię w fotelu.
- kopakipabakanana! - obwieszcza Ruth
- co to jest? - pyta Babcia
- nie wiem - mówię jej - ale leży u Ciebie na łóżku!
:))

oj, gada, gada nasza Ruth. w końcu - ma już 20 miesięcy!
poniedziałek, 29 września 2008
nienienie - nie zapomniałam u urodzinach Mojego Męża :)

tylko było inaczej niż w ubiegłym roku
było rodzinno-kameralnie i niedzielno-niespodziankowo :)
tort robiłam w nocy /z masą budyniową - smakuje super, tylko kiepsko się nią dekoruje/, Igor z Babcią dekorowali dom, kiedy wymyślałam pretekty późniejszego powrotu do domu.

***

już trzy miesiące temu ostrzyłam sobie zęby na Balonowe Mistrzostwa - a jak nadszedł właściwy czas, to uciekło z głowy i do tego maluchy smarkały :( a było ponoć niesssamowicie - dużo, dużo ogromnych, kolorowych balonów w środku miasta - ech, szkoda...

***

moja Siostra drży, czytając moje wstrząsające wpisy na temat macierzyństwa. hej! Olinko! po pierwsze - ciężko, to moze jest przy małej dwójce. po drugie - mamy kryzys - bo katar, bo gardło boli, bo jesień. po trzecie - i tak jest luzik, bo mamy Babcie. a po czwarte - jakoś łatwiej się pisze o tych gorszych przejawach posiadania dwójki maluchów. chyba by się zbyt słodko zrobiło /tak słodko, że aż się przedszkolaki pożygały - jak mawiano w pewnych kręgach/. zbyt słodko - kiedy Rutka oddaje Ariel swojego własnego smoczka, żeby dzidzi nie płakało. albo kiedy dzidzi zapłacze w drugim pokoju - Rutka robi zmartwiono-współczującą minę, wyciąga paluszek i mówi "dzidzi ŁA", po czym pędzi z pomocą /cokolwiek by to miała być za pomoc/. albo kiedy Ruti włazi mi na kolana, i przytula się po mnie i jedzącego malucha i otacza nas łapkami i aż stęka z miłości :)
poza tym - chodzimy na spacery w naszym podwójnym wózku. czasem chodzimy w pojedynczym wózku a mała w chuście. czasem wyskakujemy sobie na parogodzinną wyprawę - a to miasto, a to do parku czy na plac zabaw. często siedzę z Rutką i oglądamy książeczki, puszczamy bańki, bazgrzemy po kartce czy Ruti pomaga mi coś zrobić w kuchni. często siedzę z Ariel i mogę macieszyć się jej tłustym podbródkiem, oczkami jak guziczki i coraz bardziej gadatliwą mordką. znajduję czas, żeby pogadać z Igorem, pomigdalić się z mężem /albo pokłócić, a co!/, czasem nawet posiedzę przy kompie i zobaczę, co tam na świecie słychać. no i czasem się bardziej udzielam w kuchni - kluski na parze, twarożek domowej produkcji na śniadanie, zaspokojone kaprysy na pizze czy ciasto, a czasem mniej - garnek zupy na dwa dni, obiady bez polotu a surówka to sałata z majonezem ;)
naprawdę - nie jest AŻ TAK tragicznie :)
tylko, że jestem trochę niewyspana. tylko, że chcę i staram się dać z siebie jak najwięcej. cały czas myślę i kombinuję i mam napiętą uwagę - jak to całe życie wcisnąć z ograniczoną liczbę godzin. trochę czuję się jak człowiek-guma, trochę jak pilot samolotu - kontrolujący równocześnie setkę czujników i zegarów. w naszym locie od rana do wieczora trzeba wziąć pod uwagę bardzo dużo zmiennych czynników, niestabilnych bodźców, chwiejnych humorów, niemożliwych potrzeb i nagłych możliwości. rozumiesz?
i cały czas sobie myślę - że codziennie jest bliżej czasu, kiedy będzie po prostu super! byle do wiosny :)
sobota, 27 września 2008
zasuwam jak mały samochodzik, kółeczka mi się kręcą jak szalone, czasem taki zapieprz, panie majster, że nie ma czasu załadować* ;)

ale co tam, co tam - można coś wymyslić, żeby było jeszcze ciekawiej :)
- zrobić pierwszy raz w życiu kluski na parze - buchty czy też pampuchy - a po napełnieniu rodziny z reszty ciasta upiec smakowite ślimaczki z rodzynkami :) potem paść na pysk :)
- przy okazji małej przysługi /robiłam za pilota/, wybrać się na długi spacer/mała wyprawę na plażę do Tramore. co za odmiana! słońce, morze, plaża, wiatr. wiecie jak genialnie smakuje czarna i gorąca kawa na plaży? do tego domowa drożdżówka. dzieci się tak dotleniły, że spały jak susły :) ja bym też pospała...

a poza tym - chyba nas coś bierze. katar wędruje po wszystkich po kolei, Igor ma gorączkę, mnie boli gardło, Ruth nie ma apetytu... oj :(


* znacie ten dowcip?
czwartek, 25 września 2008
kontynuacja atrakcji hydraulicznych z zeszłego roku
tym razem wzbogacona o robienie dziury w kuchennym suficie i wypuszczanie małego wodospadu.
k**mać i ojapie***
mało mam atrakcji?
no to dodatkowy rozpiździaj
i dwóch irlandzkich speców chodzących mi w buciorach po kuchennych blatach
yyyyy...
kiedy będzie przerwa na reklamy?


jak mi kiedyś jakiś rodzic jednego dziecka powie, że nie ma czasu, że dezorganizacja, że nieprzespane noce i chaos - to mu chyba pęknę ze śmiechu!
ha!
co ty, kurcze, wiesz o niewyspaniu.....

:)

jazda ciagle trwa. do kataru doszły sensacje żoładkowe Ruth. podejrzewam yogurt owocowy - nowy smak w diecie. oby to to, a nie jakiś złośliwy wirus.....

 
1 , 2 , 3 , 4