pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 30 września 2007
mamy takich jednych miłych znajomych, z którymi czasem się spotykamy. w sumie - dość rzadko. i zawsze, po fajnym popołudniu, pakując się do samochodu, zadajemy sobie pytanie: właściwie dlaczego nie widujemy sie częściej? przecież i wspólne tematy ciekawe i humor zbliżony a wspomnienia i przygody odmienne - czyli byłoby o czym gadać przez długi czas!
jakoś niestety nie możemy się zsynchronizować :(
ale za to - dzisiaj - u nich w domu grasowali rycerze!


udało mi sie cyknąć szybką fotkę, zanim nie obcieli mi ręki i nie posiekali aparatu! ;)

serdeczne pozdrowienia dla Państwa C! jesteście niemożliwie wprost fajni :D
sobota, 29 września 2007
już jakiś czas temu powiększyła się nam stajnia :) nie było jednak okazji, żeby o tym napisać, więc chwalimy się teraz:

obiecany urodzinowy rower. dorosły rozmiar, komplet przerzutek, wypasiasty amortyzator. do tego garść akcesorii - odblaskowe szelki dla rowerzysty, rękawiczki, blokada, bidon. w najbliższym czasie trzeba kupić błotniki i światła :) i tak Igor robi się coraz bardziej niezależny :) komóra w kieszeń, smycz z kluczami w drugą, rzuca nam - "nara" i tyle go widzieli.... w końcu - ma już 14 lat. młodzieniec jak się patrzy :)

***


nowy nabytek MM :) nie był specjalnie szczęśliwy, mając w perspektywie jeżdżenia tą marką, ale dal się przekonać. samochód całkiem młody, ze śmiesznie małym przebiegiem /45 kkm!/ i do tego w porażająco niskiej cenie. duży, komfortowy, z różnymi przydatnymi bajerami... w sam raz na...

...na hackney! bo MM zostaje takim jakby taksówkarzem! już się nie może doczekać. inna praca, inne pieniądze, wszystko inne. generalnie - korzystniejsze :)

***


no i powóz dla panienki Ruth. cieszę z niego tym bardziej, że upolowany w charity shop'ie kosztował mnie raptem 15e! wprawdzie chusta pozostaje ciągle naszą ulubioną, ale i dla wózka jest sporo zastosowań.

***

jak widać, każdy ma nowe kółka do jeżdżenia. a co ze mną? moze rolki sobie sprawię? tak na serio, to chciałabym dobry rower i TO do kompletu... ech. może mi mąż kupi, jak już będzie bogatszy? ;)
piątek, 28 września 2007
u nas w wannie! ;)


a tak a propos: zamierzamy wziąć udział w wyborach. na stronach ambasady
są wszystkie ważne informacje!
... na emigracji :)

no bo normalnie, w Polsce, byłoby to niemożliwe. a co takiego?
- że zagaja mnie ktoś na GG, klikamy sobie przez popołudnie, konwersacja acz sympatyczna, zdawkowa jest i powierzchowna - siłą rzeczy.
- i po takiej wirtualnej rozmowie wpadam na kawę do świeżo poznanej dziewczyny
- i okazuje się, że mamy o czym rozmawiać, że przeżycia i doznania młodych matek na emigracji są podobne. że refleksje takie same i że problemy się powtarzają
- i że zawieramy znajomości i przyjaźnie, które w Polsce by nigdy nie miały miejsca. bo dzieliły nas kilometry, zainteresowania, charaktery.

a na emigracji niemożliwe staje się możliwe :)
i tak znalazły się nowe amatorki KGM :)

czwartek, 27 września 2007

chyba jakiś lodowiec zaparkował niedaleko Zielonej Wyspy, bo ziębi i chłodzi i mrozi... no co za rok! - nie było lata - bo były jesienne deszcze. a teraz nie ma jesieni - bo się zimowy ziąb się pospieszył. extremalnie pokręcona pogoda :/

no i extremalna środa była :)

już poranek rozpoczął się na stereo :) miałam etat jako opiekunka małego Dawida. co w połączeniu z moją Rutką daje niezły duet. 4,5 godziny jako "mama dwojga" dało mi obraz losu matek bliźniaków. norrrmalnie - wielki szacun!

w końcu zapakowałam wesoły duet do samochodu i popędziliśmy do Maranatha Hall. bo jak zwykle - Koło Gospodyń Miejskich :D

tym razem przyszło wyjątkowo dużo dziewczyn. więc i dzieciaków było wyjątkowo dużo. skutkiem czego gwaru, hałasu i krzyków też było wyjątkowo :) rozgardiasz, że hoho! :)

a do tego - o 12 ruszyła szkółka angielskiego dla mam. więc sześć dziewczyn poszło się uczyć i zostawiło swoje pociechy ciociom :) spontanicznie zawiązało się małe przedszkole, a w kącie na kocu powstał mały żłobek :) nasza nauczycielka Iwona realizuje się zawodowo a dziewczyny poszerzają horyzonty :) i o to właśnie chodziło!

popołudnie też w biegu - szybki obiad, sprint na angielski, godzina ukradziona na spotkanie z Edytą i Elą /niby widujemy się często, a nie ma kiedy spokojnie pogadać!/, dzieci spać, a wieczorem - MM miał wolne... więc senas filmowy, chłodne piwo i pełny relaks...

kiedy ja się wyśpię? bo czwartek od rana podobnie - duet niemowlęcy i sporo do zrobienia... :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5