pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
czwartek, 30 sierpnia 2012

pieką się właśnie babeczkowe muffiny w nowych, silikonowych foremkach. oczywiście, dla moich uczennic na szkolne śniadanko! bo jutro...

ale będzie dobrze, damy rade, panny zaakceptują, my się zorganizujemy i przyzwyczaimy i wcale nie wrzucam niewinnych dziatek w bezlitosne tryby ponurej machiny totalitarnego systemu? mam nadzieję.

***

owczarek niemiecki, pies zgoła legenda - wierny, mądry, odważny, lojalny i długa lista samych zalet. wszystkie one bledną, kiedy na czarnej mordzie możesz dostrzec resztki żwirku z kociej kuwety... i cały genialny PR poszedł do lasu....

***

Borsuk z Synem Pierworodnym zrobili piękny kompostownik. z palet zrobili. dumna jestem z nich ogromnie i już się cieszę na produkcje nawozu do naszego ogrodu. czy ja już mówiłam, że ogrodnictwo wciaga i uzależnia?

***

wieje ogromnie od wczoraj, a nocy nad naszymi głowami przetoczyła się prawdziwa burza! to niezwykle rzadkie zjawisko tutaj. aż się dzieci budziły, bardziej zdziwione niż przestraszone. wieje tak, że nawet mnie nagły poryw potrafi wytrącić z równowagi. a Borsuk zamyśla samodzielnie zbudować turbinę wiatrową!

***

Arielka miała czwarte urodziny! chciałabym jej zrobić imprezę z tortem i gośćmi, ale wydatki szkolne wyczyściły nas do cna. ech. coś na pewno wymyślę, ale trochę mnie to gryzie... chociaż - niektórzy to mają prawdziwe problemy.

***

 

wtorek, 28 sierpnia 2012

ostatni taki wtorek, kiedy dziewczyny idą do łóżek tuż przed 22, zeby rano spać do 8. w czwartek bowiem zaczyna się szkoła. przygotowani jesteśmy umiarkowanie. czy to mentalnie czy materialnie. ale nie będziemy się tym przejmować, co ma być to będzie. mimo, że jakby specjalnie panny ostro dają czadu ostatnio, nie mam uczucia, że 'uff, hurra, odpocznę sobie'. wręcz przeciwnie. moje córeczki zaczynają się od mamy oddalać, będą mieć inne autorytety i swoje sprawy i swój świat... wiemwiemwiem  - nieuniknione i niezbędne - a smuci... czas tak szybko biegnie, życie tak szybko mija, swiat się tak kręci do przodu i do przodu...

Student zaczyna 3. września.

Eli nie zaczyna aktualnie nic. no, chyba ze jakiś nowy ząb czy dokonalenie stania przy meblach.

pies i koty mają się. pies ma instynkty macierzyńskie i chce koty nosić w pysku. koty są trochę za małe na jej ogromną paszczę, ale i  tak są nieustannie zaśliniane. maluchy instynktownie wiotczeją, kiedy coś je za kark łapie, więc Sharon je mamla i mamla. kabaret z tymi zwierzakami, mówię wam. ja mam najśmieszniej - wszędzie kłaki i koci żwirek i pyski do karmienia i całe to rozbrykane towarzystwo i moje oczy dookoła głowy...

 

wyniki badań tarczycowych pokazały, że hormony są w sam raz. czyli zostajemy przy tej samej dawce eltroxinu. a ja ciagle marzę o powrocie do formy, o energii, o sprawnym działaniu tego silniczka, kótry tak mnie pchał do życia i aktywności. bo tyle bym chciała zrobić - a tu jakoś mnie za mało...

 

czwartek, 23 sierpnia 2012

wczorajsza, wieczorna podróż do Cork nie była dobrym pomysłem. właściwie na lotnisko po Igora miał jechać Borsuk, ale kiepsko ostatnio śpi i podminowany był zdecydowanie i papierkologia na niego czekała - więc kwadrans przed porą wyjazdu zdeklarowałam się, że ja pojadę.

oczywiście - z całym drobiazgiem. oj, dawno nie robiłam tak dalekiej trasy. a już na pewno nie z taką załogą na pokładzie. drogę TAM jechałam spięta, bo ruch, bo odwykłam, do szczebioczące  dziewczęta, bo senny i jęczący Eli. Igor i lotnisko to słupek, wokół którego się zawinełam, i drogę Z POWROTEM jechałam spięta, bo ciemno, szczebioczące dziewczęta i Eli drący się na całego. a Borsuk miał na 23.30 umówionego klienta, więc...

dzisiaj bolą mnie ręcę - od nieświadomego ściskania kierownicy i pozostała większośc mięsn teżi.

za to mamy w domu Igora! mój duży kochany Synek, młody mężczyzna, morowy facet i kumpel doskonały! ależ się za nim stęskniłam. im jest starszy=dojrzalszy=fajniejszy - tym bardziej go lubię ;)

dostał się na swoje wymarzone "Applied biology" i musiał przyjechać w trybie natychmiastowym, żeby dopełnić formalności. no, to mamy STUDENTA na stanie. teraz tylko - zeby było nas stać na jego nauki :) codajborzeamen.

poza tym - leci. dzieci, koty, psy i Borsuk - czyli jest co robić ;)

wiklina nam puszcza pędy. bowiem kiedyś, od pewnego przygodnie poznanego człowieka* zebraliśmy całe, ogromne naręcze gałazek, powstałe wskutek podcinania żywoplotu. pocięte na 25 centymetrowe kawałki i wsadzone do wody, odżyły, w tym czasie przygotowaliśmy miejsce /trawa won/, i Borsuk wsadził pierwszy kawałek hedge+fence=hence. i będziemy pleść:)

pierwszy Self-Sufficient Show w Kilkenny został zaliczony. przy okazji załapaliśmy się na kawałek Kilkenny Arts Festival - aż szkoda, ze na kawałek! moze w przyszłym roku się uda na więcej.

Tia Maria znikneła. mam nadzieje, ze poleciała do Nikaragui - ale z nią niczego nie można być pewnym. życzę jej jak najlepiej i cieszę się, że mogliśmy jej pomóc. ale. ale życia za kogoś nie przeżyjesz, mentalności nie zmienisz, a syndrom ofiary skomplikowane zagadnienie. zostawiła walizke z zepsutym suwakiem i trochę brudnych ciuchów. "na następny rok" zażartowała. mam nadzieję, że zażartowała!

palenie suchych gałezi z żywopłotu /tych samych, co przypiekły kiedyś Igora/, zaowocowało zaognieniem konfliktu z upierdliwą sąsiadką. aż nam przysłała jakiegoś urzędnika na kontrolę. sąsiadce przeszkadza wszystko - że mamy psa, groźnego psa, że nie mamy ogrodzenia, ze pies nie może być uwiązany, że pies szczeka. pani mieszka po drugiej stronie ulicy i ma swoje za uszami /kawalkada samochodów stojących na ulicy i blokujących nam wjazd, pies chodzący luzem/. ale ona jest u siebie, prawda? jej wolno. od razu uspokajam - psu się krzywda nie dzieje. albo jest na wybiegu, albo w domu, albo na 10 metrowej smyczy zakotwiczonej pośrodku trawnika. albo na spacerze. a nad ogrodzeniem pracujemy.

a do amiszewa już nie chadzamy. po okresie fascynacji nadszedł etap 'przejrzenia na oczy'. nowy kwiatek doświadczenia do bukietu doświadczeń życiowych. urozmaicony, nieprawdaż? :)

piątek, 17 sierpnia 2012

stracilam serce  do bloga. zamkniety jakos mniej cieszy, otwarty denerwuje. chyba sobie daruje. moze tylko tu i teraz, nie wiem.

***

gdybym pracowala w korporacji, narzekala na atmosfere w pracy, kleła na szefa i zrzędzila na współpracownikow - znalazlabym pelne zrozumienie, pocieche i wsparcie. bo praca to jest powazna sprawa. natomiast jesli tylko pozwole sobie na chwile slabosci i dam sie zalać żalowi - dobre rady sięgają aż sensu mojej egzystencji, celne spostrzezenia dotyczą ilosci moich dzieci i kazdy bym moje zycie przezył lepiej, bo przecież w swoim sobie tak świetnie radzi! rzygać mi się chce na alicjopodobne istoty. dość znaczy dość.

***

do całokształtu szczęścia dołączyły dwa małe kociaki, które Borsuk przywiózł,  bo małe, słodkie, będą łapać myszy a może i szczury. co tam, że ma alergie i wilczura. jakoś damy radę i wszystko się ułoży. możliwe. ale aktualnie pilnie kupię wycieczkę last minute z opcją bardzo utrudnionego powrotu. gdziekolwiek, byle było słonecznie.

***

Tia Maria siedzi sasąsiedniej sofie. zadzwoniła do Borsuka, czy ona by mogła... wszystko nam opadło. mogłaby, chociaż angażować się nie zamierzamy. ponoć PONOĆ we wtorek rano ma samolot do domu. pojeździła ze swoim wężem po Portugalii, Hiszpanii i Francji, pomieszkała i w Dublinie i w Waterford, a teraz wraca. a niechże wreszcie wróci!

***

Eli raczkuje jak młody gepard. staje przy meblach, gada jak najęty, śmieje się całym sobą i wczepia się we mnie jak mała małpka. jest absolutnie genialny.

Ariel ma za chwilkę 4. urodziny. niemozliwe mi się to wydaje. przecież... a tymczasem bardzo z niej zdolna dziewczynka, kreatywna, pomysłowa i wytrwała w realizacji swoich projektów. mała artystka! i śpiewaczka zawołana! wymyśla sobie coś, organizuje warsztat pracy /chaos na stole/, tnie, klei, maluje, każe sobie nie przeszkadzać i tadam! no i jak się wam podoba? - pyta. uwielbia pomagać - najbardziej składać pranie. nasz domowy inżynierek :)

Ruth aktualnie to kocia mama i psi treser. bardzo jest zorientowana na zwierzaki, zwraca na nie uwagę, przejmuje się, reaguje, obserwuje, wchodzi w relacje. cała Rutka - wrażliwa pielegniarka :)

Igor kwitnie w Polsce. zakochany :) mój mały Syneczek! ciesze się razem z nimi i już mi ich żal, że wakacje się kończą... przyszły wyniki z Living Cert. Igo zadowolony, starzy /jak zwykle/, pomyśleli, że mogło być lepiej. realizacja dalszych planów po powrocie Igo z wakacji. zobaczymy...

Borsuk, w towarzystwie swojej żony, odpływa coraz bardziej w jakieś dziwne rejony. rąbka uchylę - self-suficient. ciekawe wrecz ekscytujace aczkolwiek z lekka zajmujące. a dopiero sie rozkrecamy... poza tym uklady mamy srednie, kryzys jakis jak nic. przejdzie, mam nadzieje.

Babcia nam choruje, słabnie i mizernie wygląda. martwie sie. to jedyna Babcia, dziadków tez nie mamy... ciągle nie wiadomo co jej jest, badają, sukają, rezonanse, tomografy i ciągle nie wiadomo. poleciałabym jak na skrzydłach, zeby z nią pobyć i poopiekować się trochę, ale jak? zabrać tą stonke - to tylko Babcie umęczymy :/ a zostawić - nie ma jak...

***

no to pa.

wtorek, 07 sierpnia 2012

jeśli kozie stado stanie się faktem, najupierdliwszą kozę nazwę Alicja :D

 

ale ja nie o tym chciałam.

Eliasz, niespełna dziesięciomiesięczny a ponad dwunastokilogramowy, zaczął raczkować. i to tak naprawdę, dzisiaj przewędrował od ostatniej sypialni aż do living roomu - calutki dom! i na wyścigi pędzi do psiej miski, ewentualne do kominka, a jak drzwi otwarte to do przedpokoju. a tam buty, kółka od wózka i inne siedliska brudu. powtarzam sobie, że "stymulacja systemu immunologicznego blablabla" i jakoś to znoszę.

a wiecie, że Eli jest absolutnie najcudowniejszy, najslodszy i najweselszy czowieczek pod sloncem? naprawde jest. mówie do niego: SUPER-GOSC! mój maly SUPER-FACECIK!! absolutnie warto bylo :)

 

A! przeciez SPRAOI bylo! ale jakies smetne tego roku. nie wiem, czy to moje subiektywne odczucia, czy fakt. mniej reklamy, mniej rozmachu, pogoda gorsza, zmiany w programie i lekki chaos - a moze i moje zmeczenie materialu i pare spiec z Borsukiem. zaliczylismy Luminarium i pare przedstawien oraz obowiazkowo - nocny pokaz sztucznych ogni. dzieciaki tez - wszystkie 3! i juz. przelecialo. moze w przyszlym roku bedzie lepiej - chociaz to bylo specjalne, jubileuszowe, dwudzieste...

 

uswietnilismy tez swoimi osobami otwarcie wystawy polskiej malarki, ktora to wystawe organizowala nasza kolezanka, MOW. impreza miala miejsce w uroczym, klimatycznym miejscu w Tramore, a artystka to Anna Pomykalska** - mielismy sie okazje przekonac, ze przemila osoba i zyczymy sobie takich przyjaciol miec :)

 

wracajac na ziemie - w drodze z plazy pies zarzygal nam pol samochodu. zezarla cos na plazy. ma-sa-kra. trzeba sie za liniejaca cholere zabrac... za trening! przychodzi juz ladnie na zawolanie, siada, lezy, za swoja miche bierze sie na komende - bez tego nie ruszy. rozumie komende 'zostan' - na pare minut i pare metrow dopiero. ladnie chodzi przy wozku /ale przy nodze juz nie. tak ja niefortunnie nauczylam.../ no i aportuje. calkiem niezle, jak na polrocznego szczeniaka i chaotycznych, niesystematycznych nauczycieli. ale trzeba sie przylozyc. wiecie, ze w IRL owczarek niemiecki jest na liscie psow niebezpiecznych i w zwiazku z tym mamy specjalne obowiazki? a i w swiadomosci tubylcow funkcjonuje jako grozny, agesywny pies - widac to po ich reakcjach. oni po prostu nie ogladali w dziecinstwie 4pancernych i psa Cywila :D tak czy siak - Sharon zaczyna rok szkolny.

wracajac - samo wygadanie sie duzo pomaga. wygadanie czy wypisanie albo wyklikanie... a przy okazji prowokuje do rozmow z druga polowka. ciezkie te rozmowy. mozecie sobie wyobrazic Borsuka, szczesliwego, ze mu srube przykrecaja? ale owoce Waszych dobrych rad juz sie wdrazaja. dziewczyny sprzataja po posilkach, zbieraja zabawki z domu i okolicy, sciela lozka i na fali 'pomagania mamie' same sobie kapiel przygotowaly!

 

tyle :)

 

** strona AP jest ponoc grozna dla mojego komputera, wiec nie daje linka...

 

 

 

 
1 , 2