pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Ariel3

- mamo, a kiedy ja bede miec urodziny? - dopytywalo sie najmlodsze dziecko juz od dawna.

- jak bedzie lato, Arielko - odpowiadalam zawsze. bo jakze malemu czlowiekowi, ktory dodatkowo bardzo nie umie czekac, wyjasnic, kiedy jest sierpien?

wiec kiedy juz bylo wystarczajaco blisko i do tego Brat wrocil z zagranicznych wojazy i zaplanowalismy, ktora sobota bedzie najlepsza, mowie do Ariel: - kochanie, a wiesz, ze bedziesz miala niedlugo urodziny?

- a juz jest lato?! - pyta niezmiernie zdziwiona Arielka

tja. taki zarcik przy okazji wyszedl :)

 

Ariel jest zadziwiona, ze ma juz trzy lata i bardzo tym faktem przejeta. obwieszcza wszem i wobec, ze ona jest juz teraz DUZA i na przyklad nie bedzie siedziec na boosterze. albo sama sie obsluzy w toalecie /powiedzmy ;)/. albo przez caly dzien sie chwali, ze DUZE dziewczyny juz mie maja mumy* do spania /przygotowywalam ja na tygodniami, ale i tak jest wieczorem rozpacz/.

byli goscie, dekoracje z balonow, tort ze swieczkami, stolat i hapi birdej-tu-ju, no i prezenty. tort taki sam jak robilam Ruth na czwarte /wlasnie odkrylam brak notki z tej okazji!!/ i znowu za krotko siedzial w lodowce. ale i tak pychota!

no i tyle. jutro Igor zaczyna szkole. ostatni rok! tutaj to jest 'student 6-go roku'. brzmi powazne, czyz nie? :)

a drugi syn sie rozpycha. co-raz-bar-dziej! i coraz mi niewygodniej. a dzis w nocy mi sie snilo, ze taka bylam szczuplutka i zgrabna i mialam takie dopasowane w biodrach jeansy i buty na obcasie i nie moglam sie opedzic od wlasnego meza....... ech, niech no sie tylko chlopak wykluje! ;)

a poza tym - ogien w gardle i mokrosc w nosie. czosnek i cebula. smierdze. smierdze, wiec jestem ;)

 

*muma - smoczek :)

środa, 24 sierpnia 2011

nie no - muszę usiąść.

staram się jak mogę i drepczę z kąta w kąt, ciągle coś robię a końca nie widać. a na dodatek, na koniec lata /lata! hahaha/, złapałam jakieś przeziębienie. ja i Ariel. czyli - mała jubilatka i mama - silnik urodzinowego przyjecia, które ma być już w tą sobotę! a jak na razie obydwie smarkamy i kichamy, ona do tego kaszle a ja mam w gardle jeża. i tak o.

a do tego klęska urodzaju. pomidory - mam je wszędzie. na parapetach w różnych stadium dojrzenia. w garnkach na różnych etapach przerobienia. na ścianie, na ubraniu no i oczywiście w trzewiach, w calutkim przewodzie pokarmowym :D jak do tego, chyba w przypływie masochizmu, zgodzę się na jakieś 6-8 litrów mleka, popadam w patriotyczną rozpacz i nienawidzę BIAŁO-CZERWONEGO.

a tu by sprzątać trzeba. okna umyć, bo się goście przestraszą. posprzątać, posprzątać, nienawidzę sprzątania! zaplanować jedzenie i je zrobić. no i TORT. te kuchenne zajęcia to nawet są miłe, ale nie jak się ledwie łazi z kulką z przodu i do tego przy każdym kichnięciu trzeba ją mocno trzymać, bo inaczej boli.

ale urodziny muszą być, Ariel na nie czeka i jest taka dumna i zdziwiona, że ma już 3 lata ;)

 

a propos córek moich przeuroczych. są rasistkami! nie lubią Murzynów O_o

podsłuchałam je kiedyś na mieście - jedna do drugiej "chowamy się, Murzyn idzie!" albo "uwaga, Murzyny!". obwieszczają - "nie lubię czarnego! czarny kolor jest brzydki!". i faktycznie - powyrzucały czarne, ciemno-brązowe i szare kredki z pudełka.... i nie namówisz je na czarną garderobę. na szczeście mają tylko jakąś jedną spódniczkę i legginsy. staram się tłumaczyć, że to są normalni ludzie i że są mili, że można nielubić tylko niemiłych Murzynów, tak samo jak można nie lubić białych, niemiłych ludzi. ale słabo pomaga. na Family Conference były dwie ciemnoskóre rodziny i moje białaski nie miały żadnych oporów, żeby się z nimi bawić. ale wygląda na to, że kredyt zaufania u moich córek Czarnoskórzy mają mocno ujemny.... cóż ;)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Igor wrócił!

nie było go ponad 2,5 miesiąca!

dziewczyny sie nie mogą nacieszyć :)

 

tarzan

biegun

przywiózł sporo wrażeń, trochę wspomnień, parę książek i nowy pomysł.

a może by tak, po zdaniu matury, zanim się zdecyduje na studia /jeśli się zdecyduje na studia i w ogóle na jakie w końcu?!/, spędzić rok w Germanii, pracując jako au-pair i szlifując niemiecki? doświadczenie i referencje ma :)

ja tam jestem za! :)

sobota, 20 sierpnia 2011

w sumie - to wypadaloby odnotowac, ze w Amiszewie trwa wlasnie coroczna "Family Conference" i my tez oczywiscie bierzemy w niej udzial. wyklady, dyskusje, wspolne posilki, pogaduszki przy kawie, szalenstwa dzieciakow /niestety - mzy nieustannie, wiec szaleja nam pod nogami/.

z roku na rok impreza jest coraz lepiej zorganizowana /specjalnie ze Stanow przylatuja ludzie do pomocy! nie tylko "mowca", ale i team do gotowania i obslugi calosci. znaczy to, ze mamy coraz mniej do roboty/, i z roku na rok pojawia sie na niej coraz wiecej ludzi /dwie lokalne rodziny, jedna czarno-biala z UK, jedna spod Cork itp/.

i trafiaja do mnie te wszystkie madrosci, i naprawde sie duuuzo dobrego uczymy i widze, jak zmienia sie duzo w naszym domu - od naszych, Mamowo-Tatowych relacji, po relacje z dziecmi i zachowanie ich samych. ale rownoczesnie od jakiegos czasu zdajemy sobie sprawe, ze ten piekny swiat, ta szklarnia, to utopijne spoleczenstwo - to nieststy - nie nasza bajka. wejsc tam, przejsc przeobrazenie i zatrzasnac za soba drzwi - nie da sie. a byc okrakiem, polowicznie, korzystac dostepnej czesci, czesc odrzucac, bo jest nam zbyt odlegla i niezrozumiala, a jeszcze inna czesc zarezerwowana dla "members" i to zakorzenionych - bez sensu.

to troche jak z miloscia - kochasz, podziwiasz, pragniesz i tesknisz - ale kiedy okazuje sie, ze wybranek/ka absolutnie nie jest dla ciebie - coz pozostaje?

ale nie martwcie sie. to wcale nie mialo brzmiec jakos smutno i rozpaczliwie. jest dobrze, outsajderstwa i wyobcowania ciag dalszy ;) poki co - wszystko pozostaje 'po staremu'

 

ps: nieskromnie przyznam, ze wiem, ze cudne te moje coreczki. az mi sie wierzyc nie chce, ze to moje - ja taka srednio urodziwa jestem ;) a jak poogladalam fotki malej Pulpecji Bobasinskiej - to mi sie natychmiastowo zatesknilo do niemowlaka! btw - Ruti wymyslila imie dla Braciszka - Bieluszka /l z kreseczka/ - nie pytajcie co to znaczy i skad ona to wziela. Bieluszka i juz! jeszcze jakies 2m-ce i BEC!! ech, co te hormony robia z nami - mam dwie odchowane dziewczyny, samobiezne i coraz madrzejsze, wydawac by sie moglo - luz coraz wiekszy. a tu sama i to z niecierpliwoscia pcham sie w zupki-kupki-dupki, zarwane nocki i cale to piersiokarmicielstwo...



piątek, 19 sierpnia 2011
 
1 , 2