pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 30 sierpnia 2009
dzisiejsze popołudnie.
nasze podwójne łoże zawalone praniem. próbuję je posegregować i poskładać.
dziewczyny skaczą po łóżku i demolują wszystko dookoła.

Ruth wyciąga ze sterty prania mój biustonosz, taki z dość sztywnymi miseczkami.
zadowolona, przykłada sobie tam, gdzie trzeba.
- Cycuszki! cycuszki tu mieszkają!
:)

potem uruchamia wyobraźnię
- okaly! /okulary/ i przykłada go do twarzy
:)

- ciapka! /czapka/ i zakłada Ariel na głowę
:)

znudzona, rzuca go na ziemie
- mama! ziółw, zobacz!
:)


czwartek, 27 sierpnia 2009
dystans jest niezbędny.

kiedy wyjeżdżaliśmy z Polski 3 lata temu, byliśmy zadowoleni, że zostawiamy tamten kraj za sobą. same złe wspomnienia. raczej nie same, ale przytłumiły te dobre. cel podróży witaliśmy jako miejsce 'na zawsze'.

jednak teraz Polska wygląda całkiem inaczej. pewnie, że ma wady. i czasami nie jest lekko. może nawet trzeba czasami przymknąć oczy. ale i my się zmieniliśmy, zahartowaliśmy się i równocześni coś zdelikatniało. zaczynamy ją doceniać. i widzimy w niej całkiem nowy potencjał. nowe mozliwości. nieuświadomiona i nienazwana tęsknota przybiera realne kształty.

tak naprawdę, to dotyczy nie tylko Polski.
ludzi też.

dziękuję. dziękujemy.
komu?
kto ma wiedzieć, ten wie :)

środa, 26 sierpnia 2009
wczorajsze "kurobicie" wykończyło mnie totalnie. dzień spędzony na powietrzu, słońce /sic!/, sporo pracy, dreptania i do tego dwie ruchliwe dziewczyny.
trochę się obawiałam, jak zniosę taką akcje, ale było nadspodziewanie dobrze. swój kawałek roboty zrobiłam, przy okazji miło spędziłam dzień, dzieciaki z resztą też.
tak przy okazji - miałam okazję przyjrzeć się bliżej skomplikowanej budowie wewnętrznej takiego kurczaka.
ileż to delikatnych części, współdziałających organów, zakręconych kiszeczek i niezbędnych błonek.
nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak jesteśmy skomplikowani. wewnętrznie.
i jak niewiele trzeba, zeby coś się zepsuło.
i jak trudno odkryć, że coś w środku szwankuje.
.
.
.
.
.
.
rozmawiałam dzisiaj z Panem Doktorem z PL. wyniki badań potwierdziły to, co podejrzewano. zarzucił mnie połową słownika medycznego i dołożył łaciny.  muszę zrobić rozmaite -skopie, -grafie i jeszcze inne -skopie i -grafie i dla ubarwienia całości Pan Doktor będzie się zabawiał w wycinanki. niestety, nie ludowe.

- proszę sie absolutnie nie martwić i nie denerwować. to nic groźnego.
- aha. to mogę się u pana zjawić, powiedzmy, w listopadzie?
- yy. hm. aż tak niegroźne, to to nie jest. moze druga połowa września?

więc rozmaite plany wzieły w łeb. eventy, wydarzenia i atrakcje. i znowu priorytety się poprzesuwały. finansowe zwłaszcza. ech.

czuję - nic. nie boję się. nie martwię. nie mam ataków paniki ani histerii. nie wyobrażam sobie czarnej przyszłości. na ten temat czuję - pustkę. bardziej mnie matrwi, jak panowie sobie poradzą podczas mojej /naszej!/, nieobecności.

ech. zobaczymy.
zobaczymy, co to będzie.
no bo jakoś będzie, nie?

BTW - zaczynam z czułością myśleć o moich pociążowych hemoroidach. gdyby nie one, za parę lat mogłoby być - oj.
zadbajcie o zdrowie, co? jakieś badania sobie zróbcie, pomyślcie, co wam dolega a co ciągle bagatelizujecie.
bo tak naprawdę, jesteśmy tacy delikatni w środku. delikatni i skomplikowani.



piątek, 21 sierpnia 2009
jakiś mam kryzys na blogowanie.

wena mnie opuściła.
albo może i nie opuściła. tylko ona jest, kiedy ja nie mogę pisać. a ja mam czas, kiedy ona już śpi.

a czasami coś się dzieje dziwnego z drzemkami - Ariel ma późno i Ruth wyjątkowo też i skutkiem tego wieczór robi się bardzo długi.

knujemy z MM. to będzie Plan-Jak-Dwa-Plany. liczymy, oglądamy, duskutujemy, zgłębiamy temat, frustrujemy się i znowu liczymy. na razie wiec nie chcę pisać. zrozumiałe. Fanta - mamy podobny pomysł na życie ;)

lato nas nie rozpieszcza. łapiemy małe kawałki słońca uciekając przed następnym deszczem.

ogólna atmosfera Zielonej Wyspy daleka jest od ideału. odczuwa to zwłasza MM.  brak słońca i brak perspektyw frustruje. pierdołowatość tutejszej policji wręcz zachęca. coraz częściej zdarzają się ataki na taksówkarzy. nie podoba mi się to :(

przydałby się maleńki kawałeczke Raju....

wtorek, 18 sierpnia 2009
chyba z tej radości
z ekscytacji pierwszym samodzielnym krokiem
a może z powodu 3/4 czwórek rozpychających się w buzi
Ariel zrezydnowała z popołudniowej drzemki
a może całkiem postanowiła nie iść spać?
u nas 22.
skaczą skaczą skaczą
bez litości po naszym łóżku
skrzypi wprost nieprawdopodobnie
w takich warunkach
niewiele można zrobić


mam głupawkę ze zmęczenia
mam nadzieję, ze to nie Duracell


 
1 , 2 , 3 , 4