pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 31 sierpnia 2007
nowy rok - szkolny :)
bez specjalnych akcji i atrakcji rozpoczął się w Irlandii nowy rok szkolny. nie tylko nie jest to Pierwszy Września - każda szkoła startuje kiedy chce, zazwyczaj pod koniec sierpnia, ale można i po łikendzie, do tego każdy rocznik rozpoczyna swój rok szkolny innego dnia - więc Igor swoją drugą klasę secondary school zaczął w piątek, a znajomy Jakub - pierwszą klasę w czwartek.
tak więc znowu mamy w domu studenta :) ubiegły rok, jako pierwszy w Irlandzkiej szkole, przeszedł Igorowi ulgowo, ale tym trzeba się zabrać do pracy. nadrobić ubiegłoroczne zaległości, doszlifować język i przygotowywać się do Yunior Living Certificate /egzamin po 3 latach nauki, podobnie jak w PL po gimnazjum, determinujący dalszą edukację/.



ostatnio ciągle słyszy się narzekania na ideę mundurków szkolnych. jednak i nam i Igorowi całkiem ten pomysł odpowiada.  dla każdego niesie to ze sobą inną wartość. mi daje spokój w kwestii praktycznego i stosownego stroju do szkoły, Igor czuje się doroślejszy i bardziej elegancki w białej koszuli i pod krawatem :) w końcu - poważny młodzieniec i do tego student! :)

pierwszy krok - na czworakach :)
żegnaj, spokoju! żegnaj, względny porządku! domowe zakamarki - przygotujcie się na penetrację i rewolucję! dzisiaj Rutka zdobyła nową, cenną umiejętność w dziedzinie zdobywania świata :) stanie na czworaka było opracowane do perfekcji, ilość dziennie robionych pompek porównywalna do ambitnego marines, sztuczka "wypinam kuperek stojąc na paluszkach nóg i dłoniach" zaczeła się dzidziuli nudzić i doszło do tego podnoszenie jednej nogi i łapanie równowagi. aż wreszcie udało się - jedna rączka oderwała się od podłogi, pokiwała się chwilę w powietrzu i wylądowała ciut do przodu :) kolanka nie wiedziały jeszcze co z tym zrobić, ale chęć złapania zabawki była silniejsza :)  niezgrabnie i niepewnie udało się zsynchronizować te wszystkie niesforne kończyny i przesunąć cała Rutkę do przodu :) TADAM! koniec wakacji początkiem raczkowania :)

***
poza tym - dzisiaj BlogDay. no proszę! poza fajnymi okazjami z Kalendarza Świąt Dziwnych mogę sobie obchodzić jeszcze takie święto :) trzeba to jakoś uczcić :)
a co do zasad BlogDay... o ciekawych blogach przy innej okazji....
czwartek, 30 sierpnia 2007
właściwie, to myślalam, żeby napisać o czymś całkiem innym.
o tym, że ciągle gdzieś biegam, gonię własny cień i czasem moje własne myśli zostają gdzieś w tyle. albo o tym, że miotam się po domu robiąc parę rzeczy na raz, ręcę zajęte przedmiotami, nogi znużone dreptaniem ale głowa ciągle swoje. albo o tym, że co chwilę poznaję nowych ludzi, piję z nimi kawę, herbatę czy cokolwiek, słucham i mówię, przyglądam się jak się uśmiechają i badam, czy należą do takich, z którymi można się zaprzyjaźnić. mogłabym napisać i o tym, że pośród dzieci, psów, ryb, obiadów, angielskiego, spotkań, jeżdżenia, sprzątania, gości, skype'owania i blogowania nieustannie pracujemy nad realizacją planów i pomysłów, które aż się proszą o zrealizowanie. mogłabym napisać wielu pozornie małych sprawach, które mimo wszystko są ważne, zajmujące i obiecujące.

ale to wszystko robi się absolutnie małe i nieistotne i blade wobec takiego cudu:





Ruth jest absolutnie fantastyczna. a zachowuje się nawet lepiej niż wygląda. aniołek i słoneczko.
aż nie wiem, co napisać, żeby było prawdziwie ale bez przesładzania :) ech :)


środa, 29 sierpnia 2007
spoglądał na wieczorne łowienie ryb...

a z prawej - latarnia morska na Hook Head :)

z klifów w Dunmore East, spoglądając przez zatokę, widać sam koniec cypla Hook Head
nie czytuję i nie komentuję tego co się dzieje w PL.
staram się zachować spokój i dobre zdanie o moim pięĸnym kraju.
ale tym razem nie wytrzymałam...

z najnowszych doniesień:
czytać tutaj :D

gdyby mnie zamkneli, będziecie mi przysyłac paczki z boczkiem i cebulą???.....

niedziela, 26 sierpnia 2007
ha! od razu uprzedzam - ktos mi ukradl wszystkie ogonki i kreseczki z klawiatury. nie mam czasu ani sily ich szukac - wiec musicie sobie poradzic bez :)

jak spiewal Rudi Schubert "na plazy slonce prazy" :)
wiec korzystajac z pieknej pogody pojechalismy na plaze. jednak widok plazy w Tramore nas zniechecil - taki mniejszy Sopot - tlumy, korki, wesole miasteczko, halas i smrodek zjelczalego oleju z rybek i frytek. bleee... TAK to mnie wiecej wygladlo, tylko gorzej. wiec zwialismy w mniej popularne okolice. widzicie na fotce te pagorki? a z gory to wyglada TAK. ta szara plama to slone zalewisko - w czasie przyplywu pelne wody, podczas odplywu piach, glony, kamyki i takie tam atrakcje. ryby, kraby, mewy i ten zapaszek... od otwartego morza zalewisko oddzielone polwyspem - czyms takim, jak polski Hel. i my wybralismy sie na kawalek ladnej i dosc pustej plazy znajdujacej sie dokladnie na przeciwko tego polwyspu i pagorkow na nim :)

i bylo tak:

Igor plywal, pluska, tropil i szukal. az znalazl. na przyklad takiego:


pies gonil, aportowal, plywal, pluskal, chlapal, skakal i ogolnie glupial ze szczescia. a potem odpoczywal


a my pokazywalismy Ruti, jaki piekny jest ten swiat :)





woda sie podobala :) bardzo :) tylko zimna troche...







piasek tez sie podobal! jak widac, jest przepyszny :)


prawda, ze Ruth piekna? ech, udaly sie nam dzieciaki, nie ma co :) Igor madry, wrazliwy i dobry chlopak, a Ruti sliczna, tlusciutka i wesola :) dzieki niech beda Najwyzszemu :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7