pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 27 lipca 2013

bylam na wakacjach!

jak to czasem czlowiekowi niewiele trzeba do szczescia!

bylam na imprezie z noclegiem - alez to szumnie brzmi, hehe. bylismy u znajomych na spotkaniu towarzyskim urozmaiconym konsumpcją rozmaitą. płynow rozmaitych /bąbelkowy kompocik jabłowo-rabarbarowy - takie rzeczy mi smakuja na stare lata/, smakolykow wegetarianskich i weganskich /gospodarze posiedli termomixa i szaleją/, i dymu wonnego.

to byla dluga i bardzo wazna noc. ilosc istotnych watkow poruszonych w ogniu dyskucji, a wlasciwie moje bezowocne proby ich przypomnienia skutkuja bolem glowy. ale - tylko z niewyspania - bowiem ależ jaki kac?! po czym?

a rano nie ja robilam sniadanie i nie ja mialam zmywanie i kokosilam sie na cudzej sofie dlubiac na szydelku z poczuciem obowiazku zdezorientowanym zmiana otoczenia.

super bylo.

tym bardziej, ze im bardziej, tym lepiej.

im bardziej sie ta znajomosc rozwija i zaglebia i wnika i szczerzeje* - tym szybciej z nieufnego niedowierzania zmienia sie w entuzjastyczne zaprzyjaźniane. bo start mielismy trudny. ale początkowy ferment owocuje przebogatym smakiem dojrzalego wina. wiśniowego :D

 

*szczerzeje - czasownik od slowa 'szczery'. robi się coraz szczersze. ja piernicze, ale ta polska mowa jest skomplikowana!

środa, 24 lipca 2013

pochwalona zostalam zaocznie, wiec sie chwale faktycznie :)

 

widok ogolny na nasz polytunnel. z prawej fasolka szparagowa dusi kukurydze. zainspirowalam sie indianska metoda /koncepcja, zeby razem sadzic fasolke+kukurydze+dyniowate/. tylko ze fasolka przewyzsza liczebnie kukurydze /doszly te, ktore uratowalam od wiatru/, i biedna kukurydza ledwie ziepie. ale pare kaczanow jest!

z lewej widac kawalek "stołu", kolo niego pomidor samosiejka, potem król kopru, z którego bedziemy zbierac nasiona /cos jak royal baby/,/pozostale koperki do zjadania na biezaco albo do suszenia na zime/. a za koprem jest COŚ...

 

stół /dwie palety i nogi znalezione w garazu. no i folia/. na stole rosnie salata, o czym nie wiedza slimaki. pod stolem tez rosnie, ale slimaki o niej wiedza. eksperymentalnie jakies kapustne tam jest, brokuł czy jarmuż, no i rzodkiewka. ale dla rzodkiewki za ciemno, zamiast robić szczypiące kuleczki, wybija w kwiat...

 

donica ze szczypiorkiem. no dobra - opona. wycieta i odwrócona na lewa strone. w środek ma wsadzony znaleziony kołpak, zeby sie ziemia nie wysypywała. tadam! szczypiorek ma byc gesty jak angielski trawnik i bede go strzyc nożyczkami.

 

a to jest COŚ :) z rodziny dyniowatych, kabaczek zapewne, jakis butternut squash, marrow, bo przeciez nie pattison ani cukinia. cukinia rosnie obok. na jednej roslinie sa i egzemplarze gladkie i nakrapiane i babelkowe. kolczaste toto, dusicielskie, wszedobylskie i bardzo kruche. ale piekne i jestem pelna podziwu. przyznam sie, ze nie mialam pojecia, ze toto takie ogromne rosnie, zamordowalo sąsiednie roślinki, rozpycha sie na ścieżke, próbuje przebić sufit w tunelu! fascynujące!

 

rozmiaru mojej głowy. owszem, siałam cukinie kulistą, ale dynie też... jest plan na zjedzenie tego w piątek. nafaszerowane kaszą gryczaną z pieczarkami i cebulką... albo zieloną soczewicą... i upieczone w piekarniku - pycha! chyba ;)

 

wiejskie cukierki :) czyli groszek cukrowy. czy tez zielony. pierwsza partia juz zebrana i zjedzona, ten bedzie gotow za jakis tydzien. nizej widac liscie kapusty, ktora miala byc brokulem, ale pomylilam sadzonki... kapusta zawiazuje główki!! jest wielka i ogromna i absolutnie cudowna! najwieksze lisciowe zawalidrogi obrywam i rzucam kurom i one ja uwielbiaja! a dookola tego wszystkiego - koper. przegielam z tym koprem, wiem....

 

a tu Pan Trzmiel sobie śpi na koperkowym kwiatku...

 

a tu sie cycamy z Elim na hamaku w porze popoludniowego relaksu. norrrmalnie - dredowa madonna ;) fotka robiona jeszcze za słonecznych czasów. bo przeciez deszczyk sie rozkręcił i mamy cudowną, irlandzką pogodę! 19 stopni, mżawka, mgła i deszcz. oddycha sie fantastycznie! nareszcie nie trzeba mrużyć oczu przed słońcem! skóra nie piecze i nie wysycha pięnie jest! ...czy ja brzmie jak Don Pedro z Krainy Deszczowców znany z "Porwania Baltazara Gąbki?"... ;)

 

a to jest klęska. chwasty, chwasty i chwasty. widac jeszcze walczące z nimi warzywa - jarmuz się dzielnie trzyma, jakies kapusty ciągle walczą - dodatkowo z gąsiennicami. buraczki łatwo znaleźć, bo czerwone. klęska na całej linii! nie chcemy herbicydów, nie mamy narzedzi, zeby to zaorywać, bronować i w ten sposów mordować chwasty - wiec trzeba bedzie coś wymyślić... na przykład 30 metrów tunelu, który zajmie cześc tego terenu a do tego osłoni nas od wiatru? 30m! 7-9 szerokosci i 2,5 wysokości. WOW! ale skad mamone na to?....

poniedziałek, 22 lipca 2013

panny maja sleepover. Borsuk pracuje /btw zamierzam mu zmienic ksywke na Zeus Gromowladny. broda mu sie na pierś kładzie, włos lokami na ramionaq spływa. postac potężna i respekt budząca... a jak sie piorunem wkurza i gromami ciska! jeb-huk-bęc!! Zeus jak nic!/. Eli spi, Igo nieustannie w Germanii.

pies mi spi u nóg, kury w kurniku. kota słysze w kuchni, sprawdza czego zapomnielismy schowac.

deszczyk z nieba spadł niewieki, jak kropienie skąpego kapelana. nie moge tego uznac za spełnienie mojego marzenia o deszczu - ale za to pięknie pachnie, sianem, gozgrzanym asfaltem, ozonem i solą.

przegladam oferte niesamowitego sklepu Wspaniałe Ogrody Maryli. ha! kupie sobie tych egzotycznych roslinek i poeksperymentujemy! ogrodniczo i kulinarnie! zrobie to, jak tylko uda sie nam zrealizowac projekt pod tytułem "duży tunel". projekt spory i nietani, miejmy nadzieje, ze najblizszą wiosną bedzie JUZ! a wtedy sie dopiero bede wyzywac ogrodniczo! ha!

dzis na obiad były nasze ziemniaki, nasza fasolka szparagowa, nasza sałata, szczypiorek i rzodkiewka, oraz dzikie morskie ryby od prawdziwego lokalnego rybaka. na deser przynioslam dzieciakom do domu donice z poziomkami i łakomczuchy objadały :)

btw. projektów ogrodniczych mamy pełno. kolega nas podsumował, że chyba nam życia nie starczy na realizacje. i tu jest klucz! ogrodnictwo=zdrowe jedzenie=zdrowe, długie życie=wiecej czasu na ogrodnictwo! sprytnie, nie? ;)

planujemy jedna sciane w jadalni zając na "ogród zimowy" w systemie hydroponicznym. miejmy nadzieje, że jeszcze tej zimy bedziemy się cieszyć swoimi pomidorkami i sałatą. to byłoby coś, no nie?

jest tez koncepcja na ogród aquaponiczny, ale ten projekt jest gdzieś dalej w planach. bo chyba jednak nie w domu, a jak an zewnątrz, to gdzie i jak? jest o czym myśleć...

Zeus chce mieć ule. w sumie to ja zawsze chciałam mieć pszczoły, ale Zeus chce natychmiast! ale najpierw mają być moje króliki angorskie i czesaki i kołowrotek. zamierzam zostać prząśniczką. trochę przeciez dziergam, ale robienie swojej własnej przędzy czy wełny to musi być cos! i te kolory, faktury, sploty... och!

tak sobie oto spedzam wolny wieczór. snując plany i marzenia, inspirujac się niezmierzonymi zasobami internetu. popijając wodę z lodem i mięta, albowiem nic innego nie ma ;)

niedziela, 21 lipca 2013

jest to możliwe, że slynne irlandzkie wiatry urwaly całą wyspę z jakiejś kotwicy i zapchaly gdzieś do wybrzezy Hiszpanii? ma ktos swiezy podgląd z satelity? nie widze innego wytłumaczenia dla tej anomalii pogodowej.

najgoretsze lato jakie zna wspólczesna irlandzka cywilizacja. widzialam na termometrze nawet 32 stopnie! tegoroczny czerwiec był latem, dotychczasowy lipiec jest latem, a prognoza dłuterminowa wieszczy letni sierpień.

tęsknie do kilku chmur i paru dni deszczu. naprawde.

nie tylko ja tesknie. Irlandia już nie jest Zieloną Wyspą. zaczyna być zółtą, brązową, spaloną, wyschłą i szeleszczącą krainą.

 

mieliśmy tydzień wakacji. z okazji przyjazdu Borsukowego brata byly wycieczki, wieczorne picie zimnego piwa lub cydru z lodem, śmichy-chichy i późne chodzenie spać. było póżne wstawanie, zaniedbywanie domowych obowiazkow i rujnowanie dziennej rutyny. bylo bardzo fajnie, az mecząco dla nieprzywykłych Freyów, a teraz trzeba się trochę ogarnąć i zorganizować. ale słońce nie pomaga.

 

jeden kurczaczek zniknął.

w tunelu mordercza dżungla. fasola dusi kukurydze. kabaczek łamie koper. mięta pokłada się na wszystko i tłamsi. jemy sałate i rzodkiewki na okrągło. i szczypior i koper. Borsuk zrobił całkowicie nasz chłodnik z botwinki. groszek cukrowy nazwałam wiejskimi cukierkami i dziewczyny objadły chyba wszystko. poziomki pojawiaja sie i znikaja. chwasty królują na polu.

gorąco...

wtorek, 09 lipca 2013

termometr samochodowy zewnetrzny pokazywal dzisiaj 30 stopni. TRZY-DZIES-CI. w Irlandii, w miescie Waterford. to jest kolejny dowod na rychly koniec swiata.

na wsi chlodniej, raptem 25.

lato :)

lubie jeak jest lato. to akurat nie jest dziwne.

ale lubie tez, kiedy dzieciaki cichcem mi wieja z domu przed sniadaniem, jeszcze w pizamach. lubie nie wiedziec, gdzie jest ktores moje dziecko, ruszyc na poszukiwania i znalezc malego czlowieka gdzies za garazem czy w tunelu, zajetego jakas bardzo odkrywcza i zazwyczaj brudzaca praca. cicho rzucam okiem na rozmiar spodziewanych szkod i wracam do swoich zajec. lubie kiedy dziewczyny oznajmiaja mi z duma "mam, pomoglysmy ci!" - podlaly cos, albo nakarmily kury albo pozbieraly jajka. co tam kaluze wody, rozsypane ziarno czy stluczki. lubie musiec zwabiac je do domu na jedzenie, albo machnac reka na zwabianie i zrobic szybki piknik obiadowy za domem. lubie odkryc, ze niedawno wykapane i czysciutkie stopy jednak wymknely sie na wieczorne hasanie. lubie miec wszedzie piasek czy siano czy muszle i kamienie. lubie nawet smrodek mokrego psa.

lubie zapach spoconych, naslonecznionych cial. lubie odkrywac piasek w uszach. lubie czarne pazurki.

lubie pracowac w ogrodzie, zmeczyc sie, spocic, zrobic sobie odcisk. lubie swoj do polowy opalony nos okularnicy. lubie drobne zadrapania zrobione przez trawy, lubie jak lekko szczypia w wannie. lubie zglodniec jak wilk.

 

lubie bardzo mocno czuc zycie. ale takie dzikie, troche brudne i meczace, czasem niewdzieczne ale bardzo prawdziwe.

 
1 , 2