pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
wtorek, 31 lipca 2012

czy jest na rynku jakiś poradnik, traktujący o zagadnieniach typu: jak spędzić deszczowy dzień w domu z dwójką przedszkolaków i pełzającym niemowlakiem oraz młodym psem i nie zwariować? i żeby ten poradnik znał się na takich utrudnieniach jak: tata śpi po nocce i nie należy hałasować ani się drzeć. i żeby był przeznaczony dla matek mieszkających na zadupiu i nie mającym telewizora, a i jutuba używających oszczędnie.

nie ma? może mogłabym napisać. bo robię to ciągle, dzisiaj też, aczkolwiem z tym niezwariowaniem nie jestem taka pewna.

do tego, w ramach akcji "gotujmy oszczędnie, bo kryzys" na obiad będą pierogi.

 

ha! a potem się dziwię, ze mam doła, dość, kryzys i depreche.

sama sobie pomnik postawie!

poniedziałek, 30 lipca 2012

noce zrobiły sie zimne. co ja w ogóle chrzanie! noce zrobiły się jeszcze zimniejsze. bo ciepłe to one tego "lata" w ogóle nie były.

możecie sobie wyobrazić lato, które ma raptem parę, tak PARĘ /uzbierałoby się 2 tygodnie?/, dni z temperaturą powyżej 22 stopni?

dzisiejszy wieczorny ziąb zabił resztki nadziei, ze jeszcze będzie lato tego roku. taktaktak - gdzieśtam są susze i upały i gradobicia i może nasza pogodna nie jest taka zła? ale to już drugi rok z rzędu, kiedy marzec trwa do jesieni albo listopad zaczyna się troche po nowym roku... szlag. już widzę te tabuny małych depresyjek tratujących nas na amen...

 

***

SPROG - to taki mały festiwal dla dzieciaków poprzedzający SPRAOI. wybrałyśmy się na otwarcie :)

ra

tęczowe motylki. poszły w tym spać! poszewki będą do prania, ale przecież by mi chyba ręka uschła, jakbym to zmyła. albo by się panny zaryczały 'naśmierć' ;) ech, dzieciaki :)

 

***

jakoś się Freyom ostatnio kruszy małzeństwo. rozpadać się nie rozpada, jakieś większe wstrząsy czy kłopoty nie mają miejsca, ale... drobiazgi, upierdliwości, zmęczenie materiału, brak cierpliwości, zaniedbania, pretensyjki i małe rozczarowanka. skumulowane, robią niebezpieczną sieć drobnych rys. przydałoby się coś. jakieś odświeżenie, jakaś oczyszczająca woda, jakieś zakochanie od nowa. 6 lat od ślubu, 9 lat od kiedy się znamy.

***

 

zmiany najlepiej zaczynać od samego siebie. marze o zmianie. chce sie zmienic, uwolnić, rozprostować przygarbiony kręgosłup i rozwinąć skrzydła. sama się wpędziłam w kierat obowiązków i poczucie, że muszę. muszę, powinnam, mam do zrobienia, robota czeka, nikt inny tego nie zrobi, muszę, nie chcę, ale to mój obowiązek, jak ma być zrobione, to tylko ja moge to zrobić - i nie ma miejsca na chcę, pragnę i marzę. za to jest poczucie bycia kopciuszkiem i osłem i wołem roboczym i matką-polką-męczennicą. jak to się do cholery stało? nawet twarz mi się zmieniła - bruzda nad oczami i zacięte usta. kwaśne myśli i gorzkie słowa. poczucie nieszcześcia i udręka codziennosci. jak sobie z tym poradzić? dobra koleżanka MOW zasugerowała, zeby zmienić myślenie - zamiast 'musze', myśleć 'chce'. staram się i próbuję i CHCĘ tak myśleć - ale za nic mi przez zwoje mózgowe nie moze przejść sformułowanie "chce pozmywać, pragnę poodkurzać, marzę o składaniu prania". bardzo, bardzo potrzebuje ratunku...

***

 

Eli zaczął raczkować! spieramy się z Borsukiem, czy to się liczy - bo skoordynował raptem jeden krok ręka-ręka-kolanko-kolanko i potem bęcnął znowu na tłuste brzucho i pełzł do celu. ale nowa, niebezpieczna era nadchodzi nieuchronnie

w ogóle - te moje cudne dzieciaki trzymaja mnie przy życiu. wszystko dla nich - ale i wszystko przez nie! ech :)

piątek, 27 lipca 2012

wychodząc z cienia czy tez dołka powoli odnajduję zarośnięte ścieżki.

na przyklad ten chleb, co go znowy zaczelam piec.

czy blog znowu otwarty i pisany.

zdjęcia zaczełam robić. takie prawdziwe, aparatem, nie telefonem, choćby i najbardziej wypasiastym. ale aparat, dość wypasiasty wprawdzie, nie ma jeszcze łączności z internetem. a blox, z tego co mi wiadomo, nie pozwala wrzucać zdjęć z zagranicznego telefonu. ależ zagmatwałam! chodzi o to, że łatwiej wrzucić troche gorsze fotki robione komórką na fejsa, niz te lepsze na bloga. więc cóż...

***

lato nas dzisiaj szaleńczo rozpieszczało, aż zaliczyliśmy plaże. Eli jadł piasek, Borsuk złamał wędke, dziewczyny zjeżdżały na tyłkach ze skarpy, piesz szalał a ja zbierałam muszelki. super było! jedzenie na plaży smakuje wyśmienicie i zawsze jest go za mało! tylko trochę zgrzyta w zębach ;)

a dobre zdjecia sa w aparacie...

 

 

PS: ukradłam sobie jedno z fejsa ;)


środa, 25 lipca 2012

ktoś się kiedyś pytał, jak się sprawa z Maria skończyła.

odpowiadam - dziwnie.

wracać chciala do siebie okropnie i bardzo. nie mogla sie doczekać do końca czerwca - na wtedy miala bilet powrotny do Nikaragui. konferowala z rodzina, tęskniła do dzieci, gadala z przyjaciółmi i jakiś wujek kupił jej /ponoć/ bilet na połowę czerwca. miala spokojnie sobie u nas czekać na stosowny dzień, transport do Dublina był w pakiecie z całą naszą gościnnością.

nagle stwierdzila, że ona ten czas do wylotu spędzi  w mieszkaniu męża, który ponoć zwiał, zniknął i go całkiem nie ma /ścigali go wierzyciele i banki i miał masę kłopotów/. i po prostu powiedziala, ze ona chce jechać. wiec ja zawieźliśmy.

za jakiś czas odezwala się do nas jej ciotka, mówiąca po angielsku. że co się stało i czy my coś wiemy, bo Maria ją powiadomiła, że jedzie do Portugali, ze odezwie sie, jak się wszystko ułoży, itp.

a jakiś czas temu nasza polska koleżanka /ta, co miała nieprzyjemnośc poznać Patricka Aherne jako prawnika/, /i miała okazję poznać Marię u nas/, powiada, że ją widziała na ulicy.

o. i tak o.

wtorek, 24 lipca 2012

czekam, az sie upiecze chleb. jest poniekad wielkie wydarzenie u nas w domu, bowiem od dlugiego czasu nie pieklam absolutnie nic. okazalo sie, ze piekarnik w naszej gazowej kuchence poradzi sobie z zapiekanka lub lasagne, ale chleb, ciasto czy pizza to zbyt duze wyzwanie. wiec zastrajkowalam. az sie Borsukowi znudzily irlandzkie "chleby" i moje marudzenie i wynalazl piekarnik elektryczny i zainstalowal go w pralni /ku uciesze dziewczyn - "mamo, ale w pralni sie pierze!" "teraz to bedzie pralnio-piekarnia"/.

wiec piecze sie, pierwszy od HOHO chleb. i pachnie.

jak sie piekarnik sprawdzi - a wyglada, ze tak - znowu bedzie smakowicie i pchnaco u nas w domu! dzieciakom juz sie bardzo tesknilo za roznymi smakolykami. Eli nie narzekal, ale i on by sobie pomamlal pyszne chlebowe 'paluchy', ktore robilam specjalnie dla jego malych rączek i nowych ząbkow.

a ząbkow owych Eliasz ma już 8. i rozwija w niesamowitym tempie, nadrabiajac pierwsze, leniwe miesiace, kiedy tylko rósł i przybierał na wadze. jest o jeden skoordynowany ruch ręki i nogi od raczkowania! próbuje wstawać! je wszystko i chetnie. oczywiscie - siedzi i umie sam usiaść z pozycji leżącej!! blond czupryna gęstnieje na głowie - i niesprawiedliwosć losu aż kłuje w serce! w tym wieku obydwie dziewczyny byly lyse, a Eli zapowiada sie na gesto i bujnie owłosionego blondaska. no i na co chlopakowi taki włos?

oczywiście synek jest cudny, kochany, wesoły, spokojny i zakochany w swoich siostrach. i psie. a pies daje sie tarmosić i lazić po sobie i wkladac wszedzie paluszki. w zamian za to sprzata po Eliaszowym samodzielnym jedzeniu, zalatwia wstępne mycie krzeselka, blatu, podlogi, a czasem i umazanej mordki ;)

 

drugi synek, a raczej Pierwszy, wakacjuje sie w Polsce. złamał siostrom serce, pokazujac sie na skype ze swoja dziewczyna. krzyczaly - "Zuzia, on jest nasz! nie kochaj go tak!" - kiedy Zuza go obejmowala :) i były płacze i dąsy i tupanie nogami. ale rozmowy, tlumaczenia i oswajanie tematu pomogly. Zuzia pojawila sie na obrazkach jako czlonek rodziny i dziewczyny zaczely nawlekac dla niej najpiękniejsze korale. ciesze sie bardzo z mojego Synka i prawie-ze Synowej :) to nowe doswiadczenie wzbudza we mnie ambiwaletne uczucia - radość, ze taki duży i mądry, zgroze, że ja już taka stara jestem i szczypte zazdrości...

 

 
1 , 2