pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 30 lipca 2011

to jest super impreza.

bardzo super :)

naprawdę - chciałam coś napisać i wrzucić fotki - ale jutro, dobra? albo w tygodniu.

dobranoc :*

środa, 27 lipca 2011

A - jak anemia. no i mam. jakieś tam witaminy łykam, ale to musi być żelazo i to koniecznie zapite sokiem pomarańczowym. a od niego mam zgagę. ech. a ja myślałam, że leniwa jestem albo depresja - a to tylko anemia!

B - jak brzuch albo baby - byliśmy sprawdzić, czy najmłodszy ciągle na swoim miejscu. owszem. posiada przepisowe wymiary i ciągle jest najprawdopodobniej chłopakiem :)

C - jak centyle. pomierzono nam również córeczki. starszej córeczki mamy 107cm i 17kg. młodszej córeczki mamy 98cm i 14,5kg. Ruti jest dokładnie w 50 centylu, Ariel ciut wyższa i cieższa niż przeciętna.

D - opuścimy. nie lubię tej litery.

 

reszta alfabetu w porządku. słońce ostatnio nawet świeci, dziewczyny się chlapią w basenie. Borsuk znowu zaczął pracować na nocki - wiec w dzień, przynajmniej po południu, jest w domu. i samochodem mogę sobie porządzić. dziś był fellowship meal i jakieś aktywności w Kościele, jutro "szycie" u Rachel. w łikend będzie SPRAOI i zamierzam /jak anemia pozwoli!/, włóczyć się po mieście do bólu i odchamiać. pomidory rosną, ogórki też, chwasty najbardziej. zamordowały moje 5 rzędów fasoli - cześć jej pamięci. trudno. cukinia kwitnie i dowiedziałam się, że ma jadalne kwiaty. trzeba będzie kiedyś spróbować. przekroczyłam 70kg i martwi mnie to. w domu mam masakryczny bałagan. wokół domu też mam bałagan. w tunelu mam chwasty. w głowie sieczke, a w sercu ból.

ale się poprawi, nie? nażrę się żelaza, potem nafaszeruję SSRI  i SIĘ WEZMĘ. za siebie, za dom, za wszystko. prawda?

piątek, 22 lipca 2011

Amiszewo - niedzielnym ślubem Esther i Gideona. on jest ze Stanów, aktualnie uczy w PL angielskiego. najechało się już całe stado amerykańskich gości, jeden nawet będzie u nas nocował. powinnam Wam poopowiadać co i jak, podzielić się wrażeniami z "wieczoru panieńskiego" Esther, powiedzieć moje osobiste refleksje... ale wybaczcie - nie mam weny. ano - nie mam :/

 

Borsuk - radami, których udzieliła mu jego księgowa, kiedy zobaczyła zombie, które przyszło do niej na spotkanie. rady są godne uwagi, wprowadzenie ich w życie mogłoby poprawić naszą mizerną syutuację i dać mojemu biednemu chłopu odrobinę wytchnienia. wszystko LEGALNIE, oczywiscie! a propos wsparcia od państwa - to się chyba nazywa "wspieranie drobnej przedsiębiorczości" - jak jesteś 'własna działalność' to ci się nic nie należy. poza, oczywiście, podatkami, opłatami, licencjami, warunkami, egzaminami, nowym wzorem naklejek, które musisz kupić...

 

ja - mlekiem. jako, że dwie rodziny z Kościoła wyjechały na wakacje /nie-amiszewskie, zaprzyjaźnione. jako ciekawostkę powiem, że żyjące z zasiłków, już po parę lat. ot, miesiąc w Hiszpanii? dla rodziny z 4 dzieci? dadzą radę.../, a jedna się przeprowadziła trochę dalej - z codzinnych 2 udojów są nadwyżki mleka... więc serowarnię uruchomiłam. edam dojrzewa, drugi zaraz będzie w solance, w międzyczasie twarożek, kefir, a Borsuk z przyjemnością ubija masło. ot, taka zabawa. może będę wszystko widzieć na biało? zamiast na czarno.

 

wtorek, 19 lipca 2011

jakby co - edytor zmieniony. poprzednia notka nawet sie nie daje edytować, a w świetle dnia moje własne wulgaryzmy kłuja mnie w oczy ;) cóż, muszą pozostać.

kurcze, imponujące te spektalke chmur na niebie, zaiste, doceniam malowniczość, ale czy można prosić o więcej słońca? tydzień lata to trochę za mało :/

byłam dzisiaj z dziewczynami w KidZone. całkiem niespodziewanie, jakoś tak spontanicznie, nieprzygotowana /bez książki/.
i z tego wszystkiego zerkałam na wszechobecne telewizory z obowiązkowym kanałem muzycznym. dźwięk na szczęście wyłączony, dzieciaki robią dość hałasu.
ale bez wsłuchiwania się w słowa piosenek /powinien być dwa razy cudzysłów/, doszłam do wniosku, że współczesna muzyka popularna porusza dwie zasadnicze kwestie
pierwsza - ja wyrucham ciebie
druga - ty wyruchasz mnie
wybaczcie chamski język. można użyć synonimów, ale każdy będzie równie niefajny.

zdruzgotało mnie to.
jako odtrutkę - polecam najromantyczniejszą piosenkę świata /IMHO/