pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 27 czerwca 2016

naprawde?

 

wiecna przyklad kiedystam sprzatalam piekny, stary i elegancki dom. wiecie - troche taki w stylu z Downton  Abbey :) ale stojacy w Tramore. od ulicy wchodzi sie do hallu w rzezbionymi, starymi meblami i drewniano-miedzinym telefonem - i on wciaz dziala! sufity sa wysoko, okna po sam sufit, jadalnia dluga i stol posrodku dlugi i bardzo drewniany,  do tego ozdobiona ogromnym kominkiem /teraz gazowym/ i krysztalowym zyrandolem. ale tam nie sprzatalalysmy, bo tam tylko Xmas i wieksze rodzinne przyjecia. sypalni cala masa, w uzyciu 3, rodzicow i dwojki dzieci. lazienki /patrzac z zewnatrz/ umieszczone w dobudowce - siegajacej na 3 pietra. jedna z nich - ta ogolnodostepna - w ciemnych, zloto-zylkowanych plytkach i oraz z miedzianymi kranami i wanna na fikusnych nozkach. loze w rodzicielskiej sypialni wielkie jak lotnisko. kazdy mebel drewniany, wiekowy i na wysoki polysk. a w tym wszystkim ukryte najnowsze technologie. bogata rodzina, dom rodzinny od pokolen, dobry lokalny, rodzninny biznes. zazwyczaj pani domu sama go sprzata, poza tym ma dwoje malych dzieci /jakies 3 i 2/, pracuje zawodowo i do tego wszystkiego jest w zaawansowanej ciazy - trzeciej. dlatego tez zamowila sobie panie z Lady Maids zeby jej zrobily "general clining" wypucowac lazienki, zetrzec wszedzie kurze, oproznic kosze w sypialniach, umyc drzwi i fronty szafek, odkurzyc i zmyc mopem. brzmi krotko a zamuje 2 osobom 5 godzin i to niezlego tempa. 

*************

tamto powyzej to bylo dawno temu. od tamtej pory sprzatalam w paru innych miejscach, mniej lub bardziej spektakularnych. ostatnio u wielce bogatych panstwa szykowalam dom na slub. kolejne Dowton Abbey ale nuworysze ;) i sklep po remoncie sprzatalam - taki w samym centrum, z wielkimi oknami wystawowymi, w ktorym sobie nie omieszkalam zrobic fotki :D a co! i u jednej pani, co zostawila klucz pod wycieraczka a liste "do zrobienia" i pieniadze na stole. i u jednego pana, by chcial, zebym mu w Dublinie tez cos posprzatala /???/ i mlodej matki dwutygodniowej coreczki, ktora karmila ja piersia! co u Irlandek nie jest wcale oczywiste a nawet niepopularne. wiec pani mnie ujela za serce i sie przylozylam do sprzatania wyjatkowo. zawsze sie z reszta przykladam! i wiecie co jest w tym wszystkim fajnego? ze ci ludzie traktuja cie normalnie. przychodzisz zrobic dobra robote, taka, z ktora oni sobie nie radza albo nie chca glowy zawracac. sa przemili, wdzieczni, proponuja kawe/herbate a czasem nawet nazywaja wybawicielem :) i mimo, ze nie dalej nie lubie sprzatania, to czasem mam z tego prawdziwa satysfakcje. i mimo, ze dalej nie lubie sprzatania, oswoilam i okielznalam tego potwora i juz wcale ne jest straszny. w domu z rozpedu tez sprzatam. moze na razie malo to widac na naszym kartonowisku i bezmeblowiu, ale bedzie lepiej!

albowiem:

panny maja pomalowany pokoj. jedna sciana rozowa - dla Rutki. druga ciemno-fioletowa - dla Ariel. i lozka ju stoja, ze stosownym kolorem przescieradla z falbanka. i oto panny juz pare dnie spia U SIEBIE!

to znaczy, ze rodzicie przestali spac na podlodze! na razie jeszcze w tercecie z Elim, ale za to na lozku! darowany materac odciska mi spirale na kosciach, ale i tak jest super. 

skoro nie spimy na podlodze - szafa z living roomu przeniosla sie do naszej sypialni. to znaczy, ze przeniose tam dorosle ubrania /dziewczyny jeszcze przez chwile beda miec kartony u siebie/.

skoro ubrania zaczna wyjezdzac z naszej dotychczasowej garderoby, owa garderoba zacznie zmieniac sie pokoj Eliego! panele podlogowe juz czekaja! lozko tez ma /tymczasowe wprawdzie/ i sio-sio mamisynku do samodzielnego spania!

bo ten mlodzieniec wlasnie skonczyl przedszkole z przytupem - koncert byl czadowy i graduation i dyplom. i jeszcze dzien otwarty w Educate Together. i juz od wrzesnia panicz Eliasz idzie do szkoly!

a jak szafa jest na miejscu, to widze, ile mi miejcsa zostalo na maly warsztacik. musze miec kat do szycia i tworzenia. pasja mnie wola, palce swiezbia, dom czeka na rolety i inne textylne gadzety! tyle czasu nic nie stworzylam! a pomyslow mam jak mrowkow!

a pierwsza wyplate wydalam wielce pozytecznie - na dwa nowiutkie rowery dla coreczek! takie juz naprawde prawie dorosle! z przerzutkami i hamulcami i obowiazkowo z blokada anty-kradziezowa. wystarczylo na swiatelka ale na kaski juz nie. coz, poczekaja. my jakos przezylismy bez kaskow, prawda?

bowiem kradzieze sie u nas nagminnie zdarzaly ze wzgledu na bliskie sasiedztwo malej osady Podroznikow. dzieci z owej osady, takie 6-8 lat w bialy dzien, bez obciachu, nie pomni na ostrzegawcze krzyki sasiadow, czestuja sie wszystkim co im sie spodoba. rowery, hulajnogi, pilki, skutery - wszystko. stracilismy 2 rowery - darowane, uzywki i niezbyt pasujace dziewczynom - wiec jakos to przezylam. ale sasiedzi nieraz rwali wlosy z glowy. Policja nie reaguje a tylko niektorzy maja na tyle odwagi, zeby tam pojsc i wyrwac hienie z gardla... 

ostatnio jednak troche sie uspokoilo, bowiem arogancka grupke Podrozniczych mlodziencow (tylko 6-8 lat!) przekonalam do puszczenia osiedla dopiero za pomoca spaceru z psami. moje dwa wielkie potwory, legalnie w kagancach i bezpiecznie na smyczy, przyjazne i lagodne przeciez - ale mlodziency tego nie wiedzieli... nie,nie,nie, nie mowimy o szczuciu! moje psy nawet tego nie lapia... ale owczarek niemiecki W KAGANCU i czarny mieszaniec W KAGANCU - robia wrazenie. no bo dlaczego one maja te kagance?! bo na pewno zagryzaja na smierc :D:D:D

ale zeby nie bylo draki, dopelnilam psich formalnosci - Ragnar zostal zaczipowany i wykastrowany! tadam, nastepna mala rzecz do przodu. juz mam tabliczke ostrzegajaca przed ZLYM PSEM i strzezcie sie, opryszki!

poza tym celebrowalam otrzymanie wynikow z College'u. z kolezankami, w restauracji. wprawdzie zaocznie, bo one juz dostaly wyniki a ja jeszcze nie... ale na pewno beda warte celebrowania! jak listonosz wreszcie dotrze...

i jade na wakacje! na przelomie lipca i sierpnia jade SAMA do mojej Siostry DO MONACHIUM! sama! ja sama! sama-jedna-samiusienka-bez-zadnych-ukochanych-dzieci!!!! jupiiii! szykuj sie, Europo Kontynentalna, nadchodze! :D

i jeszcze zdalismy na ZIELONE PASY z Hapkido! tadam! ciesze sie bardzo, chociaz... zamierzalam sie w czasie wakacji przylozyc do treningow, a tu albo pracuje, albo bywam tak zjechana, ze ciezko z siebie wykrzesac entuzjazm... 

a Ambrozy odebral swoj rower z serwisu! co myslicie o ksywce Ambrozy dla mojego meza? taki Pan Kleks. Ambrozy tez ma rower i teraz tylko sztywny hol dla Eliego i mozemy smigac!

i jeszcze zycie towarzyskie kwitnie. wyrwalam sie na tance z kolezanka, urodziny u innej, obiadki u przyjaciol, winko u sasiadow. mecze tylko temu sprzyjaja. slaby ze mnie kibic, ale chetnie korzystam z tej wymowki ;)

 

tyle na dzis. chcialabym czesciej, ale czasem nie mam sily reka ruszyc...

trzymajcie sie!

piątek, 10 czerwca 2016

pracuje. moze i chwalic sie nie ma czym, bo jestem sobie sprzataczka, ale moze jednak jest? na pelnym legalu, a co fajniejsze, w czasie wakacji moge oficjalnie pracowac i dostawac zasilek studencki. bedziemy oplywac w dostatki! i dobrze, bo plany i zamiary mam spore. wreszcie-nareszcie urzadzanie domu! mam tak serdecznie dosc prowizorycznego zycia na kartonach, ze mimo cholernego zmeczenia biore sie za to. och, alez bedzie pieknie i wygodnie :)

poza tym dobrze. 

troche nie wiem co pisac. no bo o sprzataniu irlandzkich domow chyba czytac nie chcecie? 

jesli ktokolwiek tu jeszcze zaglada.....

:)