pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 28 czerwca 2013

ktos chcial zobaczyc eliego na koniku? chleb mi dopiero rosnie w foremkach, zjem zatem kolejna kolacje /niech zyje karmienie piersia!/ i wrzuce cos ;)

 

urodziwy jak dziewczynka. na glowie "kukuś" - tak Eli nazywa kucyki. pony i te na glowie :) bo przeciez siostry maja kucyki i tata ma kucyk i mama tez robi sobie dreadowy kucyk - to Eli też :)

 

dawno temu wygladalo to tak. teraz 10 juz stoi, jeszcze 2 i koniec. w srodku bedzie opona od traktora w charakterze piaskownicy - znajomy farmer obiecal ze da a nawet przywiezie. szukam jeszcze sposobu, zeby wyciac brzeg i powiekszyc powierzchnie piasku, ale z traktorowej latwo nie bedzie...

pierwsze skoki :)

nadwyzki ziemi ida tu. kolejny projekt w procesie tworzenia. nasturcje juz kwitna obficie, ale zadne z rozmaitych cebulek nie. no i tam tez jest koper, oczywiscie ;) btw - traktorowa opone chce wyciac tak jak ta niebieska/szara.

a to prezent dla Mairead - naszej "nauczycielki" na warsztatach artystyczno-rekodzielniczych. jest to wielce praktyczny pokrowiec na zapasowe tylne kolo w Jeepie. zrobiony na szydelku numer 15, z paskow pocietych ze starych bawelnianych ubran /t-shirty czy pizama/. tadam! temi ręcyma :D

nasturcje na parapecie. i moje slońca, skarby, cudy świata i promyki szczescia :)

czwartek, 27 czerwca 2013

im jestesmy starsi, tym czas szybciej biegnie. tez to zauwazyliscie?

nie nadazam. roszk szkolny sie konczy, a przeciez dopiero sie zaczal!

kolejny tydzien przelecial, a przeciez dopiero co byla sroda!

a wieczory nastepuja zaraz po porankach, slowo daje....

 

gdzie sie czlowiecze nie odwrocisz, tam czeka na ciebie zaczeta robota. albo taka, ktora mozna a nawet powinno sie zaczac! projekt "plac zabaw", rozdzial "kolko z opon" ciagle rozgrzebany, ale jeszcze tylko dwie. "piaskownica" ma przyjechac niedlugo, ale tez bedzie wymagala troche zachodu... no a potem piasek! bede krasc z okolicznych plaz ;)

ogrodnictwo w rozkwicie. czesciowym. koper siany przeze mnie hojna reka rosnie bez opamietania i zaglusza wszystko inne. rwe, siekam i susze. brokulu wsadzone w tunelu okazaly sie byc kapusta i zamuja ogromne ilosci miejsca. podobnie cukinia czy tez kabaczek, o ktorej nie pomyslalam, ze jest az tak wielka. ale pomidory mizernie. widaj nawozenie bylo dalekie od doskonalosci, w koncu to juz ktorys rok pomidorow w tym samym miejscu, ziemia ma prawo byc wyjalowiona... na polu chwasty maja sie doskonale. chyba wygraja ta nierowna walke. czy naprawde nie da sie bez herbicydow? chyba sie da... ziemniaki powinny byc juz dawno okopane - ale chwasty skutecznie wiaza ziemie i nie ma czym. jedna zona nie da rady za konia i plug rownoczesnie. 

za to coraz bardziej lubie moje kury, nawet wojowniczego koguta, ktory czasem z nienacka kopnie ostrogami. zwlaszcza dwie czarne sa odwazne i ciekawskie i lgna do ludzi. cale stado je mi z reki i daje sie glaskac i przychodzi na wolanie. naprawde, przemile z nich zwierzaki. a jajek mam zatrzesienie! troche sprzedaje, troche rozdaje, troche zjadamy. chcialabym zmienic proporcje na korzysc sprzedawania, ale moze z czasem...

marzac o porzadnym mlynku do zbóż, zamierzajac kupic elektryczny mlynek do kawy w PL, trafilam w charity shopie na stary, reczny mlynek do kawy. ha! siemie lniane, pestki z dyni, soczewice i fasole juz zmielilam. haaa! mam was, drogie coreczki! skonczy sie wydlubywanie ziarenek z chleba i wybrzydzanie! hahaha!...

i konia upolowalam, na biegunach. w sam raz na Eliego. czy ja mowilam, ze on jest absolutnie cudny i genialny? Eli, nie kon.

poza tym sie integruje, rozwijam, zaprzyjazniam i takie tam. warsztaty, projekty, akcje itp. oraz dzieci i dom. 

wiec padam.

czwartek, 20 czerwca 2013

maszyna do szycia mi sie zepsula. albo bedzie naprawiona za 3 tygodnie. albo Borsuk sproboje to zrobic. albo pomysle o kupnie nowej. albo uzywanej. albo tu albo w Polsce. a na razie niestety nie szyje. kazde z powyzszego posiada swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. nawet to, ze nie szyje - robie za to cos innego...

kolejna czesc od robota kuchennego padla. koncowka do miksowania roznych rzeczy na papke. kremu ziemniaczanego nie bedzie, domowych lodow i aksamitnych koktajlow tez nie bedzie. trzeba by nowy kupic. akurat w tym wypadku zadnych plusow nie ma...

Borsuk dostal list, ze go przyjeli do szkoly. wszyscy chodzimy w bolem glowy. och, jakze bym chciala i on tez by chcial! ale jak, jak to ugryzc?!...

wtorkowe warsztaty craftowe maja wakacyjna przerwe. za to zaczely sie srodowe warsztaty w Kilkenny. szydelko numer 15!

Igor ma wakacje w wakacjach. zegluje sobie wlasnie po morzu adriatyckim. wraz z moja Siostra i jej rodzina. taki to ma dobrze!

kura znowu siedzi na jajkach. ta sama!

jeszcze tydzien do wakacji!

poniedziałek, 10 czerwca 2013

sponsorem dzisiejszej notki sa chmury oraz deszcz.

po niewyobrazalnie dlugim irlandzkim lecie /ile tego bylo? ze dwa tygodnie prawie!/, po temperaturach siegajacych 24 stopni, po dniach z lekkim tylko niesmialym wietrzykiem, po dlugich, cieplych wieczorach zwienczonych pieknym zachodem slonca - wszystko wrocilo do normy. 14 stopni, szare chmury i deszcz. nie narzekam jednak.

dzieci poszly spac o 8, a nie jak ostatnio bywalo - o 10.30 i to z awantura!

a ja mam chwile bezdzietnego czasu.

i pustke w glowie. stan zawieszenia, jakby apatii, ale to chyba po prostu przemeczenie.

lato gnalo nas na zewnatrz, hejze, na plaze, na rowery, na hamak. dalej - brykac, bawic sie, ganiac, piknikowac. kopac, sadzic, pielic czy podlewac, robic cokolwiek wokol domu, byle na swiezym powietrzu.

za to w domu sodoma i gomora i tylko baby z dziadem brak. wszystko lezy odlogiem.

za to powoli odchwaszczam grzadki. ciezko idzie jak cholera. ziemia twarta, gliniasta, nawet mokra jest niewdzieczna. perz ma sie doskonale, lebioda i wszelakie inne niepozadane roslinki rowniez. az sie zastanawiam, czy przy okazji klacza perzu nie zbierac ku zdrowotnosci... ale juz marchew, buraki, kapusta i jarmuz maja lepsze warunki do wzrostu. ale gdzie tam do konca....

zaczelam tez projekt "plac zabaw". na poczatek - opony do skakania. nastepna ciezka i meczaca robota. darn tne toporkiem, kamianista ziemie lupie wielgachnym metalowym dragiem, wybieram szpadlem, potem - opona na sztorc, zasypac, udeptac i darn z powrotem. zrobilam juz 5! a nadwyzki ziemi dziewczyny rozladowuja z taczek do kolorowych kwietnikow z opon.

biedna moja noga, albo wytarmoszona w gumowcu, albo wymoczona w morzu, albo wytarzana w ziemi - paprze sie i nie chce goic...

kury juz sie jakos dogadaly. niosa jajka w kurniku, prawie sie nie bija. mlode podlapaly od starych, ze czlowiek na horyzoncie to zapowiedz czegos dobrego, a na cip-cip-cip trzeba gnac i pedzic a nawet leciec! jedza mi z reki, daja sie glaskac, jeden kogut zachowuje rezerwe i zawsze ostrzegawczo dziobnie. ale lekko, ot, tak, zebym sobie nie myslala!

nastepny wtorek to ostatnie spotkanie craftowe. potem wakacyjna przerwa. juz wiem, ze bedzie mi ich brakowalo. ale za to zglosilam sie na ciekawy projekt. powiedzmy ze to yarn-bombing w Kilkenny. bede tam jezdzic w srody wraz z moimi irlandzkimi kolezankami - Imelda i Kathleen :) obie Ladies w wieku mojej mamy :)

a wiecie jakie mam cudne, opalone, blondwlose i niebieskookie dzieci? a wiecie jak sie potrawia genialnie razem bawic? a jak glosno klocic i drzec? ;)

a Eli! wiecie jaki on jest absolutnie rozbrajajaco niewyobrazalnie genialny i slodki?

nie wiecie... ;)

 

 

wtorek, 04 czerwca 2013

trzy dni temu zziajany pies zalegl na trawie przed domem. brak ogrodzenia powoduje, ze jesli Sharon jest sama na zewnatrz, musi byc na smyczy. ma 10 metrowa nylonowa linke zakotwiczona posrodku trawnika, z dostepem do wody i cienia. wypas. ledwie durna sucz zapielam, ta skoczyla za kura, spokojnie chodzaca sobie po swoim wybiegu. sucz durna, bo kury sa nieosiagalne!

a moja stopa zostala przeciagnieta po betonie i uduszona linka. biedna ta moja lewa stopa. pokiereszowana lata temu w wypadku, ledwie sie podgoily zadrapania po plazowych szalenstwach, a tu nowe rany, krew i strupy. jecze i stekam przy kazdym kroku. ale z drugiej strony czuje takie masochistyczne zadowolenie. bo zadrapania i siniaki przypominaja mi dziecinstwo, bo strupy to medale za przygody, bo prawdziwe zycie to krew, pot i lzy ;)

 

skarpetka na lewej nodze chroni przed zabrudzeniem.

a noga na zdjeciu powyzej posiada owlosienie, ktorego zamierzam nie golic i nie ukrywac, przestac tracic kase na maszynki i kosmetyki przed, po i w trakcie, przestac martwic sie zacieciami i cierpiec z powodu nieustannie wrastajacych wloskow. chrzanie to. Borsuk zapuszcza brode z powodu /miedzy innymi/ niecheci do golenia - ja zapuszczam nogi. btw - dlaczego meskie wlosy na nogach sa dopuszczalne? dlaczego meskie sutki nie sieja zgorszenia? dlaczego dalysmy sobie wmowic, jak mamy wygladac? zeby sie podobac? KOMU??

 
1 , 2