pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
wtorek, 30 czerwca 2009
słowa jednej z kuzynek gęboko zapadły mi w pamięć i serce.
jest matka dziewczynek z taka samą różnica wieku jak nasze.
- twoje dziewczyny już się leją? moje biją się non-stop.
- za małe? poczekaj trochę, niedługo zaczną.

wiedzialam, że kiedyś już kupiłam tę książkę. i że nie mam jej w Irlandii. miałam tylko nadzieję, ze nikomu nie pożyczyłam na wieczne nieoddanie. i że ją odnajdę pośród miliona innych książek u mojej mamy.

znalazłam. czytam. i gorąco polecam! dla wszystkich mam więcej niż jednego dziecka! jest nadzieja :)





poniedziałek, 29 czerwca 2009
po tygodniu wakacji jestem zjechana jak koń po łesternie.

co to są wakaćie? według Ruth: wakaćie to gałkowane lody na olkuskim rynku, lejące się po brodzie. wakaćie to brodzenie w kałużach najpierw w kaloszach, potem w kroksach a na koniec na boso - bo woda w towarzystwie Rutki jest wszędobylska. wakaćie to cała masa nowych, prawdziwych, bliższych i dalszych Cioć i Wujków /którzy się wzruszają, kiedy się przekręca ich imiona/, oraz ich dzieci. wakaćie to jeżdżenie na wycieczki i późne chodzenie spać.

- Ruti, jak jest na wakacjach?
- fanie. i ciepo /fajnie i ciepło/ :)

a dla nas?
wakacje to calkim nowy smak Polski. słodki, kiedy patrzymy na piękne krajobrazy, kiedy widzimy pozytywne zmiany, kiedy oszałamia nas ilośc sklepów, kin, kafejek i wszelkich innych biznesów i inicjatyw. gorzki, kiedy zrzędliwe sklepowe burczą pod nosem, kiedy słuchamy kuriozalnych opowieści "z pracy", kiedy straszą zapomniane miesca, złoszczą niczyje śmieci, wzruszają niepotrzebni ludzie. wakacje pachną nam obfitością świeżych warzyw i owoców na osiedlowym bazarku - mix zapachu słońca i ziemi, truskawek i pomidorów, kopru i młodej kapusty. razem rysują nam Polskę pełną kontrastów, skrajnych emocji, dużych mozliwości i niespełnionych obietnic.

nie mamy wątpliwosci.
nie CZY? tylko KIEDY?
ale wrócimy tu.
czwartek, 25 czerwca 2009
garść drobnostek i ciekawostek z naszej podróży:

z Rosslare do Fishguard płyneliśmy Stena Line Express - naprawdę szybki prom! robi wrażenie :)

UK, a właściwie Walia mnie oczarowała i zachwyciła. widoki też. przede wszystkim - brak cholernych murków, płotków i ogrodzeń. widzieliśmy lasy! no i te drogi! i ten most! i te tabuny motocyklistów...

Dover - ilość TIRów, samochdów, ten cały "dworzec promowy" - ogromne! byliśmy tam w nocy - a w dzień nawet nie próbuję sobie tego wyobrazić...

prom LD Lines, którym płyneliśmy był tak nowy, że aż wyglądał na lekko niewykończony ;)

nie wiedziałam, że brzegi UK i Francji są AŻ TAK blisko siebie! oni naprawdę się widzą nawzajem! to raptem 40 km!

Francja/Belgia/Holandia - szybko i niezauważenie. inny kraj to przede wszystkim różnica w kolorze znaków drogowych.

Monchengladbach to połowa drogi. spaliśmy w dość miłym Hotelu Anchovis, gdzie miła pani właścicielka nauczyła mówić Ruth "danke" :)

wiatraki! wiatraki w Germanii rządzą - Rutka zachwycona widokiem, my pod wrażeniem ekologicznego podejścia. dlaczego w w wietrznej Irlandii tego nie ma??!!

granica DE/PL - niby jej nie ma, ale jest katastrofa :( zdezelowane resztki zadaszeń, wiat i budek. pordzewiałe kawały blachy falistej, odrapane kantory i sklep w prostokątnych, blaszanych kontenerach. wyrwy i dziury w jezdni, trawa i inne badyle wygrywają. znudzeni pogranicznicy siedzą w otwartym samochodzie, jakby to inna pora roku, tylko im koksownik postawić... tablica obwieszczająca wjazd do Rzeczypospolitej wygląda jak z PRL-u - jakaś płyta pilśniowa, wyblakłe kolory, trochę krzywo wisi... a najbardziej widać zmiane w jakości drogi. i nie mówimy o pogorszeniu się drogi. mówimy o demolce, katastrofie, ruinie i przerażających warunkach. wprawdzie tylko jedna nitka tak wygąda, ale pierwsze wrażenie dla wjeżdżajacych do Polski od strony Cottbus, drogą E36 czy raczej krajową 18 - od granicy do Bolesławca - ZGROZAAA!

POLSKA!
OLKUSZ!

żyjemy :)

raport z podróży i refleksje potem czyli kiedyś :)

WAKACJEEEE!!!
sobota, 20 czerwca 2009
nie mam siły

nie mam kuchni ani jadalni - prawie wszystko wyniesione, pochowane, poprzykrywane, zabezpieczone

nie mam living roomu - zawalony kuchennym dobytkiem, obstawiony torbami i walizami, na stole wszystki nasze domowe roślinki

nie mam cierpliwości juz do moich ukochanych córeczek, które mają swoje pomysły na wszystko. aktualnie maja pomysł na 'niespanie'. a ja mam jeszcze masę roboty. i nogi mnie zbyt bolą, żeby co chwilę kursować na górę

nie mamy co jeść ani w co się ubrać - troche dramatyzuję, ale coś w tym jest. spakowane, co miało być spakowane.
suszy się, to co zostaje. zjedzone, co miało być zjedzone. wywiezione do znajomych, co zostać nie może. w końcu - długo nas nie będzie :)

nie mam pojęcia, jak mi się uda odpocząć. nie mam pojęcia...

:) ale spróbuję :)

*** *** ***

aha! jakis plan naszych wakacji dla zainteresowanych.

najpierw Wielki Zjazd Rodzinny 26-27-28 czerwiec.
potem zostajemy w Olkuszu. planujemy parę miłych spotkań towarzyskich, jakieś wycieczki, trochę spraw trzeba załatwić - czyli ruchliwie będzie.
a od 11 lipca zarzucamy kotwicę TU. i zamierzamy tam zostać do końca miesiąca. i do Wawy niedaleko, i wiejska-sielska cisza i spokój. i znowu - odwiedziny u rodziny, spotkanie z przyjaciółmi, przygody papierkowo-urzędowe, nabo w najlepszym Kościele na świecie, jakiś zlot wariatów w 2OO, pozaglądanie w stare kąty... może uda nam się zorganizować jakiegoś grilla agroturystycznego?

tak i o.

 
1 , 2 , 3