pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 27 czerwca 2008
już bardzo bym chciała...
żeby wróciła ta poprzednia "ja", żebym miała więcej siły, żeby mi było lżej i wygodniej, żeby mnie było mniej miejscami, żeby mi się chciało i żebym miała energię i zapał i entuzjazm. żeby moja głowa zaczeła znowu lepiej działać, koncentrować się, myslec wielowątkowo, myślec szerzej! żeby mi się w środku nikt boleśnie nie rozpychał, żeby mi nie uciskał, ugniatał i nie kopał organów, tkanek, ścięgien, nerwów i tych wszystkich ważnych rzeczy w srodku mnie. już bym chciała MÓĆ działać i nie natykać się co chwilę na granicę swoich możliwości... i żeby te cholerne hormony, te hormonalne cholery działały po staremu, normalniej, przewidywalnie, cyklicznie nawet.....

już niedługo. ufffff.....

zdałam sobie sprawę, że właściwie już za miesiąc by można. nie, że jakoś bardzo chcę, czy planuję - ale mając termin na pierwszą połowę sierpnia, śmiało mogę urodzić pod koniec lipca i wszystko będzie w normie. ZA MIESIĄC!
muszę spakować torbę! przejrzeć masę ciuszków! przypomnieć sobie jak się rodzi! iść do fryzjera i kosmetyczki! no i kupić wózek!

wprawdzie początkowo myślałam, że nie chcę, ze nasz niemłody Graco i chusta wystarczą. może i czasem ten zestaw zadziała, ale jednak jakiś przyzwoity wózek dwudzieciowy by się przydał.
no i się zaczeło.
szukanie, porównywanie, czytanie opini, szukanie akcesoriów, ha!
osiwieje i ja i MM!
to trudniejsze, niż wybór motocykla! albo samochodu.
'obok siebie' - 'jedno za drugim' - 'piętrus' - 'dostawka' ?????
kólka 4? czy moze 3?
amerykański? niemiecki? holenderski? hiszpański?
każdy ma swoje "zady i walety"
plusy dodatnie i plusy ujemne
no i cena!

sama już nie wiem. i mąż mój nie wie. żadne forum nie doradzi. znikąd pomocy. ech...
poniedziałek, 23 czerwca 2008
ha! Igor dostał pierwszą wypłatę. niby nie dużo - ale dla niego, tyle kasy na raz w ręku trzymać - to niezłe hoho :)
sobota, 21 czerwca 2008
tym razem w polskiej szkole.
Igor dostał świadectwo - jest tam i piątka i czwórka i trója. czyli - przekrój ocen :)

trochę bez sensu, ze polska szkoła trwała, mimo, ze w irlandzkie "gimnazja" już miały wakacje. na szczęście były to tylko 3 soboty - ale z 5 zapisanych osób w czerwcu zjawiały się 2... no i okazuje się, że istnienie trzeciej klasy w przyszłym roku stoi pod wielkim znakiem zapytania. trzecioklasistów będzie za mało, żeby mogła powstać klasa. cóż - nie ma zbyt wielu emigrantów z tak dużymi dziećmi... albo owe dzieci nie chcą chodzić do polskiej szkoły... no nic - pożyjemy, zobaczymy
póki co - Igor będzie cieszył się całkiem nowym smakiem swoich pracowitych wakacji :)

miałam szczery zamiar wrzucić jakieś zdjęcia z pobytu Oli u nas. ale KTOŚ wyjął kabel od aparatu z kompa. a USB jest gdzieś z tyłu, pod spodem, za plątaniną kabli i kłębkami kurzu. a mój ogromny brzuch* zniechęca mnie do takiej gimnastyki. więc fotek dokumentalnych nie będzie /i tak mało ich zrobiliśmy/

za to będzie zdjęcie z czeluści internetu ;)



oto PUKY WUTSCH - zdobyty i przywieziony przez Olę, a namierzony dzięki Chelsea i jej Mamie. rowerek jest super - lekki, prosty, przyjazny dla młodocianego użytkownika. sama treść - bez przerostu formy, co często towarzyszy zabawkom dla dzieci - sami zerknijcie. Rutka go ujeżdża w ogródku, ćwiczy skręcanie i uczy się wystarczająco sprawnie przebierać nogami - ale do takiej sprawności jaką ma Czester jeszcze jej daleko ;)

w ogóle Rutka to mały wędrowiec i wielbiciel świeżego powietrza. już jej nie wystarcza ogródkowy wybieg koło domu. wrogiem na drodze do szczęścia jest bramka dodatkowo zabezpieczona siatką motocyklową. przynajmniej parę razy dziennie Rutka przychodzi do mnie, łapie za palec, i ciagnie na podwórko, domagając się spaceru. tylko czasem życzy sobie być wieziona w wózku.  kiedy ma tatę pod ręką - łapie za palec jego i ciągnie do samochodu - domagając się przejażdżki samochodem, lub chociaż możliwości pokierowania sobie. ta mała osóbka ma niczego sobie charakterek..... a tak BTW - jakbyście wiedzieli coś o atrapach palca do kupienia - polecam się pamięci ;) /coś takiego, tylko wyprostowane, no i bez tych przeuroczych pazurków/ ;)


*no dobra - trochę dramatyzuje :) brzuch ma raptem metr obwodu - to całkiem niewiele, jak na koniec 7. miesiąca. znam mieszkanki tej wyspy, które normalnie mają tyle albo i więcej.....
piątek, 20 czerwca 2008
minął tydzień od ostatniej notki.
to był intensywny, aż gęsty od wydarzeń i emocji tydzień - mimo, że pozornie niewiele się działo.
od czwartku do czwartku była u nas moja Siostra, Ola. nie wiedziałyśmy się ponad 2 lata! ostatni raz - na naszym ślubie. Ola od 5lat mieszka i studiuje w Monachium, ja od prawie 2lat w Waterford i jakoś ciągle się mijałyśmy w naszych wizytach w PL.
ale nareszcie mogłyśmy sobie pobyć razem, pogadać i wspólnie pomilczeć, przyjrzeć się sobie nawzajem i stwierdzić, że jednak każda z nas się sporo zmieniła... ona schudła, ja urosłam ;) każda jakoś dojrzała, wydoroślała, zrobiła krok dalej życiu. ale są dziedziny w których jest po staremu - i to też jest dobre :D
Ola nareszcie zobaczyła Ruth - swoją siostrzenicę. no i zdziwiła się na siostrzeńca - Igor rośnie i zmienia się w poważnego młodzieńca :) zgodnie z naszymi przewidywaniami - na widok Rutki zachowywała się jak masełko na rozgrzanej patelni - po prostu się rozpływała ;) młodzieniec z mutacją za to miał z radości ataki głupawki - walenia się z Ciotką jaśkami, tarzania po podłodze i łaskotania.
jakby na zamówienie, podczas wizyty Oli mieliśmy mała paradę znajomych i przyjaciół - czy to na chwilę wpadł Rosjanin, Polak czy Filipińczyk, czy odbyło się planowane spotkanie z nobliwym irlandzkim małżeństwem, czy jakiś na pół spontaniczne grillowanie z Polakami. miała więc Ola okazję poćwiczyć angielski i rosyjski - a nie ciągle tylko niemiecki i polski! :)
no i okazało się, że ona jest stęskniona za kinem, filmem i oglądaniem /z polskimi napisami! albo chociaż z polskim lektorem!/, więc senase filmowe ciągnęły się często do późna.
jako, że z mojej Siostry zrobiła sie ostatnio szczuplutka laseczka, powłóczyłyśmy się trochę po sklepach. kupiła sobie parę fajnych szmatek, a na dodatek okazało się, że świetnie pasują na nią moje spodnie - te sprzed ciąży, sprzed ciąży i sprzed rzucania palenia. te, w których poznałam się z MM, jakieś 15-18 kilo temu :D:D:D ale jedne sobie zostawiłam. i zamierzam się w nie zmieścić! kiedyś..
.

Igor zaczął pracę!
ma już 15 lat i pora najwyższa żyć coraz doroślejszym życiem. od poniedziałku pracuje w stolarni u naszych zaprzyjaźnionych Amiszy-Mennonitów. na razie na part-time - w końcu to młodociany praktykant. wierci, piłuje i szlifuje rozmaite deski, czasem jedzie z kimś montować gotowe wyroby u klienta, a czasem sprząta stolarnie. jak na razie zadowolony jest bardzo i podoba mu się, że hoho! do tego jeździ rowerem - jakieś 15 km w jedną stronę! mam więc robocze ciuchy do prania, lodówka pustoszeje dziwnie prędko a Igor cieszy się, że mu mięśnie rosną :)

padł nasz samochód!
planowana wycieczka z Olą na Hook Head niestety nie doszła skutku. nagle coś zaczeło dziwnie terrrrrkotać. przezornie zawróciliśmy do domu. kilometr od domu terkneło głośniej, zaśmierdziało i silnik stanął. cholerne łożysko od pompy się rozleciało, zablokowało pasek rozrządu, całość gwałtownie staneła - skutkiem czego zawory
się skrzywiły i silnik umarł. parę wcale nie pocieszających informacji - chcemy złożyć reklamację u sprzedawcy niedawno wymienianej części , czyli dealera Deawoo. to nie miało się prawa zepsuć. no i jak powiedział zaprzyjaźniony i doświadczony mechanik - to pech jeden na tysiąc. to nie powinno się tak zepsuć. w sumie - mało pocieszające.
samochód to narzędzie pracy dla MM. nie posiadamy żadnych, żadnych oszczędności. a wręcz przeciwnie - mamy zobowiazania i długi. historia w banku też nie jest imponująca - więc o kredycie nie ma co marzyć. bogaci wujkowie i spadki, wygrane na loterii i odkryte skarby zdarzają się w książkach i filmach. było nam - strasznie.....
nie rozwodząc się zbytnio nad naszymi czarnymi wizjami - a było koszmarnie czarne i ponure - jak zwykle stał się cud. Bóg czuwa. i używa do swoich cudów niezwykłych metod i ludzi.
od wczoraj mamy nowy samochód. siedmioletniego VW Borę. MM ma nareszcie swojego ukochanego diesla :) mamy też nowe zobowiązania :/ biedne Moje Mężysko będzie teraz pracować i w dzień i w nocy. ojojoj.... ale oczywiście-oczywiście - damy radę. no bo kto, jak nie my?

to tyle z najważniejszych doniesień. teraz już idę spać. reszta jutro, potem, na raty
 
1 , 2 , 3