pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 25 czerwca 2007

nadrobię zaległości, jak tylko będę mogła. obiecuję.

wczoraj Tomek odleciał do Irlandii. smętnie nam oddzielnie i tęskno i tak nijak. ale mus i już. musiał wrócić do pracy.

ja dzisiaj wieczorem jadę do Olkusza - do mojej Mamy. nie wiem kiedy, czy i w ogóle będę miała dostęp do netu.

będę w Warszawie w okolicy 7/8 lipca - zamierzam być na ślubie niezwykłej Sawy :-) takiej atrakcji nie przepuszczę :-)

jeśli ktoś potrzebuje kontakt do mnie -

+48 511 04 23 34 - moja tymczasowa kom

+48 32 643 39 08 - domowy mojej Mamy

powrót do domu - do domu do Waterford :-), do domu do mojego męża :-) - jakoś tak koło 9 lipca.

znikam z sieci. jak wakacje to wakacje. należy mi się. trzymajcie się. pa

sobota, 23 czerwca 2007
spacer po bajkowej krainie mojego dzieciństwa zaowocował tak:




dzikie maliny i leśne poziomki. we własnoręcznie skonstruowanym koszyczkowym bukieciku. pachniały jak szalone - aż moi panowie je zjedli :-)
piątek, 22 czerwca 2007

już powoli nie radzę sobie. siły mi się kończą i energia gdzieś się ulotniła.

te wakacje miały całkiem inaczej wyglądać. niestety - były właśnie takie :-( jak koszmar jakiś...

każdy dzień wypełniony ważnymi sprawami i spotkaniami. między nimi upiorne warszawskie korki lub upiorny warszawski upał. ciągła presja - powinnam, muszę, wypadałoby. zero możliwości na to co chcę... sprawy, które nie mogą czekać i ludzie, którzy czekać nie chcą lub nie powinni... kombinatoryka, jak zorganizować czas Igorowi, żeby nie czuł się odrzucony ale i nie marudził, że nudno. odwołane spotkania, pominięte spotkania i spotkania po łebkach. a do tego wartosci dodane - wspomniane korki, nadprogramowe ciepełko i dodatkowa para zębów Ruth, która pcha się na świat. niedospane noce, za wczesne poranki, zbyt szybkie śniadania i zapomniane obiady. i ciągły ciągły brak własnego miejsca. nierozpakowana walizka, nie wiadomo kiedy pranie i szczoteczka do zębów lepiej, żeby przy sobie. parę nocy tu a kilka tam. doszło do tego, że Ruti zasypia tylko w samochodzie :-/ jeszcze jutro ciężko, w niedzielę grafik napięty - aż do wieczornego wylotu MM, potem galimatias wyjazdowy, walizy, dzieci, poszukiwanie rzeczy rozwleczonych między trzema odległymi miejscami, kanapki na drogę, wieczór w autobusie, nocne lądowanie w Olkuszu i zaczynam nicnierobienie.

taki mam plan - śpię, leżę i rozglądam się, czego by tu nie zrobić. jak odsapnę - spacery po lesie, może trochę basenu, pogaduchy z mamcią i poszukiwanie skamieniałości. taki właśnie mam plan.

a na razie - próbuję się nie rozryczeć albo nie dostać histerii ze zmęczenia.

czwartek, 21 czerwca 2007

to - tu - to - tam, raz-dwa-trzy - kręcimy się po Warszawie i okolicy załatwiając różne sprawy i odwiedzamy różnych ludzi. a to wpaść do pastora jednego czy drugiego, odwiedzić brata i bratową, Igora zawieźć do przyjaciół, utknąc w korku ze trzy razy. dzisiaj - do naszej złotej księgowej zajrzeć, kwiaty na jutro zamówić, do zaprzyjaźnionej agencji nieruchomości wpaść, zrobić szacher-macher z samochodami - czyli wyprawa za Piaseczno, do Leśnej Polany, wpaść do 2oo i tylko narobić zamieszania - oto nasze zajęcia ostatnio. już zmęczenie materiału nas powoli dopada, stres i zagłuszany smutek wyłażą, ale i niedosyt przyjacielsko-towarzyski gryzie... obiecujemy sobie i innym zrobić sobie późne wakacje i może jakoś we wrześniu przylecieć?... pomarzyć dobra rzecz :-) a teraz zagadka - a któż to robi sobie fotki za pięć jedenasta?

środa, 20 czerwca 2007

sięgaj, gdzie wzrok nie sięgaj...

łam, czego rozum nie złamie...

albo wpychaj do dzioba nowoodkryte dziesięc paluszków od stóp :-)

to nowa umiejętnośc panienki Ruth. wyraźnie ją to cieszy i skarpetki są be. fotkę przy okazji może, na razie nie mam do tego głowy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5