pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
wtorek, 27 maja 2014

nieno, spoko, żyje.

tylko czasu malo. zycie w rozkwicie.

na przyklad jedno smarka a drugie kaszle. kotów w sumie 8. maj wyjątkowo zimny. tworze - szyje i pruje. zaglosowalismy na wyspie. o. bo mogliśmy. w polandzie nie zaglosowalismy, a trzeba było.... sasiad bez zmian i bez słowa czy spojrzenia. psy w formie. stare Freye w nadspodziewanie dobrej komitywie, biorąc pod uwage okoliczności. młode Freye się kokoszą w swoim gniazdku. cierpię i puchnę z dumy równocześnie. no życie po prostu!

niedziela, 18 maja 2014

nareszcie sie zdiagnozowałam. od paru dni mnie coś uwierało w środku, jakiś brzydki osad na wszystkim, wieczny smutny i zimny cień. jestem obolała psychicznie. bolą mnie ludzie. uświadomiłąm sobie, że istnieją ludzie, ktrórzy dla przyjemności ranią, pomniejszają lub szkodzą innym ludziom. robią to świadomie i z premedytacją. do tej pory naiwnie myślałam, że można z rozpędu palnąć coś i sprawić komuś przykrość. że można mieć jakiś konkretny powód, żeby stawiać bariery. że można skrzywdzić kogoś w obronie własnej. ale okazało się, że bezinteresowne skurwysyństwo kwitnie. i jest bardzo niefajne, kiedy emanuje z sąsiadów. a najgorzej, gdy odkrywasz je w kimś, kogo uważasz za przyjaciela. 

boli.

kocham moje psy.

zbliżyłam się z kotką.

tęsknię do kur. i do koguta.

do ludzi tez, ale ludzie bolą.

czwartek, 15 maja 2014

kogut przeprowadził się do swoich nowych dziewczyn. miła pani go zabrała - ku ludzkiej, obustronnej radości. drobiowej radości też jestem pewna. więc inwentarz minus jeden.

kota za to powiła nam kocięta! od razu całe stado. miałam nadzieje, że z pierwszym miotem będzie miała litość dla siebie i dla nas, ale nie. musiała od razu 7. a że cycków jak wiadomo ma 6, mogą być straty... na razie dzieci i psy są niemożebnie podekscytowane.

weekend zapowiada się rekompensująco. słońce nadchodzi! ma być +20, w co wierzę. i ma być impreza na lotnisku, rzut beretem od nas. szukujemy się!

bóg na pewno nie, ale może jakaś karma, fatum, los, przeznaczenie... w ciagu tygodnia dwa spięcia z sąsiadami, pogrom kur. do tego przypadkowo ciągle niezagospodarowany greenhouse. oraz syn przebąkujący o definitywnym przeniesieniu się do pAnny... może pora się rozejrzeć za innym miejscem do mieszkania? jeszcze bardziej na uboczu.....

 

a  co u Was?

 

wtorek, 13 maja 2014

dzisiaj nie lubie Eire ani tubylców. lubilam ich do wieczora, a przed chwila przestałam.

nawet zatarg z sasiadka sprzed paru dni nie dotknął mnie tak bardzo, jak przed chwilą doświadczona nieżyczliwość sąsiada.

mieszkamy tutaj ponad trzy lata. pola otaczające dom nalezą do naszego landlorda. dzierżawił je jakiś farmer na siano. ani właściciel ani dzierżawca nie mieli z tym problemu, że chadzamy tam na spacery. chadzaliśmy nie tylko my, ale i inni sąsiedzi, Irlandczycy. ale neutralny z miłym uśmiechem sąsiad, który właśnie dopiero-co przejął okoliczne pastwiska - niespodziewanie ma. i do tego zionie bezinteresownym sku*wysyństwem. i był niemiły, niegrzeczny i opryskliwy.

aż się z tego wszystkiego popłakałam. weź tu wytłumacz dzieciakom, że nie można zbierać biedronek i puszczac latawca za domem. weź powiedz psom, że spacery i galopy po trawie i kąpiele w strumyku zostają zlikwidowane. weź sama sobie kobieto wyobraź, że te miłe chwile, spędzone na siedzeniu na trawie i delektowaniu się sielskim widokiem i ciszą należą do przeszłości. 

niedawno napadła mnie sąsiadka /z miotłą/. że psy mają być na smyczy. w miejscu publicznym, jakim jest wiejska, zadupiasta droga, moje psy mają być na smyczy! są, za każdym razem kiedy zbliża się piechur czy rowerzysta albo przejeżdża samochód. nie jestem głupia, rozumiem, że ktoś może się nie czuć komfortowo. och, inne psy biegające całkiem samopas lub też bez smyczy jej nie przeszkadzają. tylko nasze. miły policjant, któr nas odwiedził za jej przyczyną, polecił nie prowokować starszej pani. 

mam wrażenie, że sąsiedzi narodowości lokalnej zawarli jakiś sojusz przeciwko nam. nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg! dotychczas darli koty, ale przecież wiadomo, że ONI czyli my, wszystkiemu jesteśmy winni.

ech.

lisy zeżarły wszystkie kury. został sam kogut, zdezorientowany samotnością. szukam mu domu. taki z niego przystojny brunet! 

przemogłam niemoc, która mnie dopadła jakiś czas temu. głównie wylogowałam się z internetu, zaoszczędzony czas spędzając w nieosiągalnych już plenerach lub w tymczasowej, ale wielce praktycznej pracowni. trochę słońca plus log out pomogło na myśli, czekam na wyniki badać pod kątem aktywności tarczycy oraz poziomu żelaza. bo kto wie.

okupacja pracowni zaowocowała /poza mega bałaganem/, kolekcją up-cyclingowych toreb, które zamierzam z sukcesem sprzedać. za ich przyczyną reaktywuję również mojego ekhm, khem, artystycznego bloga, który tymczasem zarasta mchem.... www.smartbykat.blogspot.ie

wypełniliśmy dokumenty, pozwiedzaliśmy trochę urzędów i juz mozemy głosować! w nadchodzących lokalnych wyborach. które, jak każde inne, niewiele zmienią....

nietolerancja glutenu, a co za tym idzie, gorsze wchłanianie rozmaitych odżywczych składników, bardzo zniszczyła Arielce zęby. lokalna strategia stomatologiczna nie była zachwycająca, stany zapalne powracały, konsultacje potwierdziły, az zapadła ostateczna decyzja - usuwamy. sześć-na-raz! w znieczuleniu ogólnym. okres oczekiwania - do pół roku. ciągle nie wiem, czy się cieszyć czy martwić, śmiać się czy płakać.

tyle z głównych njusów.

niestety, większość jakoś ujemna. gdzie są njusy dodatnie?!