pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 27 maja 2012

trzy dni lata wlasnie dobieglo konca. chmury wrocily, a prognoza grozi deszczem. ale wszyscy zdazyli sie troche opalic i zuzyc caly zapas letnich ubran ;)

Igor walczyl z zywoplotem, az uzbierala sie pokazna sterta galezi do spalenia. wiec, korzystajac z pieknego  wieczor i towarzystwa kolegi, wzieli sie razno do roboty. widocznie wzieli sie niewystarczajaco razno, bo sie cos stos nie chcial zajac. podlali go zatem benzyna, podpalili, ale znowu przygaslo i Igor sie schylil, zeby zobaczyc, czemu zgaslo i wtem! ponoc - jak pierdyknelo, huknelo i buchnelo! szczesciem w nieszczesciu, Igor mial okulary sloneczne, wiec oczu nie stracil. ale czesc skory na twarzy, sporo wlosow i rzes, poparzyl tez reke i noge. konczyny ucierpialy niewiele, ale twarz... ma szaro brazowa skore, urozmaicona zoltymi bablami. najgorzej wyglada gorna warga. ech, mlodzieniec! obejrzeli go w szpitalu, dali leki p-bolowe i jakies masci, w poniedzialek znowu chca go ogladac.

 

jakby przygod bylo malo, kiedy juz panowie wyszli ze szpitala, i zamierzali jechac szybko do domu /sobota wieczor, Borsuk mial do pracy isc/, zadzwonil telefon. oto Gardai, tutejsza policja dzwoni i mowi, ze maja u siebie niejaka Marie Sandoval i ze ona nie ma sie gdzie zatrzymac, bo byla interwencja u niej w domu i... i mamy nasza latynoska ciocie znowu na pokladzie. jak to dobrze, ze nie jestem doskonala pania domu - jej pokoj byl nietkniety, czekal na nia. a Maria - bogatsza w nowe  siniaki na twarzy i ubozsza w zludzenia, pomieszka  'znowu-na razie' z nami. przy okazji wydalo sie pare brzydkich detali o tym skurwielu - ze np to juz ktoras taka zagraniczna zona. albo zdesperowane czekaly 5 lat na irlandzki paszport i wialy od niego, albo wialy biletem powrotnym przed wygasnieciem wizy turystycznej. byla i Rosjanka i Brazylijka i Kostarykanka. po prostu - rece opadaja. a przypominam, ze to pan prawnik jest/byl. co za gnida!!

 

mialam co wiecej pisac, ale oddaje laptopa Marii. niech pogada z rodzina i przyjaciolmi. taka roznicza czasu akurat.

 

ps: a ja na swojego Borsuka narzekam?! oj, glupia ja!

piątek, 25 maja 2012

kuchenka stoi i dziala. Borsuk ja wyszykowal tak, ze wyglada jak nowa. i mamy oldskulowy czajnik z gwizdkiem :) rozgryze jeszcze piekarnik i bedzie super.

 

Rutce wyleciala jedynka! chodzi dumna i zadowolona i poswistuje przez dziure w usmiechu. Wrozka Zebuszka troche spanikowala, bo nie ma zachomikowanej zadnej niespodzianki...

 

Maria dogadala sie jakos ze swoim 'mezem' i zaplacil za jak najszybsze przebukowanie biletu. najprawdopodobniej jest juz w drodze do domu. uff, niech sie dziewczynie uklada jak najlepiej.

 

Dzien Otwarty w Educate Together zaliczony. dziewczyny oswojone, zadowolone i juz sie nie moga doczekac tej "kolorowej szkoly". ciesze sie, uch! jak sie ciesze!

 

slonce jest na swoim miejscu! i chmury tez /czyli - gdzies indziej/ :)

 

reszte niech zakryje calun niepamieci. albo zagluszy piosenka. ech, czasem nie jest dobrze, nie?

 

poniedziałek, 21 maja 2012

no nareszcie ten leniwy Pulpet, ta biala pieczarka, ta Larwa stukilowa sie przekrecila! z pleckow na brzuszek i z brzuszka na plecy. i w te i nazad i w kolko i w gore i dol! i skoczylo sie zostawianie syneczka na chwilke na lozku czy na sofie - z czego sie tylko ciesze. ufff. bo sie troszeczke martwilam, przyznaje... :) a wiec - jupiii!

 

upolowalam na Donedeal'u i kupilismy kuchenke gazowa. uzywana, dzialajaca ale niemozebnie brudna - to dla tubylcow absolutna dyskwalifikacja ;) za 30e. zamierzamy znaczaco obnizyc nasze rachunki za prad, doprawdy, ilez mozna placic? wiec - jupiii - po raz drugi :)

 

oraz Tia Maria wrocila na nasze domowe pielesze. NIE, nie stalo sie nic. udala sie do "meza" we wtorek, potem caly piatek spedzila z nami, a dzis stwierdzila, ze ona chce do nas. bo sie go boi, bo sie zle czuje. nie moze tam jesc i nie moze spac. no i on jest nudny i nic sie nie dzieje i nawet z nia nie rozmawia. i aktualnie twierdzi, ze wraca do Nikaragui. bilet ma na 24czerwca. przebukowanie kosztuje mase pieniedzy, wiec moze zostanie przez ten czas u nas. a moze jeszcze zmieni zdanie. na cokolwiek innego. nie wiem, nie angazuje sie, nie przezywam. moge pomoc - pomagam, nie rozumiem czyjejs decyzji, ale ja szanuje. gorzej z Borsukiem. ten sie naczytal o Ameryce Srodkowej i przekonuje ja, ze Irlandia to raj na ziemi. trzasne go w koncu, jak nie przestanie, albo uciekne do mamusi. nie, nie jestem zazdrosna. ale nie usmiecha mi sie branie odpowiedzialnosci za kogos na ladnych PARE LAT - zwlaszcza, kiedy ten ktos zostaje troche wbrew sobie do czegos przekonany. ale to caly Borsuk. on lubi uszczesliwiac ludzi na sile :/

 

poza tym nieustannie dokuczaja mi plecy, bark, kark, rece - wszystko na raz, albo w roznych konfiguracjach. dlatego kocham moje lozko. kocham lezec na plasko, nikogo nie nosic i po nic sie nie schylac. kocham moje lozko tym bardziej, ze Eli wstaje o 6, a czasem i przed. a ja od tygodnia jestem na kawowym detoxie. zieeeeew...

spadam

czwartek, 17 maja 2012

na poczatek - Jego Ciężkość, Pączek Pierwszy!

e

tutaj w wersji "WIELKI BŁĘKIT"

 

a potem cała trójca

ed1

ed2

ed3

 

troche inna kolorystyka, tak w ogóle i w szczególe :)

dm

dziewczyny i Tia Maria /czytaj tija marija/. co by nie mówić - śliczna jest. nawet tak po przejściach, ze szwami na czole i stresem na twarzy...

m

taaa... przy okazji uświadomiłam sobie, ze jestem brzydka. nie, że zaniedbana, czy że się starzeję. jestem po prostu ponadczasowo, uniwersalnie brzydka. pocieszam się, że może chociaż nie jakoś strasznie głupia... ;)

wtorek, 15 maja 2012

przetrawilam kazdy mozliwy scenariusz, o ile to w ogole mozliwe - nie angazujac sie emocjonalnie.

ze wroci do tej swojej Nikaragui,

ze zostanie z nami, nauczy jezyka, znajdzie prace, sciagnie dzieci...

ze wroci do Patryka!

 

no i wrocila. no coz ja poradze, dorosla jest. ech. inna kultura, latynoska mentalnosc, syndrom ofiary - nie wiem. jakby co - obiecalismy, ze mozemy byc znowu kolem ratunkowym. poplakala sie i pojechala.

 

sil mi brak. wyczerpana sie czuje. przyjmijmy, ze dzisiejszym szkolnym piknikiem w Amiszewie. bo inaczej musialabym przyznac sie, ze zalamuje mnie bezmiar glupoty ludzkiej.

 
1 , 2