pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 30 maja 2010
lasagne ze szpinakiem. dużo szpinaku. i dużo czosnku i dużo sera.
wszystko razem daje = dużą lasagne :)
mniam.

to tak, żeby zagaić.

myślę.
kręcę w głowie i obracam.
właściwie wszystko jest super. ze perspektywą na jeszcze lepiej.
ale coś mi niewygodnie w moim własnym miejscu we wszechświecie.
korci mnie i marzy mi się i chciałabym i pociąga i marzenia przykurzone jak te przebiśniegi. wyłażą.
jakoś tak mnie naszło. czas w miejscu nie stoi, młodsza się nie robię /ale starsza na pewno też nie!/.
przecież tyle rzeczy jeszcze chcę w zyciu zrobić. tyle pomysłów i planów. kiedy, jak nie teraz- zaraz- natychmiast?!
przecież mam skrzydła, ciasno upakowane pod grzeczną bluzeczką i dla pewności obwiązane paskiem od fartucha. przecież włosy na to trzymam długie, żeby mi w pędzie życia szaleńczo powiewały. już zmarszczki pod oczami są wystarczające od ciągłego patrzenia w dal.

nie dal. tu.
nie kiedyś. teraz.
nikt inny. ja!

do bogatej listy waterfordzkich atrakcji dołączył całkiem nowy festiwal. Hooks and  Crookes - festiwal żeglarskiej muzyki i piesni. szanty i folk i statki i marynarze i wszystko co tylko z tym związane albo i nie.

na przykład odwiedziliśmy galerię


znajdującą się, jak widac w starym, bardzo starym kościele


można było pooglądać, można było i posłuchać


potem włóczęga po mieście, kiermasz na rynku /właściwie: food market na John Roberts Square/, przystawanie w róznych miejscach i słuchanie i oglądanie.

albo - wizyta na LE ORLA








a na mostku kapitańskim znalazłam takie na przykład ciekawostki

tajny plan! na pewno są tam podane współrzędne wszystkich zatopionych wózków sklepowych! oraz wiele innych tajnych informacji ;)


Irlandia jest ponoć krajem nautralnym...


ale nie powinniśmy się obawiać! siły zbrojne są przygotowane na wszystko!


majtek! :D

trochę się wygłupialiśmy na William Vincent Wallace Plaza

w oczekiwaniu na pokaz wszystkich wodnych służb ratunkowych w akcji


Irish Coast Guard Rescue


Waterford City River Rescue


statek - straż pożarna. zwróćcie uwagę na tło! to stare zabudowania portowe, magazyny, hale, silosy i inne takie. od kiedy je zobaczyłam pierwszy raz, chodzi mi po głowie taka myśl: "ależ by tam były genialne lofty!"


a tutaj statek w akcji. dopiero się rozkręca! potem nie było go już całkiem widać i naprodukował taką ilość wilgoci, a wiatr ją rozniósł po okolicy - że niech się schowa nasz nadmorska mgła ;)
no i tutaj też zwróćcie uwagę na tło! w przyszłym roku widowiskowa impreza w Waterford!

tak się oto rozrywaliśmy. impreza jeszcze mało rozreklamowana i często nawet tubylcy nie wiedzieli, co się tutaj wyprawia. ale to w końcu pierwszy raz!
aha. a skąd się wzieła nazwa? z tej oto historii.
wtorek, 25 maja 2010
pamiętacie rodzinę Kinsella?
znowu robiłam dla nich obiad :)
bo Daniella urodziła córeczkę.
to ich piąte dziecko. i wszystkie rok po roku.
absolutnie nie moge sobie siebie wyobrazić w takiej sytuacji. i nawet trochę mnie to przeraża. i może z lekka nie pochwalam ich niefrasobliwego podejścia do rozmnażania się. ale...
ale, kurelebele i do jasnej anielki - zazdroszczę!
dużo dzieci to dużo frajdy. owszem, i dużo pracy też. ale się rekompensuje.
a jeszcze tak raz za razem - to będzie genialny team do zabawy!
w tej cieżarówkowo-noworodkowej atmosferze w Kościele i najbliższej znajomej okolicy odzywa mi się zew macicy.
ale najpierw jesienne badania w PL.
właściwie - nie mogę się doczekać. albo raczej - marzę, żeby było już po :D

a poza tym - Mama pofruneła sobie na wycieczkę do Izraela. fajnie się ma.
u Igora w szkole chłopak z tego samego roku się powiesił. ponoć go dziewczyna zostawiła. cała szkoła w szoku.
Ruti dzielnie śpi bez mumy.
reszta ma się nieźłe :)

poniedziałek, 24 maja 2010
klientów w Network'u przybywa, ale kierowców ubyło.
to nawet lepiej - tort dzieli się na mniej porcji i nagle okazują sie one być całkiem duże.
ale od początku maja Borsuk pracuje jak jakiś cyborg.
zaczyna o 6 rano, jeździ do późnego popołudnia, wpada do domu na obiad i spanie. znowu wychodzi do pracy koło 7-8 i jeździ do mniej więcej północy.
późna kolacja, kąpanie i spanie. po krótkich 4 godzinach budzik znowu dzwoni...
i prawie ciągle tak, z małymi korektami w zależności od różnych okoliczności. czasem nie wpada do domu po południu - jeśli wyjątkowo zaczął pracę o 8. albo skończył o 10. albo coś innego.

dzięki Bogu, ze ma pracę i jest co robić.
bo długi trzeba oddać, jakiś zapas zgromadzić no i żyć.

i szacunek dla niego i uznanie i podziw - że się stara i dba i troszczy i o wszystkim myśli.

tylko mi tęskno do niego i czasem może ciut samotnie i w ogóle...
fajnie na tej naszej wsi, ale czuję, że dziczeję ;)

dlaczego ja go dopiero teraz odkryłam?!
ale nic to, nadrobię.
słuchajcie!




 
1 , 2 , 3