pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 30 maja 2009
jeszcze wczoraj miałam wszędzie pełno piasku. znad morza, oczywiście.
a dzisiaj mam wszędzie pełno glutów. z nosów, dla ułatwienia dodam.

możliwe to jest, żeby on się jakoś przekształcił? ten piasek znaczy. ale w katar?
zastanawiające....

:)

oraz - wygląda na to, ze będę miała już tylko połowicznie przes*ane :)
co to znaczy? kto wie?
jupi!
zadziała wizja "pozianki"*
:)
moja DUŻA córeczka!

a tak na marginesie - anegdotka na temat:
Syn Pierworodny kontrolować swoją fizjologię uczył się u mojej Babci na działce w czasie wakacji. miał niecałe 2 lata i bezkarnie i bezwstydnie biegał bez majtek. wszystko szło ku najlepszemu, płyny łapaliśmy w odpowiednie naczynia, natomiast reszta jakoś nie mogła tam trafić. na długo utkneliśmy na etapie 'bombardowania' - bieg do mamy z głośnym wołaniem, a z tyłu - pac! pac! pac! na trawę. oczywiście chwaliłam - ślicznie, Synku, pięknie! ależ Ty umiesz wołać! ale wołaj PRZEDTEM! rozumiesz? PRZEDTEM! co za mądre dziecko /do dzisiaj taki!/, przy następnym bombardowaniu Syn biegł i wołał - EPTEM! EPTEM!! :) :) :)


* pozianka - niespodzianka :)
czwartek, 28 maja 2009
stało się! JUPI i hurrrra!
MM dostał się w szeregi A-ONE CABS :)

historia jest długa i kręta. dość miał już JB-cabs. Network chciał go u siebie, ale MM chciał właśnie do A-ONE. chodził, patrzył, obserwował, zbierał informacje, słuchał ludzi, plotek, opowieści /a gadać Irlandczycy kochają/. drapał sie po głowie, mruczał pod nosem, dyskutował ze mną w nieskończoność - która opcja będzie lepsza i dlaczego :)
dwa powody do radości:
- pierwszy - dobra firma, uczciwe zasady, stałe zlecenia, niezłe pieniądze - super!
- drugi - wreszcie zaczniemy rozmawiać o czymś innym ;)


zdjęcie znalezione w sieci

wtorek, 26 maja 2009
czasami, na szczęście tylko czasami, niewygodnie mi tu-i-teraz.
tutaj - w Irlandii.
tutaj - w domu.
teraz - z dziećmi na pełny etat.
czasami, na szczęście tylko czasami, tęskni mi się - do naszego licznego Kościoła, do motocykli, do gwarnej, znajomej Warszawy, do akcji-atrakcji-aktywności-możliwości, do krewnych-i-znajomych Królika, do ludzi z tamtego życia, do tamtego życia!
sprzed emigracji. sprzed maluchów.


czasami tak jest. melancholijnie.




poniedziałek, 25 maja 2009
wczoraj po nabo piekliśmy zbiorowo-zborowo kiełbaski nad ogniskiem.
aż nie ma co pisać - było jak zwykle :) miło i familijnie i wesoło i rozrywkowo :)
dziewczyny zgasły w drodze powrotnej jeszcze, niewyspanego jak zwykle MM wygoniłam spać.
skutkiem czego towarzystwo wstało po 5 i tryskało energią. włóczyliśmy się zatem po People's Parku prawie do 9.

a dzisiaj bezdeszczowa i bezwietrzna pogoda kusiła mnie od rana. spawdziłam zatem jeszcze jeden niezbędny parametr udanej wyprawy nad morze - i DAWAJ!!!
koce, łopaty, wiaderka, foremki, ciężarówa, tuzin majtek na zmiane, ręczniki, wiatrak, sok, mleko, zupka, kanapki, pieluchy, żelki, kapelusze, krem z filtrem, pieron wie jeszcze co...
nawet udało mi się zastygnąć w bezruchu na kocu na jakieś 5 minut! uważam to za wielki sukces organizacyjno-wychowawczy :)
poza tym - dziewczyny bawiły się zacnie. Ariel jadła piasek, Ruth brzydziła się glonów, Mama na zmianę się ubierała i rozbierała. no cóż, tropiki to to nie są :)
i niby chmury ciągle i niebo zamglone i słońca skąpo - a trochę wyglądam jak wczorajsza parówka w początkowej fazie nad ogniskiem :) pierwsze tegoroczne opalanie mam za sobą :)

idę spać.
dotleniłam się owszem.
ale wygrzana się nie czuję.
a jaka pogoda w PL?

niedziela, 24 maja 2009
chyba od dwóch tygodni Ariel ma dużo mniejszy apetyt, a może raczej apetyt wybiórczy. właściwie żywi się mlekiem i owocam, podjada też swoje "finger food" /makaron, chlebek, chrupki/. ale w związku z tym zaczeła budzić się w nocy - po mleczko. skończyło się przesypianie całych nocy :( a domaga się butelki 2-3 razy! mam nadzieję, że to tylko zęby dają się we znaki i że niedługo minie.

w ramach regresu, a może swoiście pojętej sprawiedliwości - Rutka też zaczeła się budzić w nocy po mleczko! a już było tak pięknie! zamieniłam późnowieczorną kaszkę na mleczko i miałam nadzieję, że całkiem zaniechamy tego procederu. a tu Ruti chce pić mleko razem z Dzidzią przed snem, potem tradycyjnie koło 11 i do tego w okolicy 4! a jak jej nie przygotuję jej buteleczki, albo płacze i się złości, albo wstaje cichutko i zabiera siostrze. złodziejaszek ;)

wiec znowu wstaję w nocy parę razy. albo pędzę w nocy na dół zrobić którejś mleczko.
muszę to wyprostować do naszego wyjazdu.
bo to już za miesiąc! :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5