pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 31 maja 2008
- tak skwitował moje pytania - no i jak, jak było!? - mój Syn-Artysta ;)

bo dzisiaj było premierowe przedstawienie sztuki I CAN HEAR THE NIGHT BIRDS SING!
"pełna sala była - jakieś 140 osób. i tylko raz się zająknąłem :) poza tym było spoko, wcale się nie denerwowałem. a jak się wszyscy wychodzili kłaniać, to widziałem jedną nauczycielkę z mojej szkoły." - to właściwie cały komentarz, jaki udało mi się wyciagnąć. wygląda na to, że mojego syna nie ekscytuje życie gwiazdy :) i woda sodowa mu do głowy nie uderzy :) to dobrze!

a my będziemy oglądać Igora i całą resztę we wtorek :) muszę tylko znaleźć opiekunkę do śpiącej Rutki na marne 2h.  a jak nie znajdę - zabiorę śpiący tobołek z nami, a co!

a nasz domowy Artysta ma już wakacje! ostatni tydzień w szkole to maraton testów ze wszystkich przedmiotów, opróżnianie szafki z całorocznych śmieci, trzaśnięcie drzwiami i już - wakacje. żadnej akademii, żadnych specjalnych okoliczności - nic. w piątek kończysz lekcje i przy okazji kończysz drugą klasę. na czerwiec jeszcze tylko polska szkoła została.

w tym roku Igor nie leci do Polski na wakacje. szykujemy dla niego wyjątkową ofertę ;) ale na razie dopinamy ostatnie szczegóły - więc nic nie piszę :)
piątek, 30 maja 2008
szykując wieczorem Rutkę do spania, znalazłam w jej włosach: błysk oleju z frytek, białawe plamy ze śmietany oraz kawałeczki ogórka - to z mizerii i jeszcze dżemowe strączki powstałe podczas jedzenia naleśników. a! i maleńkie cząsteczki pomarańcza :)
nasze dziecko ma zwyczaj "poprawiać fryzurę" w każdej sytuacji :)
wybrałam, wyczesałam, przetarłam łepetynę mokrym rogiem ręcznika i po minimalnych ablucjach wieczornych, położyłam urwipołcia spać.

tak, tak - jestem wyrodna matka, która nie kąpie dziecka codziennie. ani nawet nie co drugi dzień. higiena przysłowiowych 4 liter w umywalce, z okazji codziennej kupy - i moje sumienie jakoś daje radę.

ale - nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :) okłady ze śmietany czy oleju, maseczki z masła lub dżemu mają doskonały wpływ na kondycje Rutkowych włosów - rosną coraz żwawiej, kręcą się uroczo i nie puszą się, jak to u maluchów bywa. czego i innym życzę :)


czwartek, 29 maja 2008
czytasz to własną odpowiedzialność.

jako, że w relacjach międzyludzkich nie ma PRAWDY OBIEKTYWNEJ - nie zajmuję stanowiska. nie obchodzi mnie, czy jej prawda jest prawdziwsza, czy jego. nie wiem i nie chcę wiedzieć, czy to ona się z nim rozwodzi, czy on z nią. nie interesuje mnie to. chce się któreś wypłakać w mankiet? proszę bardzo. może potrzebuje noclegu albo podwózki? jasne! czy ona czy on - bo do cholery - znam oboje, obojgu dobrze życzę i nie zamierzam się opowiadać po którejkolwiek ze stron.
nie bawią mnie gierki emocjonalne, małe teatrzyki i szczypta dramaturgii. won mi z takimi zabawami. jedyne na czym mogłabym się opierać - to słowa, słowa, słowa - ale tak na prawdę, to nie wierzę żadnemu. albo wierzę obydwojgu. obojętne! nie przystaję do żadnego z obozów i jakby co - nie będę niczyim świadkiem. nie obchodzi mnie, kto jest winny. nie interesuje, kto pokrzywdzony. i proszę mi nie wkładać w głowę czegoś, czego tam nie ma. to wszystko, co wydaje się wam, że mam w głowie albo i w sercu - tak na prawdę mam w D**

nigdy nie oglądałm durnych seriali, nie ekscytowałam się życiem sąsiadów ani nie karmiłam plotkami. odpieprzcie się ode mnie. mam swoje życie i jest ono wystarczająco ciekawe.

poczułaś/poczułeś się dotknięty? ha! trudno. może to było do Ciebie?
nie rozumiesz o co chodzi? extra! przybij piątkę! jesteś poza tym bagienkiem!


środa, 28 maja 2008
jednak wyjeżdżają....
piszą o tym w mediach, klepią w klawiatury w komentarzach, wpominają na znajomych blogach. a teraz mogę dodać osobiste spostrzeżenia Męża taxówkarza - wyjeżdżają - całe ekipy budowlańców, którym nie przedłużono kontraktów. pakują się prości pracownicy fizyczni, którzy przez te parę lat nie zdażyli się nauczyć słowa po angielsku /dla nich MM jest po prostu zbawieniem/. znikają ludzie, którzy sami nie wiedzą czego chcą /może teraz Norwegia?/, i na wszystko uparcie narzekają /w Polsce beznadziejnie i w Irlandii coraz gorzej/.
a niech sobie jadą.
my zostajemy :)
na razie powtarzamy - że na zawsze :D a potem się zobaczy :)

***

dzisiaj odbyło się ostatnie, przedwakacyjne spotkanie KGMu w Maranatha Church. z powodu planowanego remontu, oraz z powodu nadchodzącego lata - teraz będziemy się spotykać na placu zabaw w People's Parku
- jak zawsze w środę
- między 11 a 14
- polskie mamy, żony, narzeczone, wraz dziećmi, mężami lub psami
- gadanie, poznawanie, brykanie oraz radosne śmianie :)
- przekąski i napitki we własnym zakresie!


***

a dookoła chaos i zło :(
rozwalają się ludziom związki. sypie im się życie. oj, i mi też smutno i ciężko z tego powodu :(
wtorek, 27 maja 2008
w związku z /chwilowym!/ brakiem kury ;) zajmujemy się dokarmianiem i oswajaniem ptaków. to Babcia zapoczątkowała tę inicjatywę - ja się obawiałam, czy aby okoliczne koty nie wykorzystają okazji - ale one "wolą whisky". a gromady ptaków przyzwyczaiły się do stołówki i odwiedzają nas często. menu jest urozmaicone - to uboczne skutki samodzielnego jedzenia Rutki :) kawałki chleba, makaron, groszek, ziemniaki, ryż, czasem jakieś inne smakołyki - w zależności, co mama dziecku zaproponuje :) gdy wyjątkowo Ruth zje bezodpadkowo - dostają płatki owsiane.
najczęściej do stołówki przylatują szpaki i kosy, a kawki wpadają, żeby rozgonić towarzystwo i narobić zamieszania. czasem odwiedza nas też /ale raczej w poszukiwaniu owadów/ sikorka, rudzik, pliszka i jakieś inne, miłe osobniki, których niestety nie znam.
Rutka ma masę uciechy - cierpliwie siedzi przy oknie jadalni /świetne warunki do obserwacji - parapet 15cm od podłogi/, i czeka na ptaszki. czasem wita je zbyt entuzjastycznie i towarzystwo ucieka - ale zaczynają się przyzwyczajać, że to małe, co wali w szybę i pokrzykuje, jest niegroźne :) a jak ptaszki zaczyją jeść, Rutka obwieszcza to wszystkim obecnym - niam-niam! niam-niam! powtarza, i z zadowoleniem kiwa główką :) nadszedł czas, że rodzice wyprowadzają swoje ptasie dzieci z gniazd - więc niezgrabne podrostki towarzyszą rodzicom, powodują powietrzne wypadki i domagają się karmienia - czyli jest co obserwować :)


wprowadziły się też do naszego domu nowe sublokatorki - mrówki. małe, czarne, ruchliwe. mnie osobiście wcale się to nie podoba - odkrywają coraz to nowe miejsca w kuchni i za chwilę będą wszechobecne! na szczęscie - to jest jakieś mało liczne plemię... ale jak się ich kuzynki dowiedzą... za to Ruth jest zachwycona nowymi zwierzątkami :) na każdą zauważoną robi -O!  -O! -O! -z usteczkami w kółko, okrągłymi oczkami i wysoko podniesionymi brwiami. a potem próbuje ją złapać lub zachęcić, żeby jej weszła na paluszek. co potem z nimi robi - nie wnikam ;) może i zjada?

poza tym - ciągle się oszczędzam. jeśłi tylko przez chwilę tego nie robię - jest źle :/ więc się oszczędzam z całych sił. nudne to trochę i wkurzające. ech...
 
1 , 2 , 3 , 4