pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
czwartek, 31 maja 2007
... znaczy sie - przewrotu :-) z pleców na brzucho :-)


chwila zastanowienia....


mobilizacja mięśni...


zdecydowane gibnięcie w prawo....


kontrola, czy jest po co sie odwracać....


gibnięcie w prawo z podciąganiem nóg...


zwycięskie podniesienie głowy.....


uwolnienie rączki i - ZWYCIĘSTWO!! TADAM!!
Ruth prowadzi życie rokendrolowca :-) no! prawie! na pewno - żyje szybko. wstaje bardzo wcześnie - o 600 rano. wiem, wiem - ponoć niektóre dzieci wstają jeszcze wcześniej. ale nawet nie chcę się w takie rzeczy zagłębiać. jak dla mnie 600 wystarczy absolutnie. no więc wstaje o tej niemożliwej 600 rano /czasem przed!/ i za jakąs godzinę kładzie się na pierwszą drzemkę. już jakiś czas temu wyregulowała się tak, że jej drzemki w ciągu dnia trwają 45-60 minut, a godzinna lub dłuższa drzemka to wyjątkowe wydarzenie. więc koło 700 i po 900 znowu chce iść spać. a nie można by to było spać do tej 1000 tak jednym ciągiem? hę??

jako że po przebudzeniu Ruti zaczyna szczebiotać i /chyba/ opowiadać, co jej się śniło - uciekamy z sypialni. niech sobie chociaż Tomek pośpi. jej pierwszy okres aktywności - ten między 600 a 700 spędzam siedząc w kuchni, w moim pięknym czerwonym szlafroku i zastanawiam się - skąd się tutaj wziełam? jedyna część mnie, która się obudziła - to żoładek. co ja mam, tak swoją drogą, że muszę coś zjeść, jak tylko wstanę? większosć znanych mi dorosłych osób śniadanie w ogóle pomija... a mnie potrafi obudzic poranny głód i krzyk z czeluści moich trzewi - JEŚĆ!! więc spoglądając ciężko na wesolutką córeczkę, robię sobie śniadanie i duuuuży dzbanek herbaty. z czegoś muszę to pyszne mleczko produkować :-)
dopiero jak dzidziula idzie odpocząć po porannych trudach - mogę wziąć prysznic i się ogarnąć. no a potem - kawa....
i dopiero jak zobie zrobę aromatyczną, gęstą, czarną kawę z genialnego urządzenia, zwanego u nas promem kosmicznym /ze względu na odgłosy jakie wydaje podczas parzenia kawy/, dopiero jak zrobię sobie kawę i w całym domu pachnie i zwabia różne zaspane jednostki, dopiero wtedy można uznac dzień za rozpoczęty :-)

środa, 30 maja 2007
już trzeci raz się spotkały polskie mamy w Waterford :-)
tym razem było nas 10, plus ruchliwa ilość dzieci w różnym wieku :-) tylko na chwilę udało się je złapać do zdjęcia

tak to wyglądało:


stoją od lewej:
Tania z Edwardem, Iwa z Zuzką, Edyta z Dawidem, Basia z Oliwerem, Sylwia z Jakubem /w środku/, Ewa z Wiktorią
niżej od lewej:
Kinga z Oliwerem, Ada /córka Edyty/, Agata z Zuzką, Oliwia /córka Basi/, ja z Ruth, Małgosia /dzieci w szkole/

a to nie wszystko! nie było Patrycji z Majką, Magdy z Oliwią i Nicholasem, Karoliny z Dawidem. i nie było innych dziewczyn, które jeszcze nie wiedzą o babskich spotkaniach :-)

jak zwykle - smakowite domowe wypieki, atrakcyjne kupne słodkości, kawa, herbata i takie tam. pogaduchy, ploteczki, wspomnienia i plany - to dziewczyny. dzieciaki jak to dzieciaki - żywioł nie do okiełznania :-)

najbardziej zadowolony z naszych spotkań /poza nami samymi/, jest nasz pastor :-D ma okazje zajadac się wyjątkowymi smakołykami i zawsze zagląda - co tym razem dobrego go czeka :-)

hmm..
takie coś zrobiłam nadzisiejszy Żurfiks



wygląda nieźle, ale smak nie rekompensuje ilości upaćkanych naczyń ;-)

poza tym - zieeeew!.... Ruti wstaje ostatnio o 6, a ja z przyzwyczajenia kładę o północy albo i później... a dzisiejsza deszczowa pogoda nastraja sennie...

aha - prace skończyłam i wysłałam :-)


poniedziałek, 28 maja 2007
nie ruszę kupra sprzed komputera, aż nie skończę pisać pracy!!
a temat wyjątkowo ciężki - "Historia Kościoła". ech, aż szkoda gadać, co się w tej historii wyprawiało :( 
zostały mi dwa rozdziały - XIX i XX wiek. yyyyyygh. pozamykam wszystkie przeglądarki. skype i GG won! Thunderbird też won! telefon daleko. dzieciorki spacyfikowane. dzbanek herbaty pod ręką. nic, ale to nic, mi nie przeszkodzi!

bo zaczyna mnie ogarniać rajzefiber - co zabrać, co zalatwić, jak dojechać, o czym nie zapomnieć, co kupić, kogo odwiedzić, jak się nazywam?
to pierwszy raz tak - jadę na tak długo /5 tygodni/, z dwójką dzieci, bez MM, nie będę mieszkać u siebie, samochód będę miec sporadycznie...

oj - ani słowa już. sio sio - pisać!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7