pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 30 kwietnia 2016

ffd1

Family Fun Day naszego Neighbourhood Association (Stowarzyszenia Sasiedzkiego) zorganizowany w Sports Hub (sali gimnastycznej podbliskich szkol - btw - fajne rozwiazanie - sala gimnatyczna jest dzielona miedzy dwie szkoly za pomoca ogromnej kurtyny, a popoludniami i w weekendy jest uzywana jako Community Hall ku pozytkowi lokalnej spolecznosci. czyli na przyklad nas:) przedsiewziecie powstalo dzieki wsparciu naszego City Council i Waterford Sports Partnership. oraz - niechcesiechwalicaleniemamwyjscia- przy moim udziale :D

czworka doroslych i czworka nastolatkow (przeszkolonych w kierunku liderowania takim przedsiewzieciom) urzadzila cztery stanowiska z rozmaitymi grami, zabawami i konkursami. kolezanka malowala dzieciakom buzki. rodzice sie poznawali i rozmawiali. na koniec kazde dziecko dostalo dyplom, zloty medal i torbe z przekaskami. na koniec wszyscy - a najbardziej organizatorzy - padli na pysk. ale warto bylo! Community sie tworzy, ludzie widza ze cos sie dzieje, ze cos sie da zrobic. pomyslow jest masa a i mozliwosci calkiem sporo. ale bylo superowo! duch moj w euforii fruwa pod oblokami, cialo zmeczone ledwie sie snuje po domu ;)

inna sprawa, ze jeszcze sie nie zaczelam uczyc do egzaminu....

ale co tam ;)

czwartek, 14 kwietnia 2016

jako, ze sama sobie obiecalam - dzisiaj mam nagrode. kiedy w lutym zaczelam jezdzic rowerem do szkoly, to sobie obiecalam, ze kiedy wreszcie wjade pod nasza gorke bez zsiadania - to sobie wino postawie. i oto jest wino - zacne Porto z Aldika ;)

bo my mieszkamy na gorce, czy ja Wam mowilam? droga do szkoly na moim cudownym welocypedzie zajmuje mi 10-12 minut. droga do domu na moim zardzewialym rzechu zajmowala mi przynajmniej pol godziny, a do tego na poczatku pare przerw na pchanie roweru i wypluwanie pluc. ale z biegiem czasu coraz mniej mi sie popoludniami rower wydawal zardzewialy, pluca dzialaja jak miechy, opracowalam wygodniejsza trase (wciaz po gorke ale jakos zakosami). ale wciaz ostatnie 150 metrow mnie rozkladalo. jest naprawde stromo. mieszkamy na ostatnim za miastem i najwyzej polozonym osiedlu. skutkiem czego widok mamy przepiekny! a ja Wam ciagle fotek zadnych nie pokazalam! wstyd! ale wracajac do tematu - po kolei, z mozolem, zdobywalam kolejna studzienke kanalizacyjna na tej stromizmie. az dzisiaj wjechalam!

tadam!padajcie narody na kolana!

dumna jestem z siebie niemozebnie :) 

jakby ktos byl bardzo ciekawy, gdzie mieszkamy, moze sobie kliknac TU

a fotki okoliczne wrzuce, obiecuje ;) jesli to jeszcze kogokolwiek obchodzi ;)

 

a poza tym, dwa assignmenty do skonczenia, tylko jeden egzamin do zaliczenia - Intellectual Disability Studies - niepelnosprawnosci umyslowe mam zaliczyc ;) i dwa tygodnie pelnoetatowych praktyk do odbycia. i WAKACJE! ciesze sie bardzo ale tesknic do szkoly bede ogromnie. bo ja kocham moja szkole!

a praktyki zawodowe na ktore sie czaje, to osobny ciekawy temat godzien obszernej notki. bowiem dzieje sie i czuje ze fruwam!

na koniec - dzisiejsze zdjecie ekipy. 

tzw. water bombs - ostatni szal na osiedlu. tutaj - napelnione powietrzem, naelektryzowane i przyklejone do wlosow moich absolutnie cudownych, klotliwych, madrych, zdolnych i czasami nieznosnie nieznosnych dzieci :)