pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
wtorek, 29 kwietnia 2014

klamka zapadla, ogloszenie na DoneDeal'u poszlo, czlowiek zadzwonil i Frida ma nowy dom. litewski, z rodzina doswiadczonych psiarzy i mala dziewczynka. ufff... nie wiecie, co to znaczy miec 3 psy a 2 szczeniaki w domu. nie wiecie, co to znaczy - przekonac dzieci /i Zeusa!/, ze jeden /najmlodszy!/, musi odejsc. nie wiecie, jaka czuje ulge. jeden szczeniak /nawet taki jak Ragnar/, to jest bulka z maslem, to jest maly miki, to jest nic! a milusia Frida okazala sie byc Ickowa koza ;)

ferie sie skonczyly - niestety. sloneczne byly i wielce udane. troche towarzyskich imprezek, troche wycieczek blizszych i dalszych, troche domowych zajec. chociaz - kiedy spogladam wstecz /lubie tak zerknac "rok temu o tej porze"/, to nie ogarniam w tym roku. sadzonki na parapecie niewielkie, w tunelu pustka, dookola domu chaos, w srodku domu stajnia Augiasza, robotki rzucone w kat... czy to dzieci w absorbujacym wieku, czy to dwa dodatkowe psy, czy przewlekly kryzys z Zeusem, czy moze zaniedbana tarczyca - jakos opornie mi idzie walka z rzeczywistoscia w tym roku. ale ciágle pielegnuje w sobie przeswiadczenie, ktore mnie ogarnelo na przelomie 13/14 - ze ten rok bedzie wyjatkowy i fantastyczny. polowa sie zbliza a tu z fajerwerkami slabawo... az sie troche obawiam, czy kumulacja prze-zaje-och-cudownosci nie powali mnie z nog ;)

wiec czekam.

a moze to jest, a ja nie zauwazam?

jednak nie. doceniam, co mam, zwlaszcza dzieciaki. Zeusa tez doceniam. dom, pokoj, pelna miche i zdrowie. ale marzy mi sie wyprostowac przygnieciony klopotami kark, marzy mi sie odetchnac z ulga, marzy mi sie nie myslec - nie martwic sie. marzy mi sie smiac glosno z blahych powodow. marzy mi sie wiecej spontanu, ciut improwizacji i troche szalenstwa. jakies wakacje, namioty, wyprawy, ogniska, imprezy z wyglupami do bialego rana, przygody i niebezpieczenstwa. nie myslec - co bedzie na obiad, czy to ma gluten, ze trzeba wstac rano i wyprowadzic psy. marza mi sie beztroskie wakacje.... 

niedziela, 27 kwietnia 2014

do dobrego to się człowiek szybko przyzwyczaja, prawda?

trochę ponad tydzień słońca i na powrót do irlandzkiej normalności wszyscy reagują zdziwieniem pełnym dezaprobaty - deeeszcz? - no deszcz, deszcz! dawno nie padało...

ale zanim sie rozpadało - delektowaliśmy się feriami. na przykład byliśmy - a ta końcówka "-śmy" jest bardzo malutka, dwuosobowa tylko - na imprezie. z noclegiem. bez dzieci! i to była Przygoda. a zaraz potem gościł u nas Niemiec z trzema egzotycznymi córeczkami. i to też była Przygoda, bo debiutowałam. jeszcze się nie imprezowałam po angielsku. i stada zagranicznojęzycznych dzieci na sleepoverze też jeszcze nie miałam. więc przygoda i wyzwanie i rozgardiasz. a potem wyciekliśmy na wycieczkę...

kierunek - Mahon Falls. oczywiście, że już tam byliśmy. ale dawno temu, a dziewczyny były wielce ciekawe jak wygląda wodospad NAPRAWDE. 

 

kto przeciera szlaki? dziewczyny, a nie chłopaki!

 

Zeus Castro niósł wałówkę na piknik :)

 

dwie małe WIELKIE bohaterki i ja :)

 

absolutnie cudowna Starsza :)

 

wyjątkowo fantastyczna Młodsza :)

 

Zeus sapał, sapał, ale sie wdrapał ;)

 

nowoczesny pasterz /czyli juhas czyt: dżuas/ i farbowane owce :)

 

a to już widok z parkingu - w jedną stronę...

 

... i w drugą.

 

ale to już było! tym razem Babon z Mahon prezentuje płaski brzuch :)

 

dobrze robi taka wyprawa. oczy oglądają inne widoki, głowa myśli o czymś innym niż zazwyczaj. rodzina sie integruje i piknikuje. mam nadzieję, że w tez sposób oficjalnie i stanowczo rozpoczeliśmy sezon wycieczkowy - i oby był lepszy od poprzedniego! sobotnie plany pokrzyżował nam deszcz - ale moze za tydzień się uda.

deszczowa sobota to kino domowe, a w kinie kolejna część Spidermana! i oto mam trzech wspinających się na futryny, skaczących po sofach i strzelających 'phfyyyyy' wyimaginowaną pajęczyna adeptów szkoły pajęczej. i one sie zakochały. i chcą plakat. i malowanki. i maske. i w ogóle wszystko ze Spidermanem! wszystko x3 :D

niedziela, 20 kwietnia 2014

jedna z tubylczych tradycji na święta bogini Ishtar to "eggs hunting" - czyli poszukiwania jajek. znalezliśmy dobry pretekst na wybranie się do Mount Congreve. dopiero calkiem niedawno, po 2011 roku, po smierci ostatniego "pana na włościach" udostępniono je zwykłym zjadaczon chleba. wprawdzie najlepszy czas na podziwianie magnolii, azalii czy rododendronów był na początku kwietnia - ale i teraz było przepięknie. tras spacerowych jest jakieś 16km, nam się udało zaliczyć tylko mały kawałeczek...

miły pan zrobił nam rodzinne zdjęcie

wiele potęznych drzew zostało powalonych w czasie tegorocznych zimowych huraganów...

 

za nami rzeka Suir

 

Ariel w roli głównej :)

 

miał być wodospad, ale woda się skończyła :) ale i tak jest pięknie!

 

Zeus na kolorowo

 

moja własna osoba. niesforna gałązka ciągle mnie po nosie łaskotała ;)

 

czerwono i fioletowo i biało!

 

pierścień miałam, z tłustego, leniwego trzmiela

 

a potem pojawił się Zając i miało się odbyć szukanie jajek. ale pazerność i egoizm wygłodniałych chyba z powodu recesji tubylców zniechęciły nas zabawy. zabawa miała być dla dzieci, ale to dorośli z dobrze odżywionymi nastolatkami zgarniali wszystkie jajka, tratowali florę, wydzierali sobie łupy z krzykiem, a potem nosili dumnie całe torby, nie pomni na rozczarowane maluchy. oj, zdegustowani byliśmy bardzo. w przyszłym roku sami sobie zorganizujemy eggs hunting - albo w okolicy domu albo gdzieś na wyjeździe. i ten pomysł się wszystkim podoba :)

sobota, 19 kwietnia 2014

moglby sie czlowiek spodziewac, ze dorosly Syn ma juz na tyle doswiadczenia i rozeznania, zeby NIE chorować spektakularnie od samego rana, kiedy jego matka urwala sie poprzedniego wieczoru na piwo. ale tym razem mega angina i mordercze migdalki nie mialy litosci. wiec zamiast odsypiac, jezdzilam z nim najpierw do lekarza a potem do szpitala. konsylium przez chwile debatowalo, czy by mu tych nabrzmialych ropą monstrów nie ciąć, drenować, odsączać i trzymać trzy dni na oddziale, ale tylko go nakarmili i napoili dożylnie, zaaplikowali nowy antybio i wyslali do domu. będzie żyć, Syn Pierwotny, ku uciesze dziewczyny, rodzeństwa oraz rodziców :)

święta płodności, urodzaju i wiosny świętujemy pławiąc się na słońcu. dzisiaj plażowy piknik na naszej ulubionej plaży - słońce, piasek, skały i mewy, wybiegane psy i dzieci, a stare Freye wygrzewały kości na kocyku... zrobilam sobie daleki, daleki spacer z psami, myślałam, że aż do końca cypla! a tam za zakrętem ciagle jeszcze były możliwe do zdobycia skały i czekały na mnie... następnym razem! jak pójdę następnym razem, to obejdę Irlandię dookoła! swoją drogą - fajny pomysł na przygodę ;)

skończyłam ponczo dla Arielki - wyrosła ze swojego i pojechało do mniejszej dziewczynki. Ruti ma swoje, ale chybe dla niej też będę musiała zrobić - jednak maminej robótki nic nie zastąpi. cieszy mnie to ponczo, bo dawno nic nie robiłam...

cieszy mnie wiosna i słońce i cieszę się na nadchodzące spokojniejsze dni w naszym domu. w czwartek Zeus i cytryna odbyli ostatni test w corocznym odnawianiu licencji taxi - a to zawsze generuje koszty i nerwy. więc teraz będzie już lżej i spokojniej. na przykład z początkiem maja zamierzamy zrobić grządki typu "beds"! marzy mi się cały zagon zapełniony takimi, z włókniną na wierzchu /koniec z chwastami!/ i trawką pomiędzy... rozmarzyłam się.... idę zatem jeszcze coś posiać! :)

środa, 16 kwietnia 2014

dwa i pół dnia słońca. cenne.

bo jakoś tak. niby wszystko się toczy, sprawy się układają, z zakrętów wychodzimy na prostą, światełko w tunelu jest, ale entuzjazmu brak. robie co mam robić - place zabaw czy plaże, dzieci, psy, czy roślinki, czy to codzienność i czy atrakcje - tylko entuzjazmu, zaangażowania, energii, radości jakoś mi brak. tego czegoś, co wygładza czoło, co nadaje oczom jasny blask, co prostuje plecy i wypycha pierś do przodu, co naciąga sprężynę, która wyrzuca co rano z łóżka. 

eltroxin na tarczyce biorę.

o medytacji na razie czytam. czasem próbuje.

z Zeusem się układa ku obopólnej staranności.

może mniej złych wiadomości a więcej pozytywnych drobiazgów na blogu?

na przykład - posiałam rozmaite, egzotyczne nasionka ze sklepu "Wspaniałe Ogrody Maryli". i moze mi wyrosną, urosną i zaowocują? i będę się cieszyć. a nawet już dzisiaj się cieszę. przynajmniej się staram.

 
1 , 2