pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 31 marca 2014

Ragnar - nieznośny czarny wariat. około 5. miesięczna mieszanka owczarka i labradora. wielkie łapy, gruby ogom, potężna klatka piersiowa. od samego początku łazi za mną krok w krok. słucha się tylko mnie, pocżatkowo nawet jeśc nie chciał od Zeusa! licho nieznośne, wiecznie głodne, wtykające nochal we wszystkie kąty w poszukiwaniu czegokolwiek. podczas naszej nieobecności ukradł z blatu szafki ledwie zaczęte opakowanie winogron i je zeżarł. wiedzieliście, że winogrona i rodzynki są trujące dla psów? ja nie wiedziałam. znając Ragnara chowałam wszystko z zasięgu jego łap i pyska. ale tym razem dałam ciała.

pomińmy szczegóły. przewód pokarmowy ma już pusty. rano jedziemy do veta. jest szansa, że przeżyje. 

środa, 26 marca 2014

w dzisiejsze miłe i słoneczne przedpołudnie przyłożyłam ręke i kierownicę do przeprowadzki naszej Rezydentki. wygląda na to, ze owo miłe dziewcze odsapneło nieco i zregenerowało siły po złych, zimowych przeżyciach. cieszę się bardzo. i chociaż owo dziewcze zabrało ze sobą więcej, niż przywiozło do nas - z tego też się cieszę. bo jeszcze tak całkiem i na stałe nie zabrało, a poza tym - będą nas odwiedzać. że tak to optymistycznie ujmę - kto wie, być może - nas, teściów in spe :)

po takim romantycznym wstępie przyziemnie będzie wspomnieć, że Eli przestał nosić pieluchy i są dni, kiedy jedne spodenki służą nam cały dzień! wzruszam się tym, cieszę i smucę równocześnie. matki, wiecie o czym mówię... i coraz częsciej nie ma drzemki w dzień. i cieszy się, kiedy idzie do przedszkola albo czasem zostaje u przyjaciól na parę godzin. mój mały syneczek rośnie i już za chwilę, wzorem starszego brata, spakuje laptopa, płyn do soczewek i szczoteczke do zębów i fruuuu.....

odpuściłam sobie środowe crafty. i tak ledwie się wyrabiam z tym, co mam zrobić na wtorkowe /to te od portfolio i fetac3/. a środowe, po dwóch małych ale udanych wystawach zabrały się za przygotowania do następnej - za rok. plan zacny, projekt ciekawy i sprawa już poważniejsza... ale jest mnie za mało. niestety.

na psim froncie kryzys goni kryzys. szukam domu dla najmłodszego ogona, ale bez większych sukcesów. Zeus chce żeby została. zrobił sięz tego swoisty wyścig z czasem - czy znajdzie się dla niej nowy dom, czy Zeus ogarnie ogoniaste zasrańce czy ja kiedyś nie wytrzymam i rzucę kurom na pożarcie... oczywiście, ze jest śliczna i słodka! przyjaźni sie z Ragnarem i podlizuje Sharon. ale co dwa niesforne szczeniaki mogą narobić w domu, tego nie da się opisać. w domu - pragnę podkreślić - i tak niezbyt chlujnym i do psów przywykłym.

własnie przed chwilą skończyłam 3 sezon Downton Abbey. po tym, co się stało boję się zacząć oglądać sezon 4. och, co za zły, podły, niedobry scenarzysta! nie mogło być po prostu dobrze i szczęśliwie i nudnie?! powiedzcie - bez szczegółów - ułoży się? mam oglądać? 

piątek, 21 marca 2014

serial w jaki sie wciagnelam to Downton Abbey. nawet kiedys dostalam plyte od inny_glos, ale ją oczywiście gdzieś posiałam... a dowodem wciągniecia niechaj będzie fakt, że zapłąciłam 10pln za miesięczny nieograniczony dostęp do serialowego raju! serial bardzo ładny wizualnie. wątki ciekawe, prawdopodobne, chociaż czasami trąci telenowelą. bohaterowie wyraziści, ewooluują prawdopodobnie do rzeczywistości. ciskam się na skostniałe konwenanse, utyskuję nad niesprawiedliwościami społecznymi, podziwiam wnętrza i stroje, trochę zazdroszczę szlachcie i podziwiam hart ducha większości pospólstwa. i nieustannie się zachwycam małomównymi honorowymi bohaterami. klasa, duma i honor - można go mieć będąc lordem i pokojówką. niezwykłe w naszych czasach......

jeszcze raz dziękuję za życzenia :) blogowe żywotów pisanie to też troche serial. ciekawie, czasem dramatycznie ale zawsze optymistycznie. tak ma być, prawda?

wtorek, 18 marca 2014

i kropka! a nawet  - i wykrzyknik :)

tyle lat to w sam raz jak dla mnie i więcej mieć nie zamierzam. więc każde kolejne urodziny to czterdziestka i już. będe to powtarzać tak długo i uparcie, aż zapomne ile naprawde mam lat i sama bede wierzyć, ze ciągle 40! jeszcze chwila i bedziecie mnie podejrzewać o demencje :) ale bądźmy szczerzy - czas tak szybko biegnie, lata nieustannie lecą, cyferki na "przebiegu" przeskakują - kto by to spamiętał!

więc 40 i z góry serdecznie dziękuję za życzenia :)

w prezencie dostałam śniadanie do wyrka, piękny bukiet, masę laurek i obrazków oraz prze-prze-przepiękny, słoneczny dzień. a w poniedzialek byl Patryk i parady i było zimno i pochmurno. a w ramach urodzinowyc atrakcji zostałam zabrana na kabaret pana Cezarego Pazury i bawiłam się świetnie!

a dzisiaj dziewczyny już poszły do szkoły. bo samochód wrócił na drogę a Zeus do pracy. po tej zapaści odświeżyło się nam przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się  w biedzie. i czasem można się miło zdziwić, kto w tej biedzie ratować cię jedzie ;)

i to chyba tyle. 

wciągnełam się w serial /JA!/ i zamierzam coś obejrzeć ;)

czwartek, 13 marca 2014

właśnie tak.

jak się pieprzy - to już po całości, na wszystkich frontach, a jak sobie w okopie przycupniesz - to cie gołąbek pokoju jeszcze osra.

trzęsienie ziemi z okazji trzeciego psa już się uspokoiło i nowa geografia we freyhousie została zaplanowana, a tu jeb! wtórne wstrząsy i w niedziele sie prawie rozwiedliśmy. na szczęście prawie czyni wielką różnicę i w końcu się NIE rozwiedliśmy, ale jednak. poniedziałęk miał być początkiem nowego - dziewczyny w placówce edukacyjnej po tygodniu nieobecności z okazji chorowania /a wcześniej był tydzień ferii wiosennych/, stare Freye wespół w zespół w oślepiających promieniach słońca wzieły się za rozmaite prace w obejściu - wszystko szło w dobrym kierunku. ale znowu JEB! w nocy cytrynie się sprzęgło skończyło - a miało zasrany obowiązek wytrzymać jeszcze trochę! a tu gotówki niet, zapasów niet, węgla niet, a do szkoły daleko.... ogłosiłąm zatem dzieciakom ferie /oj, wietrzę już ostrzegawczy list ze stosownego urzędu nt nadmiernej absencji/, wiosennie wysprzątamy szafki w kuchni a zaprzyjazniony mechanik obiecał tydzień kredytu na naprawe.

damy rade! bedzie ciężko ale damy!

juz się Zeus zastanawial, jak tu po samochod jechać, już ręcę zacierał na nadchodzący weekend /u nas długi, z okazji patrykowego święta Irlandii/, a tu zaprzyjażniony /jak widać niewystarczająco/, mechanik dzwoni i powiada, że nawet jeszcze nie tknął. JEB! a, bo to i tamto i siamto i w ogóle. obiecał, że zrobi, zgodził się, że na kredyt, w teraz dzwoni nabuzowany i strzela fochy że Zeus gromami ciska. szlag, co za karma!

i tak o.

przednówek :/

 
1 , 2