pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 22 marca 2013

ze wszystkich sil staram sie zyc malymi rzeczami. malymi z jakiejs globalnej perspektywy - dla mnie waznymi detalami codziennosci.

wraz z wizyta Babci nawiedzily mnie bowiem demony przeszlosci i skutecznie zatruwaja mi zycie. niszcza mnie i moje dzieci i moje relacje z Borsukiem. coz. nie jestem odpowiedzialna za to, co sie stalo w moim dziecinstwie i nic z tego nie jest moja wina. ale jako dorosla MOGE i CHCE to naprawic. podjelm decyzje i szukam.

a poki co - zyje drobiazgami.

ze na wsi naszej zapadlej slupy elektryczne wymieniaja i zgadalismy do robotnikow i dostaniemy pare - moze nawet ze 6? i bede sobie mogla je zagospodarowac w ogrodzie. grzeadki, grzadki!

ze zabralam sie za robienie donic z opon. z nieoceniona pomoca mojego Syna Pierworodnego mam juz 5 fantastycznych i duzych donic na kwiaty. nastepne czekaja na wywiniecie na lewa strone, co latwe nie jest... czesc ziemi juz kupilam i urozmaicona kolekcje cebulek i marza mi sie takie kepy kwiatow kwitnace caly rok...

ze jedna kura zapalala instynktem macierzynskim i zaczela wysiadywac jajka i wpedzila mnie tym w konsternacje i ekscytacje...

ze kiedy na fb znajomy sklep welniany oglosil, ze ma resztki wloczek do oddania, napisalam, zadwonilam i umowilam sie jakby nigdy nic. brzmi trywialnie - ale dla mnie dwonic do nieznanej osoby, z niewiadomojakim akcentem i wymowa - to wyzwanie. wiec dwie torby cudnych kolorowych wloczek maja wartosc podwojna...

ze szkolne przyjaznie corek owocuja zaproszeniami na urodziny, co daje szanse na integracje z tubylcami, co cieszy mnie bardzo i ze wszystkich sil sie staram. typowy rodzic majacy dziecko w Educate Together jest statystycznie mocno nietypowy ;)

ze przy okazji comiesiecznych spotkan skypowych z rodzenstwem pogadalam sobie z bracmi dlugo i gleboko. cieszy mnie to bardzo. bowiem te relacje tez sa nadryzione przez demony..

ze stare/nowe znajomosci dotychczas luzne i niewieleznaczace zaczynaja sie powolutku przeobrazac w cos troche gestszego i soczystszego i szczerszego. cieszy mnie to i daje wiatru w zagle...

ze jezdze z dziewczynami na rowerach. Eli w tymczasowym siodelku na mna - ciagle sie czaje na przyczepke, ale fundusze mizerne. wiec jezdzimy wzdluz naszej drogi, cwiczymy miesnie i uczymy sie dyscypliny drogowej i bezpiecznych zasad. bowiem obiecujemy sobie latem jezdzic na nasza wiejska plaze i miec wakacje nad morzem! a to jest 3,5km w jedna strone...

ze Borsuk przeszedla kolejna rozmowe kwalifikacyjna do swojego college'u i coraz powazniej zaczynamy mysle, ze jednak zacznie nauke we wrzesniu. to bedzie jazda bez trzymanki i hardkor na maksa - ale warto ten rok przezyc, jesli tylko Borsuk da rade. i ja i dzieci...

a dzis ostatni dzien w szkole - przed nami wiosenne, dwutygodniowe ferie. zamierzam sie pointegrowac z dziecmi, spokojnie nimi podelektowac i wyciszac. bo ostatnie zawirowania i na nich sie odbily...

sobota, 16 marca 2013
wtorek, 12 marca 2013
niedziela, 10 marca 2013

Panstwo wybacza cisze, ale nie nadazam...

 

gdzies po drodze Babcia odleciala ekspresowo do Polski, w okolicznosciach nieco dramatycznych, z ladowaniem prawie-ze w szpitalu. planowane byly te szpitalne "wakacje", ale i tak...

wczesniej udalo sie nam z Borsukiem i tylko-jednym-malym-dzieckiem wyrwac na cwierc likendu do Dublina, z lazikowaniem po stolicy /za malo/, i spaniem u znajomych /tez bylo za malo, ale spac, to se w domu przeciez mozna/, pogoda dopisala i bylo super...

wrocilismy prosto w objecia Arielkowej Anginy i Rozszalalej Egzotycznej Bakterii, ktora gnebi Babcie. wiec wiecie...

a potem, jak juz Babcia poleciala, to i pogoda sie zepsula /przez calutki miesiac nie padalo!/, i dzieci sie zepsuly i ja dostalam chyba prawleklego zespolu napiecia przed... jednym slowem wybuchowo bylo i napiecie...

do tego okazalo sie, ze FAS mi zaproponowal kurs, wiec dwa wieczory w tygodniu szkole sie, zeby, jakby co, ewentualnie, byc moze otworzyc wlasna dzialanosc. ktora, co potwierdzil Pan Prowadzacy, jest zdecydowanie mniej korzystna, niz najgorsza forma zatrudnienia, ale! ale mozesz byc swoim wlasnym szefem! szkole sie dla czczej rozrywki i angielskiego.

poza tym prace ogrodowe, spacery rowerowe, ukradzione chwile craftowe, oraz, oczywiscie, OBOWIAZKI DOMOWE, ktorych, sprzatania zwlaszcza, nienawidze serdecznie. no dobra - gotowc bym mogla...

 

wiec ide.