pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 28 marca 2011
zyje.
ale tak nedznej formy zywota nie wiodlam jeszcze nigdy.
:(
dzis zazadalam badania krwi pod katem anemii. bo juz sama nie wiem.
jestem jak stara, gasnaca babcia. nie mam sily nic robic, czasem nie mam sily mowic! spedzam dni w szlafroku, zawinieta w koc na fotelu. warzywo jakies.
w domu masakra zgola kosmiczna. rodzina zyje kanapkami i zupa z puszek. taka dieta nikomu nie sluzy, a juz na pewno mnie :(

jestem tak sfrustrowana, ze czasem rycze z niemocy.
jak ja mam leciec w niedziele do PL? 

zaczelam lykac zelazo, jesli to faktycznie anemia, za pare dni powinno byc lepiej. oby.

ratunku :( niech to sie juz skonczy...
niedziela, 20 marca 2011
jakby malo bylo moich mdlosci i slabosci :(
cala rodzna pod wladaniem wirusa. bolesny kaszel wyrywajacy pluca po kawalku, katar, bol glowy i brzucha, niemoc i czasem goraczka.
najgorzej bylo z Ruth, ale od 2 dni na antybiotyku powoli wychodzi na prosta.
Borsuk ze swoja astma w towarzystwie wirusa tez kiepsko wyglada.
ja sie trzymam przyzwyczajenia, reszta na paracetamolu i podobnych specyfikach. i czekamy.

3 kwietnia lece do PL. zylam w blogiej nieswiadomosci /ktos w powaznie wygladajej instytucji wprowadzil mnie w blad!/, ze moge swoja licencje instruktorska przedluzyc i pare tygodni po terminie. i ze jak bedziemy w PL z okazji slubu mojej Siostry /25 kwiecien/, to zalatwie to przy okazji. otoz nie. jesli do 18. nie zloze w stosownej instytucji kompletu badan udowadniajacych brak przeciwwskazan do blablabla, to owa instytucja 19. mnie skresli. ha!
wiec mus byc wczesniej.
wprawdzie potrzebna mi ta licencja bardziej do higieny psychicznej, niz pracy zawodowej, ale kto wie? kto wie co bedzie w przyszlosci?

ciesze sie i troche mi nie podrodze jechac na ta dlugo.
jak zwykle :/ chyba marudna jestem ;)
plusy dodatnie - atrakcja, kwiecien w PL bedzie uroczy, dzieci sie naciesza Babcia, ja sie wytarzam na lonie rodziny, odpoczne od nielekkiej ostatnio codziennosci.
plusy ujemne - trzeba sie zebrac, ruszyc, przygotowac. zrobic co sie da 'na zapas' w ogrodku, strace prawie caly kwiecien i martwi mnie to. a ze brak mi doswiadczenia, to sie tym bardziej martwie.
pocieszam sie, ze, jako ze bedziemy wracac samochodem /bo chlopaki dojada przed samymi swietami/, to przywioze z europy kontynentalnej pare cennych lupow ;)
rowerki biegowe dla dziewczyn. akcesoria serowarskie. troche ksiazek. moze dzieze chlebowa? albo zarna? ;)

poza tym, niestety.
wcale sie nie czuje podekscytowana faktem inkubowania nowego czlowieka. pewnie szara, skrzeczaca rzeczywistosc rzuca cien na przyszlosc, pewnie dlatego. bo przeciez chciane i planowane i tym lepiej, ze sie trzyma matki. ale jak na razie - marudze, ze przytylam, zle sie czuje, niewiele moge zrobic, frustruje sie i martwie. ech, chyba znoszenie jaj i wysiadywanie nie byloby takie zle. ech.


dostalam nagrode!

od pewnej zakluczykowanej Osoby :) dziekuje bardzo! ale prosze o wybaczenie, nie dam rady wziac udzialu. po prostu brak mi sil i wolnych mocy mozgowych...
środa, 16 marca 2011
niedziela, 13 marca 2011
jedna moja również oczekująca koleżanka pięknie to nazwała "długa podróż na spotkanie nowej osoby". naprawdę mi się podoba :)
tyle, że moja podróż na razie jest pod wiatr i pod górkę i do tego z chorobą morską.
ale - aż wstyd narzekać. ci w Japonii to mają dopiero powody do zmartwienia...
czy to już nadchodzi Koniec Świata?
klęski żywiołowe i pszczoły znikają i co chwilę jakieś nowe naukowo-wróżbiarskie przepowiednie.....
a ja mam jeszcze jakieś plany na przyszłość.
niedziela, 06 marca 2011
a co ta Gretkowska o Szwecji pisała?
żartowałam z tą Finlandią. albo może - nie żartowałam. ale na /dłuuugie/ razie nigdzie się nie ruszamy i jeśli w ogóle - to wcale nie wiadomo gdzie. Borsuk czasem musi wpaść na jakiś szalono-fantastyczny pomysł, śnić o nim, żyć nim, marzyć, wertować, zgłębiać - żeby nagle otrzeźwieć i zając się codziennością. w międzyczasie zamęczać swoją biedną żonę pytaniami i dyskusjami - o co zwykle owa żona pretensji nie ma, jednak nie tym razem ;) ten typ tak ma :)

tym razem myślę sobie, że skoro jest mi podwójnie niedobrze i dwakroć słabiej - to może w ramach rekompensaty to będą bliźniaki? rozwiązałoby to kwestię następnej ciąży /jak wiadomo plan jest - znowu duet rok-po-roku/, albowiem na razie nie ma mowy o drugiej połowie duetu. absolutnie nie mogę sobie tego wyobrazić! chyba, że jakąś au-pair zatrudnimy na pierwsze 3 miesiące ;)

do kokakoli dodaje się cytrynę! sok pomidorowy osobno! ach, ta moja Siostra, młode toto, to i wiadomo.... ;p

a tydzień - 5-ty. wiemy to dzięki elektronicznemu testowi ciążowemu! ależ wynalazek, no nie? trzeba było z niego skorzystać, bo przecież po ostatnich przygodach nie wiadomo jak liczyć ten 'last period'

i jeszcze ten łikend był bardzo fajny, bo ciągle chodzilismy w gości na pysznościowe jedzenie, dzięki czemu nie gotowałam. a gotowanie jest ciężką sprawą. nie dość, że trzeba w ogóle się do niego podnieść, to jeszcze wszystko śmierdzi! kosze śmierdzą, cały zlew śmierdzi, a na pewno myjki, w szafce kumulacja ziół, w koszyku mix owocowy, kawa stoi koło herbaty earl grey i śmierdzą wspólnie, szafki chyba zatęchły i pralka też, w piekarniku jakaś spalenizna - wszystko śmierdzi! czy można jakoś znieczulić nos?!

i oczywiście! dziękuję za gratulacje, życzenia i trzymanie kciuków. będzie dobrze! :)
 
1 , 2