pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
środa, 31 marca 2010
- to następne ważne słowa w zasobach Ariel. TAK! - jakże pięknie brzmi ta odpowiedź w ustach dziecka! miód na uszy matki! cieszę się, póki mogę :) pizza - mniam-mniam! kupa - wiadomo - kupa. no a błoto - najlepsza zabawa. może być morze, kałuża, woda w wiaderku, piach lub ziemia, kalosze i ubranko p-deszczowe oraz łopata. błoto to jest to!

a z ostatnich mądrości Rutki:
- tato! zwolnij! my nie lubimy takiego szybkowania!

- mamo! /odkrywczo/ a kupa idzie gdzie indziej, a siki gdzie indziej! /refleksyjnie/ a potem się spotykają...
- gdzie się spotykają?!
- w ubikacji! /rozmarzona/ i sobie pływają i rozmawiają i przytulają...



bajzel mam w domu taki, że strach się bać. ale po co sprzątać, kiedy przeprowadzka za chwilę? wprawdzie jeszcze nie zaczełam pakować domu, ale naprawdę, zaraz się za to zabiorę!
chociaż przyznam się - wcale nie mam do tego zapału. gdyby dopiekło nam mieszkanie tutaj, gdybyśmy chcieli się wyprowadzić - pewnie z radością bym zbierała dobytek i z entuzjazmem wyglądała dnia przeprowadzki.
a tak - normalnie mi się nie chce. na samą myśl, czuję się zmęczona. kolejny raz pudła, paczki, worki, torby. każda przeprowadzka to ponoć jak pożar i trzęsienie ziemi. a jak obliczył mój nastoletni syn, on się przeprowadzał już 12 razy. no a ja jeszcze pare więcej...
ale prawdą jest też, że straciłam serce do tego domu. i chyba stąd moja niechęć do ogarnięcia tego chaosu. ależ ten nasz landlord ma bałagan w domu, doprawdy! ;)

jako, że C5 już stoi przed domem a papierkologia toczy się swoim tempem, zaczeliśmy zwiedzanie nieruchomości. czasu mamy dużo, ale po zrobieniu listy życzeń, potrzeb i wyobrażeń liczba domów na dafcie sie skurczyła ;) ale coś znajdziemy, spokojnie.

no a kury - guglam i guglam i nie mogę nic znaleźć na temat antykurzego prawa w IRL. w UK - owszem. ale nic na tema Republiki Irlandii. może źle guglam. a moze wybiorę się do jakiejś Informacji.
ja nie wiem, czy jakikolwiek lanlord przeżyje pytanie o kury. o potencjalnego psa czasem strach pytać, a co dopiero kury.....


w czasie mojej dzisiejszej lekcji angielskiego, widziałam, jak Ruth i Barbara /moje Mennonickie "koleżanki"/, robią mydło. mydło do prania. jest taniej i zdrowiej i bardziej eko. tyle, że trzeba zrobić. wymieszać wszystko razem i już. zaintrygowało mnie to. jak sie robi mydło?!
poniedziałek, 29 marca 2010
głowa mnie coś ostatnio boli.
chyba nie głowa, a kark i barki, czyli kręgosłup w swojej górnej części.
do mojej magicznorękiej Cecylii powinnam się wybrać.
wprawdzie jutro "finalizowanie finansów" i C5 będzie oficjalnie Borsukowozem*
ale może na serwis naprawczy żony też się znajdzie? hę?

zarabiam ostatnio jakieś pieniądze, zbyt małe jednak.
kursantka nieustannie chce ze mną jeździć. miło mi niezmiernie, ale aż mi się nie chce wierzyć. czyżby brak wiary w siebie? hm.

piekę tyle muffinów, ze chyba jakąś muffinarnie otworzę. piekę i piekę a one znikają. ot, zagadka.

zaczełam czytać "Narnię" po angielsku. o tyle mi łatwiej, że polskie tłumaczenie czytałam z milion razy. a jakie piękne wydanie pożyczyłam od przyjaciół! niech-że popchnę ten mój angielski do przodu, nie?

gdziekolwiek byśmy domu nie wynajeli - kur nie będzie. to nielegalne. "no poultry in liveable area". i tyle w tym temacie. nooo - chyba, ze się wyniesiemy całkiem na countryside. ale nie zanosi się. a kij im w oko.

dzieci mam kwitnące. Chudy skończył - ku swojemu żalowi - pracę w Petmanii. ale za to ma ferie i jakieś tajemne plany. i znowu wyrósł z butów!

córki rosną, rozrabiają i maja niespożyte zasoby energii. nie to, co ja. idę więc sie regenerować. zwłaszcza, że coś się stało z 1 godziną mojego snu. zieeew!




*** Borsuk. dotychczas znany na blogu jako MM :D
czwartek, 25 marca 2010
ważne, przejmujące Święta.
Pesach, Pascha, a może Wielkanoc?

zróbcie sobie przerwę w tym, co robicie i obejrzyjcie ten film /ok.40min/
nieważna scenografia i kunszt aktorski. ważne jest przesłanie.


a kto obejrzy, niech da znać pod spodem :)




środa, 24 marca 2010
półtoraroczna Rutka na widok ślimaka wypełzującego z muszli i "gwałtownie" ruszającego czułkami i "pędzącego" w jej kierunku:
- BOI! BOI! mamoooo!
i bęc! ślimakiem na ziemię.
/ślimak w plastikowym pojemniczku po pieczerkach czy jogurcie/

półtoraroczna Ariel na widok takiego samego żwawego ślimaka -
muszelka w garść, paluszek na sztorc i "wyłaź!", kciuk energicznie do ślimaczego domku i "choć do mnie!" a potem zadziwiona kontempluje kleistą śluzowatość na łapkach.....

ależ one są inne :)

Ruth - wrażliwiec, istota emocjonalna i humorzasta. trochę histeryk a trochę jęczydło. woda w wannie zazwyczaj jest za ciepła, a zupa za gorąca /Ariel w tym czasie doświadcza tego samego/. przejmuje się wszystkim i przeżywa każde wydarzenie. "ojej, mamusiu! wujek zapomniał kurtki! zimno mu będzie!" i rozpacz i smutek i zmartwienie. łatwo sie zniechęca i wścieka. reaguje "nie da się!" i nerw, złość, płacz. przejmuje się nami i naszymi emocjami - "cicho, bo tata śpi" "nie smuć się" "dobry humorek masz?"

Ariel - mały kombinator i psotnik. zdemolowała łóżeczko - poobrywała w nim zasłonki, obluzowała szczebelki; jest o krok od wyjścia/wypadnięcia z niego /tego samego łóżeczka używała Ruti/. ciągle nie wierzy, ze gorące jest gorące i po raz kolejny musi się sama o tym przekonać. uparta i sprytna - jak ma jakiś plan /będę zmywać z mamą!/, to go będzie realizować /zabrała matka ławkę? to sobie przyciągnę krzesło do zlewu!/. kiedy spadnie z sofy, przybiegnie do mnie ze zmartwioną miną pokazując na bolące miejsce - bach! i muszę pocałować i już jest dobrze /Ruti prawie się uderzy albo za mocno czegoś dotknie/oprze się/klęknie - i ryczy okropnie bez zapowiedzi/. zmęczona Ariel trze czerwone oczy, łazi uparcie aż wreszcie padnie niespodziewanie /zmęczona Ruti histeryzuje i płacze/.

zdaję sobie sprawę z różnicy wieku i etapu rozwojowego. w tym wieku 18 miesięcy to jak dekada! ale już teraz widać, ze są zupełnie inne. nawet moja Mama to potwierdziła.
Ruth być może fizycznie jest do mnie podobna. ale charakterek choleryka, empatię i humorki ma po kim?
Ariel wprawdzie nosek i oczka ma po Tatusiu, ale ciekawskie oczka, sprytne paluszki i 'kombinatorkowanie' po kim?

ależ ja ich kocham! tych dużych chłopaków i te małe dziewczynki

niedziela, 21 marca 2010
wcale nie popadliśmy w czarną dziurę depresji z powodu rozlicznych opresji ;) typu przymus przeprowadzki czy włam do samochodu.
po prostu parę ostatnich wieczorów blox.pl robił, co chciał, a chciał nie robić nic. więc się nie dało pisać O_o

moze to i lepiej, bo dzieje się coś nieustannie.
landlord wpadł ze swoim auctioneer'em celem wyceny /oraz wypowiedzeniem, referencjami i pismem, że zerwanie umowy nastąpiło z jego strony. miło/.
wymiana folii na szybę, a ze nasz mechanik urzęduje w Tramore - spacer nadmorski przy okazji.
jazdy próbne! do tego tematu zaraz wrócimy ;)
KidZone obowiązkowo - jak co piątek.
truskawkowe sadzonki trzeba było wreszcie wsadzić. co z tego, ze się przeprowadzamy. ja swój "ogród" planuję w wersji 'take away' - czyli doniczkowo-skrzynkowy. jeszcze prymulki muszę przesadzić. i jeszcze maluchy z rozsadnika. reszta musi poczekać.

powoli szukamy domu. zgodnie z prawem - mamy 84 dni wypowiedzenia - czyli do końca maja.ale chcielibyśmy zostać na Viewmount tylko do końca kwietnia. myślimy o Dunmore East - ale nie ma tam zbyt wielu domów, które by nam odpowiadały. ech, chyba się wybredni zrobiliśmy ;)

za to w Waterford jest w czym wybierać. w naszej okolicy domów z 4 sypialniami w przystępnej cenie jest naprawdę dużo. no i wybrzydzamy - ergonomiczna  kuchnia, kominek musi być prawdziwy, drugie WC na dole, zgoda na psa i kury, nie za dużo cienia i niezbyt głęboko w osiedle...
więc wertujemy daft.ie. coś odpowiedniego na pewno się znajdzie.

ale zanim się przeprowadzimy - MM musi sfinalizować sprawę samochodu. w końcu, po długim, ciężkim i uporczywym tentegowaniu w głowie - padło na C5. hurrra! odbiór od dealera w połowie tygodnia i potem papierkologia i urzędologia. /tak na marginesie - w związku z przeprowadzką będziemy musieli powiadomić przynajmniej 16 instytucji o zmianie adresu, a MM musi wymienić prawo jazdy i licencje na nowe. hm!/ mam nadzieję, że będzie mu wiernie służył :) bo sterany Seat nie dośc, że ledwie zipie, to coś go ostatnio złe przygody spotykają ;)

no i w tym całym zamieszaniu zapomniałam powiedzieć, że Igor ma teraz 'work experience' i pracuje w Petmanii :) mówi, że superowo jest! chomiki są głupie i jeden go ugryzł, ryżowiec zwiał z klatki i ganiał go z godzinę, najagresywniejszym zwierzakiem w sklepie jest królik, a węże są takie fajne w dotyku! świetny pomysł w tymi praktykami, tylko trochę ich mało... Igor chciał jeszcze u weterynarza popracować - albowiem planuje studia weterynaryjne. może w Irlandii, chętniej w Polsce ale może i w Germanii? heh, ale mam światowego syna :D

pochwalę się jeszcze.
marzył mi się zakup wózka Joovy Caboose - świetny pomysł, kiedy starszak juz dużo chodzi i nie ma sensu brać wózka podwójnego. przymierzałam się i planowałam i nawet MM go zaczął w budżecie uwzględniać. no, ale nie byłabym sobą...

niemłody, ale w dobrym stanie Graco za 10e z charity shopu + deseczka + 2 ekaspandery /tutaj jeszcze "tertytki"/  :) Rutka zachwycona. ja  myślałam o pozycji siedzącej - miało być miękkie obszycie i paski dla bezpieczeństwa - ale ona po pierwszej przymiarce ogłosiła, że chce stać. bo więcej widzi i moze "gadać" z Ariel :) a pod spodem mamy jeszcze ogromny koszyk na wszystko :) ależ jestem z siebie dumna :D


no i jeszcze jedno.
popadłam w taką obsesję, że szydełko, słupki, wzory i nitki śnią mi się w nocy. dziergam, kiedy tylko mogę. siedząc na wc niewygodnie, po prysznicem mokro, ale za to między jednym naleśnikiem a drugim - w sam raz! na razie nie mam się czym pochwalić. to wszystko "szkółka". drobne wprawki ;)

 
1 , 2 , 3