pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 31 marca 2008
niech ktoś powie Rutce, że już wygrała ten konkurs. mi chyba nie wierzy...

górne trójki już są. dolne bielą się pod dziąsłami i lada chwila się przebiją. a wszystko w to w towarzystwie gorączki, marudzenia, braku apetytu, kataru i ogólej postawy "sama nie wiem czego chce, więc popłaczę sobie".

Ruth przegoniła samą siebie - 14 miesięcy i 16 zębów. należy się jej złoty medal. a mnie należy się przynajmniej parę.... ratunku...

piątek, 28 marca 2008
otóż to!
ALE PASZTET! :D

wzieło mnie ostatnio na pieczenie pasztetów. ale nie byłabym sobą gdyby owe pasztety nie były - 1-głównie sojowe :) 2- zawsze inne i improwizowane :)

bazą jest zawsze ziarno soi - ugotowane i zmielone. a wraz z nim można zmielić - 3 samotne ziemniaki pozostałe z obiadu, albo tę resztkę ryżu z wczoraj, lub jakieś smętne resztki kurczaka z rosołu, albo selera i pietruszkę z zupy, których i tak nikt nie lubi. obowiazkowo przez maszynkę przechodzi spora cebula i parę ząbków czosnku. jeśli trzeba - całość mielimy dwa razy. potem ze dwa jaja. przypraw jakie kto ma i lubi - czy gotowe mieszanki czy indywidualne kompozycje. zawsze warto spróbować zapomnianych nieco smaków i zapachów - cząber, rozmaryn, estragon, tymianek. może gałka muszkatałowa? mieszać i próbować :) dosypać bułki tartej do odpowiedzniej gęstości, i już można piec /w dokładnie natłuszczonej i wysypanej bułką foremce/. chociaż mnie dziś podkusiło i wrzuciłam jeszcze garść ziaren słonecznika i trochę orzechów włoskich :) jakieś 1,5 godziny w 150-180 stopniach i jest rewelacja :)
do tego ciasto chlebowe właśnie rośnie. jutro na śniadanie - domowy chlebek, domowy pasztet, majonez i liść sałaty. normalnie - nie mogę się doczekać :)

dobranoc :)

czwartek, 27 marca 2008
miasto Waterford ma niezwykła możliwość zarobienia 100 milionów euro!
tak piszą w Munster Express.

a skąd taka gratka?

pewien mocno bogaty /i jak widać arogancki/ KTOŚ chce kupić People's Park. to największy i właściwie jedyny kawałek publicznej zieleni w mieście.
TU piszą o nim na stronach Waterford City. i ten cholerny KTOŚ zamierza tam postawić swoją rezydencję. ot, taki kaprys bogacza...

w naszej najbliższej okolicy /i zaczynam podejrzewać, że dotyczy to całej Irlandii, a nawet całych Wysp/, nie ma "ziemi niczyjej". nie można - jak w Polsce - zatrzymać się na poboczu i pójść do lasu. nie ma - jak w mojej rodzinnej małopolsce - ugorów, skałek, wąwozów, po których można się pałętać spacerowo-piknikowo. znane mi tego rodzaju miejsca są ogrodzone. albo tak otoczone prywatnymi posesjami, że nie da się tam dojść. placy zabaw jest mało i często są przy samej drodze, oddzielone murkiem, bez drzew czy krzewów. w ramach walki z Travellersami znika każdy wyglądający na niczyj, metr terenu, na którym możnaby postawić przyczepę kempingową. na bliskie wędrówki z małym dzieckiem, można się wybrać na osiedle - żeby podziwiać szeregi podobnych domków i samochody na podjazdach. na osiedlu nie ma nic - nic! poza prywatnymi domami z ich żywopłotami i garażami. a żeby dojść gdziekolwiek - trzeba iść wzdłuż ruchliwej drogi, rynną składającą się z ulicy i chodnika - a po obu stronach towarzyszy nam wysoki kamienny mur /taka idea budowania oddzielonych osiedli, bez przejścia między nimi, ze ślepymi drogami i otoczonych murami. coś na kształt worka - każdy worek ma tylko jedno wyjście - na główną drogę/. tutaj nie ma "dróg na skróty", ścieżek "na skos", zarośniętych zakamarków. a jeśli są - to służą za składowiska śmieci :(

jeśli dojdzie do sprzedaży People's Parku, to znaczy, że tutejsi politycy są jeszcze głupsi od polskich. to znaczy, że wszystko jest na sprzedaż. to znaczy, że prawdą jest coraz większa arogancja irlandzkich bogaczy.
niektórzy radni nie zgadzają się na ten ruch - więc jest szansa, że jednak ocaleje jedyny sensowny plac zabaw w mieście...

niech no tylko Rutka wstanie - pędzimy na huśtawki, dopóki jeszcze są :(
najpierw, kiedy byłam z Ruth na spacerze, posprzątał cały dół - zabawki, kubeczki, gazety, jakaś garderoba. powycierał słół i blat i stolik kawowy. dokładnie pozamiatał podłogi i nawet potraktował mopem!
a kiedy nasz Marudniak Zaglucony nie pozwalał mi zrobić obiadu, bawił się z nią i bawił. a kiedy Zrzędliwiec Zaśliniony był niemożliwie już niemożliwy, wymyślił jej taką zabawę:

i jeździł w kółko - living room, kuchnia, jadalnia - chyba przez pół godziny.
Starszy Brat - to jest to!! :)

środa, 26 marca 2008
dopiero co Igor zaniechał nieudanych /na szczęście!/, prób wyplucia sobie płuc, a u Rutki zaczeło się trzecie uderzenie trójek. zielony kisiel z nosa, rafineria w oczach, ślinotok, brak apetytu i marudzenie. marudzenie we dnie i w nocy. trwa to już ze trzy dni. a dzisiaj w nocy MM uatrakcyjnił nasze łóżkow przeżycia dreszczami jak trzęsienie ziemi i takim szczękaniem zębami, ze zaczełam tęsknić do jego chrapania....
katastrofa - chory chłop w domu!

ciężarną opiekunkę tego towarzystwa boli głowa z niewyspania :(

a z błękitnego i słonecznie rozświetlonego nieba, co jakiś czas niespodziewanie leci grad...

lepiej nie wchodzić mi w drogę. gryzę i pluję jadem. mogę nawet zamordować - samym tylko spojrzeniem!
 
1 , 2 , 3 , 4