pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 22 grudnia 2012

koniec swiata minął niepostrzezenie.

stalo sie jednak tak, jak sama sobie wieszczylam rok temu - jakis koniec jakiegos swiata nastapil. z ciekawoscia wygladam, co bedzie dalej.

na razie Borsuk i Eli kaszla w duecie. najgorsza mozliwa kombinacja.

mlodziez szkolna ma ferie. planujemy rozmaite atrakcje, ale niech wyzdrowieje ci, co choruja...

mgla za oknem.

pies na nią szczeka. albo na to, co sie w tej mgle czai...

wtorek, 18 grudnia 2012

myslalam sobie, ze sie troche ponapawam swiateczna atmosfera i pogrzeje w krismasowym ciepelku. no i nawpycham zacnych ciast, ciasteczek i przekasek! wiec namowilam rodzine na wybranie sie do Amiszewa na Christmas Carol. no i w sumie bylo milo, wszyscy udawali, ze sie ciesza na nasz widok, zagadywali, jak sie mamy, dzieki kosmosowi, ze sa dzieci i zawsze o nich mozna pogadac. ale sprawa sie rypla i poszlo o PRAWDE, o RACJE, o to, ze czyjas jest bardziej mojsza niz twojsza i ze to bledna interpretacja i niewlasciwie rozumienie. dafuk! nozesz w morde!

racje mial ten nieglupi nauczyciel z swietej ksiegi chrzescijan. szukajcie prawdy, a prawda was wyzwoli. szukalam, szukalam i sie wyzwolilam. religie to jedno wielkie G. kazda jedna. wiara, z calym bagazem interpretacji, wytlumaczen, rytualow, slangu, struktur i cholera wie jeszcze czego, to narzedzie, trzymajace ludzi na smyczy.

utracilam wiare. bezsensowne stwierdzenie. jakby powiedziec- utracilam raka. wyzwolilam sie. uwolnilam. wyzdrowialam. porzucilam skorupe. zerwalam peta. szukalam prawdy, kopalam coraz glebiej, drazylam coraz uparciej i doszlam do wniosku, ze to pyl, kurz i smieci.

pozostaje na etapie agnostycyzmu. mam nikla nadzieje ze COS istnieje.

mam sie swietnie. FAN_TAS_TYCZ_NIE! witaj, wolnosci :)

 

a dzis bylismy ogladac samochod dla mnie. niedrogi a zacny. wolnosc ma wiele twarzy :)

a to piosenka dla mnie, dla Borsuka i dla Was wszystkich :)

niedziela, 16 grudnia 2012

ha. dosc dlugo tym razem udawalo mi sie uniknąc wizyty tej ciotki, co to jej nikt nie lubi, a jednak cyklicznie sie pojawia. w sumie - ponad dwa lata! ale jak franca sie zjawila, to przewalila sie przeze mnie czołgiem, w ramach prezentu fundując mi bóle krzyżowe jakich nie doświadczyłam przy żadnym porodzie. paracetamol, termofor i fotel. wracam do życia.

ale takie rozłozenie na łopatki zawsze troche gnębi psychike, do tego tragedia w Connecticut powoduje, że boje się świata i ludzi. co się dzieje, dokad to wszystko zmierza, jakimiż bestiami jesteśmy /my=ludzie/, jaki świat zostawimy naszym dzieciom?? aż mnie dusza boli, jęczy i żałuje, że ściągnełam na świat dzieci... :(

a z moimi dziewczynami robimy lampiony*. w ramach nadchodzacych świat ;) nie, nie o tych świętach myśle. chociaż poniekąd o tych. ech. po prostu - jedynym faktem dotyczącym końca grudnia, jest to, ze mamy najkrótszy dzień roku i zaraz potem słońce zaczyna świecic coraz dłużej. to stąd "swieta bozego najedzenia" sie wziely. a ja mam coraz bardziej na bakier z chrześcijaństwem. więc my robimy kolorowe światełka na rozświetlenie mroków i czekamy na Słońce :) trąci pogaństwem, czyż nie? ;)

 

* lampion - słoik oklejony bibułką i zawieszka ze sznureczka :)

środa, 12 grudnia 2012

jakos utknelam ostatnio kulinarnie.

nie mam weny, nie mam pomysłów, mam ciagle wrażenie, ze nie ma co jeść, ze nie ma z czego przygotować posiłków. jakoś chaotycznie się w kuchni poruszam, bezsensowne zestawienia robie albo nieprzemyslane ilosci albo nic nie robie.

swoje robi nieustanny proces zmiany diety. juz nawet organicznego miesa nie jadamy, nie nazwalabym nas wegetarianami, ale mieso wszelakie poszlo precz. żywnosc zbyt przetworzona poszła precz. wszystko nadmiernie skażone konserwantami, ulepszaczami czy inna podejrzana chemia poszlo precz. słodyczy nigdy nie było, więc nie poszły precz. mleko i przetwory poszly precz. masło zostalo. i jajka. ale coraz mniej owocow i warzyw z innej strefy czasowej i klimatycznej. coraz mniej produktow roślinnych z półek sklepowych. szukam lokalnie, szukam organicznie, szukam niedrogo. więc nie jest łatwo. zwłaszcza, ze fundusze ograniczone.

do tego szkoła i nowe obyczaje nie ułatwiaja. drugie śniadania skladają się nieustannie z chleba z miodem /chleb jak sklepowy to możliwie najbardziej razowy/ oraz owoców. inne rzeczy wracaja. eksperymentuje z rozmaitymi wypiekami, ale efekty mam niezadowalające. bo chciałabym nie na słodko. a jak już na słodko - to z gorzka czekolada i otrębami. /btw - dojrzewam do małej afery w szkole. już któryś raz zwrócono uwage moim dzieciom, że czekolada jest be /gorzka, 65-80% czekolady w czekoladzie!/, kiedy tymczasem dzieciaki obok zajadają słodkie do obrzydliwości jogurciki i inne kolorowe, pseudozdrowe śmieci/. więc pieke pizzetki, cebularze, paszteciki, nadziewam jajkami, albo tuńczykiem, albo pieczarkami, posypuje serem, albo grubą solą, albo ziołami. i najbardziej cieszą się chłopaki.

i do tego pory posiłków się porozjeżdżały, rytm dnia każdy ma inny, Borsuk śpi, kiedy dziewczyny jedzą późny lunch, Igor wraca i chce póżny obiad, przed snem dziewczyny jedzą chyba kolację a Borsuk, wstawszy o 20 zastanawia się - co by tu na śniadanie. Eli bierze udział w każdym mozliwym posiłku, nawet jak nie zje, zawsze można się upaprać i pobawić jedzeniem, czyż nie? a pies czatuje pod stołem z włączoną funkcją odkurzania.

własnie. pies. coś nie chce jeść od paru dni. i osowiała jakaś taka. nie podoba mi się to...

na jutro zrobie marchewkowe muffiny. przemyce gorzka czekolade. i oczywiście - zero lukru czy innego icingu!

wtorek, 11 grudnia 2012

przy okazji bycia w miescie wybralam sie na spotkanie Parents&Toddlers w miejskiej bibliotece. a jako ze odkurzylam aparat i ze wstydem zauwazylam, ze Eli ma niezbyt wiele dobrych zdjęc, cykałam mu ukradkiem rozmaite fotki. i nagle podeszla jedna z bibliotecznych pan i wyluszczyla, ze nie powinnam robic tutaj zdjec i moze inni nie chca byc na tych zdjeciach i powinnam sie spytac, bo jesli bede gdzies udostepniac te zdjecia, to moze oni sobie nie zycza. o. zbaranialam z lekka i odpowiedzialam, ze ja sie skupiam tylko na moim dziecku i jego twarzy, wiec inni sa slabo widoczni a moze nawet wcale. o.

i tak sobie mysle, czy to aby nie jest jakas paranoja. i proces myslowy doprowadzil mnie do konkluzji, ze w ramach ochrony dobr osobistych, jakim niewatpliwie jest twarz, i w ramach samostanowienia i wolnosci, wszyscy celebryci i antycelebryci, ludzie wazni i niewazni, brzydcy, ladni czy roznie popularni powinni ubierac sie jak niektore muzulmanskie kobiety. no co! multi-kulti i przenikanie sie swiatow. dlaczego tylko "oni" maja sie uczyc od nas?

i wiecie co? podoba mi sie ten pomysl. kto wie, dlaczego? :)

 
1 , 2