pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 31 grudnia 2011

mialy byc zniwa, mialo byc jakies 1500e do przodu. bo swieta, bo imprezy, bo nowy rok. padlo sprzeglo, szybko i cudem je naprawiono, ale padl jakis maly wichajster. mechanik go naprawil, padl znowu, naprawil, skleil, zesrubowal - padl wlasnie przed chwila. to nie wina mechanika - robil co mogl, a czesc zamowiona u dealera i tak dojedzie dopiero 2stycznia.

niespodziewanie spedzimy Sylwestra razem.

mamy butelke wina i troche dobrego jedzenia. Igor baluje z kolegami, dzieci zaraz ida spac.

zamiast +1500 jest -500.

2012 nie moze byc gorszy, naprawde :(

piątek, 30 grudnia 2011

właśnie to odkryłam.

oglądacze Doktora House wiedzą, o czym mówię.

sezon 4, odcinek 14  "Living the Dream"

nie robię tego, co naprawdę chcę. robię to co muszę, co powinnam, co wydaje mi sie, że powinno być zrobione. robię to, czego inni po mnie oczekują i co wydaje mi się, że oczekują. robię te rzeczy, ktore mają uszczęśliwić innych albo im sprawić przyjemnosć. nie robię tego co chcę. nie mówię o jakichś rujnujących rodzinę pomysłach /rzucę wszystko i pojadę motocyklem nad Bajkał - takie moje jedno stare i niemądre marzenie/, mówię o drobiazgach większych i mniejszych. przymus robienia tego co muszę tak mnie zgnębił i spętał, że nie został nawet kawałeczek na to co chcę. a jeśli już zdarzy się tak, ze zrobię to co chcę /serial wieczorem, zamiast zmywania po kolacji/, męczą mnie wyrzuty sumienia i frustracja. to jest powodem moich problemów w małżeństwie i to jest /najprawdopodobniej/, powodem moich depresji. obwiniam Borsuka o to, że moje/nasze życie wyglada jak wygląda, że jestem jaka jestem. bo nie robię tego, co Kasia chciałaby najbardziej dla Kasi! nie jestem asertywna! nie mam tej niezbędnej szczypty zdrowego egoizmu! a najgorsze jest to, ze - po pierwsze - nie wiem już sama co ja bym mogła chcieć, co ja chcę dla samej siebie, po drugie - nie umiem się uwolnić od poczucia winy, obowiązku i presji, że muszę.

nie dbam o siebie, nie kocham siebie - jak więc mam dbać i kochać innych?

czy to też mieści się do szufladki DDA?

co zrobić, jak się uwolnić, jak się 'dopieścić' i o siebie zadbać?

nie chcę być zmierzłą, upierdliwa Ksantypa, nie chce byc skwaszona, nieszczesliwa, zgorzkniala. nie chce, zeby moje dzieci to widzialy i stwaly sie podobne do mnie.

jak to sie stalo? dlaczego stalam sie wlasnie taka? czy to bylo zapisane gdzies w genach i wylazlo w sprzyjajacych okolicznosciach? etos meczennicy, "MatkiPolki". brak wiary w siebie i poczucia wlasnej wartosci, opcja "nie warto dla mnie" i "nie zasluguje"

gdzie ta dziewczyna z motocyklem, wesola, otwarta, pelna wiary, szalonych pomyslow, energiczna, spontaniczna, zakochana...

szlag! cholera jasna z tym zyciem...

ps: w oczekiwaniu na czesc z PL /przypominam - nagrzewnica, czy jak sie tam tlumaczy 'heatting box'/, padlo sprzęgło, naprawione, padlo znowu tylko cos trochę innego. Eli ma katar, Rutce postawilam banki a Borsuk steka. o niego martwie sie najbardziej - bo astma + przeziebienie = klopoty.

pps: święta BN byly i sie skonczyly, Hanukkah tez minela. mam nadzieje, ze milo spędziliście ten czas. przed nami jeszcze tylko Sylwester i zakonczenie 2011 roku. nie byl to dobry rok dla mnie - narodziny Eliasza lekko rozświetlają te 12 miesięcy... poronienie, ciezka ciąża, anemia, popsute biodra, baby blues...

ppps: oby 2012 byl lepszy - czego Wam i nam życzę. i łudzę sie, ze to jednak nie ten ostatni ;)

pppps: Wilson jest wziętym lekarzem i jednak jest sympatyczniejszy ode mnie.

czwartek, 22 grudnia 2011

dziwnie tak.

to chyba przyzwyczajenie. z jednej strony - klopoty sie pietrza jedne za drugimi, ale jakos spokojnie do nich podchodzimy. bo coz innego mozna? z drugiej - ciagle jakies tam male swiatelko w tunelu, ktore daje nadzieje i motywuje, zeby jednak do przodu.

 

dzieciaki dobrze i coraz lepiej. Eli przestal juz tak straszliwie kaszlec i zaczal znowu jesc, a przynajmniej ssac - po jego chorobowym braku apetytu chwilowo podaz nie nadaza za popytem. wazy 6,6 kg i plasuje sie w scislej czolowce jak na swoj wiek - czyli jest dobrze. niedobre jest, ze cholerny antybiotyk powoduje bole brzuszka i biegunke. dzis w nocy ostatnia dawka i koniec! oby na jak najdluzej! starszaki moge leczyc bankami i syropem z cebuli, jednak z takim maluchem balam sie ryzykowac.

 

wszyscy choruja, wiec i Cytryna ma klopoty. w pewnym sensie - ma goraczke. cos tam jej padlo, w okolicy grzania/chlodzenia i produkuje max ciepelka do srodka, a i silnik nie chlodzi jak nalezy. serwis wycenil czesc i robocizne na jakies 1700e. ale nowa czesc i autoryzowana obsluga i gwarancja! uzywana czesc mozna sciagnac z PL, co wraz z usluga zaprzyjaznionego, dobrego mechanika moze kosztowac tylko jakies 800e. ale uzywana czesc to kot w worku. co byscie wybrali? szlag!

 

karmie, wiec cierpie. na zadne happy pils nie moge liczyc, wiec staram sie, jak moge. dobrze by bylo, jakby i Borsuk mi pomogl, ale on ma swoje na glowie. staram sie - czyli co? jakie sa domowe sposoby walki z zimowa deprecha?

 

wczoraj byly latkes ;) czy placki ziemniaczane. dzis zrobilam babke na oleju. jutro frytki, duzo frytek /przwdziwe, z ziemniakow, nie z woreczka/, w piatek sufganiyah :) czyli paczki /debiut!/. co jeszcze mozna zrobic, zeby bylo "olejowe"?

 

paczka przyszla z PL. pelna dobr, ktore sama pozamawialam. na przyklad - sniegowce dla dziewczyn - bo zima latos sroga miala byc :D jak na razie sluza za kapcie, panny chodza w nich w domu i sie delektuja.

br   bf 

kapcie :) w sam raz do naszego "cieplego-po-irlandzku" domu

 

Igo stekal, frustrowal sie, zalamywal lub sie "zawziewal" /od 'zawziac sie'/, na matematyke, az postanowil, ze daje sobie spokoj z higher level. pewnie, ze dobrze by bylo miec mature z zaawansowanej matematyki. pewnie tak. ale on i tak ze wszystkich przedmiotow jest na zaawansowanych kursach, wiec i tak jest z niego naprawde dobry uczen. przez chwile myslal o jakims IT kierunku, ale wizja kolejnych lat z calkami, macierzami, funkcjami i rozniczkami itp skutecznie go ostudzila. a! bo aktualnie pomysl 'au-pair w Germanii' zostal zarzucony. aktualnie idzie na WIT, jakis kierunek biol-chem, moze farmacja? ech, mlodosci, ty nad poziomy wzlatuj :)

 

misz-masz wyszedl, jak zwykle, kiedy postanawiam sobie nadrobic zaleglosci. a propos zaleglosci - zalegamy u landlorda. choroba Cytryny nie pomaga. szlag! a ponoc i tak nie mamy sie najgorzej, niektorych kryzys powalil calkowicie. ech. kiedy bedzie lepiej?! aaaa, lepiej to juz BYLO.

i tym pesymistycznym akcentem...

ale jakos bedzie, nie? bo cos byc musi do cholery za zakretem

wtorek, 20 grudnia 2011
niedziela, 18 grudnia 2011

DZIEWCZYNY SKONCZYLY ANTYBIOTYK STOP

ELIASZ ZACZAL ANTYBIOTYK STOP

ZIMNO W DOMU STOP PALIMY STOP MARZNIEMY STOP KIEDY STOP STOP

 

ZRZEDZE FRUSTRUJE SIE POPADAM STOP PARANOJA CZY DEPRESJA STOP NIECH TO WSZYSTKO SZLAG STOP

 
1 , 2