pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 31 grudnia 2010
no u nas zabawa na całego.
mamy fajerwerki kichnięć i katarów /dziewczyny/. eksplozje i wybuchy kaszlu /Borsuk/. Igorowi w głowie tylko jego migdały, czerwone a nie niebieskie. atmosfera gorąca - w porywach do 39'C.
oczywiście - ja jestem zdrowa, ha. ha. ha.

mamy Cole, Calpol, popkorn i zapas husteczek higienicznych.
będzie wesoło :D

no to na razie. bawcie się dobrze.

poniedziałek, 27 grudnia 2010
aaa - z indorem?

nadziany całą masą duszonych pieczarek /plus cebulka, bułka tarta, jajka i przyprawy/, nasmarowany masłem z szałwią, opatulony w folię aluminiową spędził w piekarniku jakieś 6 godzin.
wyszedł bardzo smakowity. bardzo-bardzo.
ale to nie był najlepszy pomysł.
teraz mam cała masę pieczonego drobiu i trzeba ją zjeść!
w sumie - rozsądniej byłoby zrobić pieczeń czy kotlety z piersi, upiec udka, kadłub i skrzydełka przeznaczyć na zupę - i cieszyć się indorem dłużej a w mniejszych porcjach.
więc moje pieczenie indyka było interesującym doświadczeniem, które nieprędko powtórzę. o! jakby jakiś dziki tabun gości na przykład - to ma sens. ale tak to nie ;)

poza tym ostatni łikend był bardzo miły towarzysko. piątkowa impreza w domu Millerów /amiszowo-mennonicka impreza!/, sobotnie oglądanie Kevina /tradycja, nie?/, niedzielny fellowship meal /świąteczne potrawy z większego kawałka świata/. dziś miał być dzień wewnętrzny, ale ze względu na parę wizty przełożyłam go na kiedy indziej.
i tak o.

znowu mieszkamy w prawdziwej Irlandii. leje, wieje, mży i sine chmury. tjaaa. wolę mróz i słońce. może być i srogi mróz, ale SŁOŃCE!

aha.
no przecież.
najważniejsze :)
F6
!
czwartek, 23 grudnia 2010
najmniejsza - dostałam od operatora nowy telefon. Nokia E5. oswajam. badam. uczę się. nie kumam. wściekam. i tęsknię do starego, oswojonego SorryEricssona. ale wieś ma swoje prawa. Nokia ma lepszy zasięg. a Borsuk mi wybrał ten. bo jakbym sama wybierala, to bym pewnie chciała ten...

następna - przywiozłyśmy sobie z PL wszystkie 4 księgi przygód Koziołka Matolka. dziewczyny uwielbiają dobre, równe, częstochowskie rymy. a ja nie mogę się nadziwić - jakie toto durne... może to i klasyka, no i autor zacny - ale głuuuupie, że strach!

największa - na sobotni lunch /szabatowy, świąteczny/ zamierzam upiec indyka. to nasz, wspólnotowy /hodowany specjalnie na specjalne okazje, nie załapałam się na indykobicie, przypadało po 2 na rodzinę - na Dzień Dziękczynienia i Święta/. no i wszystko pięknie, naczytałam się przepisów, kupiłam co trzeba, ale i tak czuję się nieco onieśmielona... TEN POTWÓR MA 8 KILO!!!

ale, mimo konsternacji - jest super. wiecie, że jakoś zimowa depresja się mnie nie ima? dzięki Bogu! :)
wtorek, 21 grudnia 2010
jakby ktoś się pytał co slychać - to szczękanie zębami. oraz trzaskający mróz.
jak na Irlandię - oczywiście.
słupek rtęci w dzień pokazuje zero - ale słowo daję, że to jest MINUS ZERO. a nocy natomiast bywa -4 albo i lepiej. wszechobecna, nadmorska wilgoć potęguje poczucie chłodu, oraz szroni i bieli wszystko uroczo.
pięknie jest, chociaż chłodno.
tubylcze cienkościenne domy walnie przyczyniają się od efektu cieplarnianego. oraz do pokrzepiających rząd wpływów z akcyz na paliwa wszelakie.
w jadalni i kuchni mamy praktyczne 16 stopni, w livingroomie pewnie z 18 w porywach do 20 /koza!/, a o reszcie domu nawet nie wspomnę.
więc żyjemy w tej cieplejszej części, wieczorem włączamy grzejniki elektryczne /aktualnie podstawowe ogrzewanie tej chałupy/, a do łózek pakujemy termofory. iście po wyspiarsku.
w sumie nie jest jakoś strasznie, a nawet ponoć zdrowo i wszyscy się hartujemy i zdążyłam się nawet ucieszyć - ale coś mi się wydaje, że wykluwają sie się jakieś dwie anginy. ale to kwestia wirusów a nie chłodnego domu - prawda?

posiadanie kominka czy też "kozy" dostarcza nam nowych, niezwykłych doświadczeń. jak rozpalać, żeby szybko i skutecznie, częstotliwość opróżniania popielnika, sterowanie dopływem powietrza a temperatura i czas spalania. i uczy nas - że kominek i komputer w jednym pomieszczeniu nie są dobrym pomysłem. 'koza' ma to w nosie, ale komp chłonie pył i kurz i popiół i obawiamy się, że dostanie POCHP. półki z książkami też przykrywa szary pył. tjaaa... już się psychicznie przygotowuje do wiosennych porządków ;)

kto chciał podgląd produkcji "gołabków" cebulowych?
prosze:


"patroszenie" przed obgotowaniem


faszerowanie


teraz zalać sosem i seans w piekarniku :)
piątek, 17 grudnia 2010
czuję się wolna.
powoli, od paru lat, nieuchronnie - COŚ się zmieniało.
teraz osiągneło apogeum.
jestem wolna!
nie -muszę, nie -powinnam, nie -wypada!!

jesteśmy wolni!  od "christmas", od "bożego narodzenia", od tradycji, pogaństwa, prezentów, presji, zmęczenia, szaleństwa, komercji i materializmu.
nie ma choinki, ani tego tłustego, czerwonego oszusta. dzieci nie oczekują na kolorowe paczki. ja nie biegam z obłędem w oczach. Borsuk nie dostaje zawału na widok stanu konta.
jest normalnie.
oraz - INACZEJ.
całkiem inaczej.
:)

Szabat Szalom!
 
1 , 2