pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 31 grudnia 2007
- celem małej świątecznej relacji. bo to już tydzień mija, a ja nic...
ale ciągle ledwie żyję :( śpię i słaniam się. ciśnienie krwi mam takie mizerne, że aż strach. a kawa nie wchodzi w rachubę. ratunku! ja chce żyć i brykać i kręcić się!


niedziela, 30 grudnia 2007
... dotyczy ona porannych mdłości. w moim przypadku - baby zdrowej jak rzepa, nierzygającej, niestękającej, niepoddawającej się drobnym fizycznym dolegliwościom - mdłości poranne przeciągające się w całodzienne - były prawdziwym utrapieniem. próbowałam nikomu nic nie mówić i jakoś dzielnie to przetrwać - ale wyraz mojej twarzy był na tyle wstrząsający, że musiałam się tłumaczyć, skąd on. gorzką herbatę i miętę pijam normalnie, więc nie były jakimś cudnym lekarstwem. w homeopatię nie wierzę, więcej sposobów nie pamiętam.

z Rutką w brzuchu też mi trochę dokuczały, mniej, ale jednak. a jak było z Igorem? 15 lat temu!? no i przypomniałam sobie, domyśliłam się!
będąc młodą personą miałam jazdę na zdrowe odżywianie, byłam radykalną wegetarianką, ciemny chleb, owoce i warzywa, samodzielnie robione smakowite wynalazki - zero mięsa, zero serów żółtych, żadnego mleka /do dziś nie cierpię/, minimum masła, twarogu, śladowe ilości jajek w naleśnikach na przykład. i wbrew prognozom ciotek, babek i przemądrzałych lekarzy mam zdrowego i mądrego syna, że HOHO!

ale ja nie o tym chciałam.
wspomniawszy na dawne dzieje - zastosowałam radykalną metodę - dużo jabłek, chleb z masłem i kiszonym ogórem, pomidorem czy rzodkiewką, brokuły i kalafior na parze. i jest rewelacyjnie! i tą drogą trzeba iść! zaraz zrobię jakiś pasztet z soi, pastę z soczewicy, kotlety z jęczmienia i sos drożdżowy :) żegnaj zmierzła mino :)

sobota, 29 grudnia 2007
HA!

wędruje na czworaka do połowy planowanego dystansu
potem nagle sama z siebie wstaje
resztę drogi pokonuje na dwóch niepewnych nogach
cel osiąga pionowo z szeroko rozpostartymi łapkami :)

TRUTUTUTU!!! dmijcie w rogi, walcie w bębny! grajcie fanfary na cześc maleńkiej Ruth :) :) :) 11 miesięcy i zaczeła chodzić! niezachęcana przez nikogo, bez trzymania się choćby za palec czy nogawkę mamy! samowolnie, samodzielnie - RUTH CHODZI!!!

piątek, 28 grudnia 2007
powinnam wykrzesać z siebie jakieś siły
powinnam znaleźć wolną chwilę
powinnam pozbierać myśli i zdjęcia
i powinnam wreszcie coś napisać!

ale do spania wczesnociążowego, doszło spanie meteorologiczne plus jakieś może chorobowe spanie? jeszcze Wigilia, jeszcze wtorek były jako-tako żwawe - ale potem - uwierzcie - spałam i spałam i drzemałam i drzemałam....

ale powoli się budzę :)

niedziela, 23 grudnia 2007
Moje Urodziny

    Jak wielu z Was wie, zbliżamy się wielkimi krokami do moich urodzin. Urodziny te są obchodzone co roku, więc myślę, że i tym razem będzie podobnie.
    W tym czasie ludzie kupują w sklepach prezenty, jest wiele radiowych audycji i reklam telewizyjnych i w każdym zakątku świata wszyscy mówią, że moje urodziny są już coraz bliżej!
    Wiecie, to naprawdę miłe uczucie wiedzieć, że chociaż raz w roku ktoś o tobie pomyśli. Obchodzenie moich urodzin zaczęło się dawno temu. Na początku wydawało się, że ludzie rozumieli prawdziwy powód tej uroczystości i pamiętali o tym, co Ja dla nich zrobiłem, ale w dzisiejszych czasach wydaje się, jakby wszyscy zapomnieli o prawdziwym znaczeniu. Całe rodziny wraz z przyjaciółmi spotykają się razem, bawią za stołem i wygląda na to, że nie bardzo wiedzą z jakiej okazji.
    Pamiętam jakąś ostatnią wielką uroczystość na moją cześć. Wielki stół uroczyście przystrojony i zastawiony wieloma wyszukanymi potrawami, owocami, ciastami i słodyczami. Wiele dekoracji i pięknie opakowanych prezentów. Ale wiecie co??? Ja nie zostałem zaproszony! Byłem Gościem Honorowym, ale nie przysłano mi zaproszenia.
To było przyjęcie dla mnie, ale gdy przyszedł ten dzień, mnie zostawiono za progiem i zamknięto mi drzwi przed nosem... a Ja tak chciałem być z nimi. Szczerze mówiąc, nie było to dla mnie zbytnim zaskoczeniem, gdyż już wielokrotnie w przeszłości zamykano drzwi przede mną.
    Skoro nie zostałem zaproszony, postanowiłem, że wejdę niepostrzeżenie. Wszedłem i stanąłem sobie cichutko w kącie. Wszyscy siedzieli za stołem , pili, niektórzy nawet byli już pijani, opowiadali sobie dowcipy i głośno sie śmiali, widać naprawdę świetnie się bawili. Do tego wszystkiego, nagle do pokoju wszedł jakiś wielki gruby facet ubrany w czerwone ciuchy, z białą sztuczną brodą wrzeszcząc “Ho! Ho! Ho!”. Wyglądał na nie źle pijanego. Rozsiadł się na kanapie, a wszystkie dzieci biegły do niego krzycząc:  “Święty Mikołaj!!!! - tak jakby ta cała uroczystość była na jego cześć.
    Koło północy  wszyscy zaczęli się obejmować, składać sobie życzenia -  ja też wyciągnąłem swoje ramiona, czekając, że ktoś przyjdzie mnie też uścisnąć, ale -  nikt nie przyszedł... Wszyscy zaczęli się obdarowywać prezentami. Otwierali pudełka z wielką  radością, a ja czekałem, czy może będzie chociaż jeden dla mnie. Czy to nie jest trochę dziwne, że na swoje własne urodziny nie dostaniesz żadnego prezentu ???
Wtedy zrozumiałem, że raczej nie byłem tam mile widzianym gościem, więc po prostu cicho opuściłem przyjęcie. Niestety – z roku na rok rzeczy mają się coraz gorzej. Ludzie pamiętają o jedzeniu, piciu i prezentach i mało kto pamięta o mnie.
Bardzo bym chciał, abym w tym roku, w Boże Narodzenie miał możliwość uczestniczyć w waszym życiu.
    Chciałbym, żebyście pamiętali, że ponad 2000 lat temu przyszedłem na ten świat, aby oddać swoje życie za Was, na krzyżu, dla Waszego zbawienia. Wszystko czego oczekuję, to tego byście w to uwierzyli z całego serca.
    Chciałbym sie też z Wami czymś podzielić. Wielu nie zaprosiło mnie na swoje przyjęcia, ale Ja będę robił też swoje, olbrzymie i niesamowite przyjęcie, które trudno sobie nawet wyobrazić. Ciągle robię ostatnie przygotowania i listę gości. Wysyłam też swoje zaproszenia - jest tam też jedno specjalnie dla Ciebie. Chciałbym wiedzieć, czy zechcesz pojawić się na moim przyjęciu, tak żebym mógł zrobić rezerwację i wypisać złotymi literami Twoje imię w księdze gości. Tylko Ci , którzy będą na liście będą wpuszczeni - reszta nie.

    Będę czekał na Ciebie na swoim przyjęciu.

    Do zobaczenia wkrótce

    Jezus

 
1 , 2 , 3 , 4