pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 30 listopada 2013

dzieci przekupione niezbyt zdrowym sniadaniem daly pospac do 9. alleluja!

z okazji NARESZCIE SOBOTY mama pozwolila na poranne ogladanie dlugiej bajki. sama lubie 'Jack Frost' /'Raise of the Guardians' - straznicy marzen' po polsku/, wiec podsluchuje.

chcecie rapotr z tygodnia?

w poniedzialkowy poranek, kiedy łikendowi goscie jeszcze nie wyjechali do domu, dostalam smsa od brata. ojciec nie zyje. odebrał sobie życie. trzeźwiejąc z pijackiego ciągu powiesił sie w warsztatcie. nie czuje nic. nie boli. nagle czuje ulge i wolność. brak presji i poczucia winy. raczej martwię się, czy to aby normalne - przeciez to moj ojciec. ale nie. nie dotyka mnie to. martwie sie o jego rodzine - zostawil dwóch synków ciut starszych od moich dziewczyn i zone mlodsza ode mnie. oraz sponiewierane dusze i chore serca. i wpizdu długów. i na szczescie kawal ziemi pod warszawą. 

zadne z nas spadku nie chce. ale samo niechcenie nie wystarczy. papierkologia musi być...

zastanawialam sie, gdzie sa granice wirtualnego ekshibicjonizmu. bo mimo wszystko tornado mysli przetoczylo sie przez moja glowe. po wiosennym zderzeniu w wymysłami mojej matki -i po przetrawieniu sobie tego wszystkiego - zrozumiałam dużo i zrozumiałam siebie. przeskocze całą historię i moją scieżke rozumowania.

wniosek - ja nie chce brać udziału w tej grze. ja nie chce chorować na ich chorobę. mam ją w sobie, jak każdy noszę strzępy swoich rodziców w środku - ale nie będę karmić tego raka, nie pozwolę się gangrenie rozprzestrzenić, nie dam zabić siebie i swojej rodziny. ojciec nie żyje - ufff... z matką nie kontaktuję się już z 9 miesięcy - tylko mi to służy. trudno. amputacja jest ceną przeżycia.

 

we wtorek wylądowała moja stara przyjaciółka w Irlandii. to u nich pomieszkiwalismy na początku naszej emigracji. a teraz, po dwuletniej przygodzie z Polską, wracaja do domu. pomagam jak mogę i chciałabym więcej. oni też mają swoje demony do okiełznania...

 

na środe miałam dead line na oddanie swoich arcydzieł rękodzielniczych. bowiem w mieście wystartował Winterval! mam swój maciupeńki wkład w całe to zamieszanie. maciupki. chociaz jakas czesc mnie chcialaby wiecej. ta czesc ktora lubi blyszczec i spijac smietanke i pławić sie w blasku. ale nie.

moja śmietanka i blask chwały to moja rodzina. jeśli Zeus Gromowładny ze swoim nielekkim plecakiem i ja ze swoimi wirusami stworzymy dobry, szczesliwy dom, z ktorego dzieci nie beda chcialy uciec, a po prostu oddalic sie gdy beda gotowe - to jest zwyciestwo.

czego wszystkim Wam zycze :)

czwartek, 28 listopada 2013

drogi blogasku.

nie mam czasu w rekach i sily w mozgu zeby tu cos napisac. a byloby.

za troche, jak sie uspokoi.

jak sie.

piątek, 22 listopada 2013

calkowicie niechetnie sie przyznam, ze jest slabo.

listopad w ciaglej ofesywie. walcze, opieram sie, nie daje - zakrojona na szeroka skale akcja obronna ciagle sie jednak potyka o wlasne nogi...

dzieci troche pochorowaly, ale ot, kaszelki.

zimno na wyspie jak pieron -> 4 stopnie przy tej wilgotnosci to przenikajacy do kosci ziab.

pusta kiermana jest zabawna w piosence, w codziennosci doskwiera jednak bardzo

Zeus podminowany iloscia dziur domagajacych sie natychmiastowego zalatania. jego malzonka zatem podminowana rowniez. co - jak latwo przewidziec - skutkuje gromami gaszonymi lzami.

swiat mnie przytlacza swoimi okropnosciami. i jakos nie widze nadziei, ze bedzie lepiej. a ja na ten okropny swiat powolalam czworke dzieci. cudownych, genialnych, godnych najpiekniejszego zycia jakie tylko moglyby miec - a tu o.

 

moze jak sie zajme ciezka, niewdzieczna, generujaca pot i bol plecow robota, to mi sie poprawi. i moze wtedy spojrze na swiat optymistyczniej. ide .

środa, 13 listopada 2013

ojej. jadłam zagraniczne smakołyki robione z modyfikowanej, pełnej glutenu pszenicy oraz egzotyczne potrawy zawierające części ciała martwych zwierząt. ojej, już mi ciężko na sercu i żołądku. ale!

mn

pl

uks

ie

de

au

it

s

lb

uk

ro

ni

fr

ru

ru

ru

us

is

na pewno sobie poradzicie z ogadnięciem, które stoisko z którego kraju jest. albowiem ja padam na pysk. do tego stopnia, że jutro zarządzam dzieciakom wagary...

poniedziałek, 11 listopada 2013

odłamkiem po weekendzie - zaspałam, zeby odebrać dziecko ze szkoły. niesłychane! ja! ja zaspałam! na 1.30!

wróciwszy po porannej jedżdzie do miasta /panny szkoła, Igo studia, Eli nie chciał kakolka dzisiaj/, zrobiwszy mały przegląda sobotnio-niedzielnych wspomnień - dużo wesołych seansów kina nocnego*, trochę używek, dotlenianie między deszczami**; słuchając marudzącego syneczka/, postanowiłam położyć siebie i Eliego spać. planowałam na godzinkę, góra dwie...

...a obudził mnie zdziwiony Zeus, dlaczego ja go nie budze, gdzie ja jestem i która godzina. aaaaa! pojechałam bez kurtki, zaspana i popełniłam po drodze parę wykroczeń drogowych. ale zdążyłam.

odpryskiem wirusa jakiegoś podłego jest to spanie. każdy miał swój dzień na narzekanie na ból brzucha, jakies sensacje i braki apetytu. każdy musiał swoje odespać. obserwacje i wnioski mam takie, ze zdrowego, dobrze się odżywiającego człowieka rotawirusy się nie imają. albo słabo. albowiem jako żywo przysięgam, że jeszcze nic poważnego nas nie dotkneło, mimo, że okolica stękała i cierpiała nieraz i po tygodniu. więc czymże jest jeden dzień bólu brzucha i niechęci do jedzenia plus drugi dzień spania? nic to!

okruchem przedpoludniowego spania jest moja wieczorna żwawość. aż psa wziełam na niecodzienny, jesienny, ciemnościowy spacer. wyposażone w odblaskowe kamizelki, pies dodatkowo z obrożą z mrugającymi diodami, szłyśmy znaną drogą w niezwykłej scenerii... morze pachniało glonami i rybami, wiejska okolica krowami i kiszonką, domy dymiły węglowym smrodkiem. było niewyobrażalnie cicho i ciemno. od nisko wiszących chmur odbijało się światło pobliskiej latarnii morskiej i łuna od wsi. coś szurało w krzakach i pies szczekał na cienie. magicznie było...

 

* znacie strone CWO? czyli Co Warto Obejrzeć - zbiór trailerów samych dobrych filmów, dla ułatwienia posortowanych na pare kategorii. naprawde fajne!

** hiperwentylacja uwieczniona telefonem. ulubiona plaża i okoliczne wydmy

c

v

b

 
1 , 2