pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 27 listopada 2011

zrobilam Mississipi Mud Cake. wart tego, by go zrobic, zaiste!!

i zrobilam konfiture z cebuli, taka zdecydowanie wytrawna. pyszna!

i jeszcze pare rzeczy zrobilam, ale nie ma co opowiadac...

 

wieje.

myszy po domu harcuja. kolejne pokolenie?

pusto mi w srodku i niezywo. serce stanelo. bije tylko fizycznie.

 

piątek, 25 listopada 2011

rozmyslalam i dyskutowalam z Igo na temat: "dwaj duzi chlopcy dostali" czy "dwa duze chlopaki dostaly" i nie doszlismy do zadnego wniosku. wiec ujme to tak - Igor i Borsuk dostali od Znachora Kormaka antybiotyk /czym mnie niebotycznie zdymial. tak od razu, bez wstepnej kuracji paracetamolowej?/. Ruta i Ariel maja sie niezle, ludze sie, ze dzieki syropowi z cebuli i mieszance miodowo-cytrynowej. Eli ma katar, ale tylko nad  ranem. a ja nic.

Eliasz w wieku 6 tygodni /to dzis! od jutra Eli jest niemowlakiem/, wazy 5,8 kg, co jest doskonalym wynikiem.

od jutra /resztki w lodowce/, dziewczyny maja szlaban na mleko i przetwory. Ruti uskarza sie na swedzenie calego ciala, czasami az sie rozdrapie do krwi. Ariel wyskoczyly zmiany po wew stronie kolan /tez rozdrapala/, ma szorstkie i czewone policzki i cos jakby liszaj kolo ust. na razie stawiam na mleko - miesiac odstawki. zobaczymy...

 

od kiedy Igor zaczal nosic szkla kontaktowe, bardzo widac jego problemy ze skora. szybka diagnoza jeszcze w PL orzekla - AZS. u Igo to podpuchniete oczy, zaczerwieniona, sucha i luszczaca sie skora wokol, czerwone policzki i nos, wew strona lokci i kolan podrazniona az do zmian wygladajacych jak blizny po oparzeniu. medykamenty pomagaja /tabletki i masci/. oraz zmiana klimatu. kiedy po jego powrocie z UK znowu zaczelo sie pogarszac, pani doktor Grey /prawa reka Znachora Kormaka/, zalecila nam... balsam nawilzajacy!

byc moze nieslusznie podejrzewam mleko, byc moze u calej trojki przyczyna jest woda... irlandzka woda!

a recepta na ciasteczka wisi w powietrzu i czeka na dcyzje. brac? to rozwiazanie ma wiele 'NAJow' - szybkie, proste i skuteczne. ale... za szybkie i za proste.

 

ps: dr. House, sezon pierwszy. wsiaklam! O_o

poniedziałek, 21 listopada 2011

1

wprowadzenie: co to jest kontakt, każdy wie, prawda? taki przełącznik w ścianie, służący do włączania elektryczności.

Igor od jakiegoś czasu nosi szkła. szkła kontaktowe!

Ruti do Igora: - pokażesz mi te swoje szkła, yyy, okulary elektryczne! :):):)

 

2

jednym z głównych zagadnień ostatnio jest 'co się komu śniło'.

Ariel: - a mi się śniło niebo i chmury na niebie i one były całe z brokatu i jak z nich padał deszcz, to był brokatowy deszcz i to było przepiękne! wszystko błyszczało i było kolorowe i mi się nareszcie podobało!


czwartek, 17 listopada 2011

napisze cos, zby bylo widac, ze zyje ;)

Eli niespodziewanie skonczyl miesiac, czego wyrodna matka nie uczcila nawet minimalnie, czyli notka i fotka. wstyd! ale, co tam. wybaczycie mi, i Wy i On, prawda? celem pochwalenia synka, skrobne pare slow. otoz, jest niesamowicie grzeczny i spokojny, podobnie jak poprzednie moje dzieci. naprawde, nie wiem, czym zasluzylam sobie na takie blogoslawienstwo. Eli w potrzebie zaczyna stekac, kwekac, pomrukiwac, machac lapkami i wiercic sie niespokojnie. moze tak nawet kwadrans! potem wydaje pojedyncze ostrzegawcze okrzyki, ze jak zaraz sie nim ktos /mama/, nie zajmie, to bedzie plakal. ostrzeganie tez trwa niezla chwile, wiec Eliasz chyba rozpedzil sie do prawdziwego plakania ze 3 moze 4 razy. je entuzjastycznie, spi pieknie, tyje zachwycajaco, beka donosnie, aczkolwiek z oporami. to tez widac rodzinna cecha - zadne z moich dzieci nie ulewalo, ale odbeknac je to male wyzwanie. no i rosnie! w przyszly czwartek przestanie byc noworodkiem! :)

***

panie od sw.Vincenta podrzucaja nam co jakis czas vouchery do tesco. skutkiem tego tylko tam robimy zakupy. zawartosc spizarni odbudowana! to niezwykle, jak wielki wplyw na ludzka psychike ma pelna lodowka. mi jest od razu lepiej :D z tego rozpasania i dobrobytu pozwolilam sobie na kupno kremu specjalnie do twarzy /jakis nivea, a nie ciagle nivea soft, ktory, swoja droga, calkiem zacny jest/, oraz - uwaga, uwaga - tuszu do rzes! i nawet chyba do fryzjera sie wybiore i moze na henne sie znajdzie... moja zdechla kobiecosc zaczyna czuc sie odrobinke, odrobineczke lepiej. wyszperalam jakas przyzwoite spodnie i ze dwie spodnice w charity i moja kobiecosc moze bedzie jakos wygladac, wprawdzie w rozmiarze 12, ale zawsze...

***

 

za przyczyna jablek, ktore zachcialo mi sie przerobic na marmolade, spalilam sobie na smierc moj wielki gar. ten, ktory przywioslam z PL, ktory sluzyl mi do robienia sera, ten brazowy, emaliowany, z Olkusza. bardzo, bardzo mnie to zasmucilo i zmartwilo. w przyfabrycznym sklepie /Olkusz, OFNE czy Emalia SA - kojarzycie/, kosztowal jakis 40-50 pln. czyli nic. trudno bedzie kupic tutaj cos tak duzego i tak dobrej cenie :/ ale - przypomnialo mi sie, ze moja genialna maszyna do chleba ma opcje robienia dzemu! wiec teraz grzeje i miesza i pachnie :)

 

***

od jednej kolezanki, ktorej dzieci juz podrosly, odebralam moj podwojny wozek. i natychmiast pozyczylam go drugiej kolezance, ktorej mlodszy synek jest 2 dni starszy od Eliasza. ciesze sie bardzo, ze wozek wiernie sluzy kolejnemu duetowi rok-po-roku - John i Joshua Smith to juz czwarta para pasazerow! wlasciwie, to powinnam myslec o sprzedazy tego wozka... wlasciwie. powinnam. nooo, moglabym go sprzedac, ale z duza strata. a taki fajny jest i w dobrym stanie i lubie go i malutkie dziewczyny w nim jezdzily... i tak mi sie przykro zrobilo, ze Eliasz w nim moze wcale, ale to wcale nie pojezdzic...

;)

 



wtorek, 08 listopada 2011

w Amiszewie bylo masłobicie, tfuuu, przez analogie z kurobiciem mi się słowotwórstwo mi sie zrobiło ;) było robienie "masła jabłkowego" Apple Butter - czyli po prostu przecieru, pulpy, puree czy jakkolwiek to zwał...

ktoś, gdzieś ma dużo jabłoni i spady z nich trafiają do naszych Mennonitów. już była taka impreza, pamiętacie? teraz ludzi bylo wiecej i jablek bylo wiecej i dzieci były większe i tez ich było więcej. i pączki też były, o zgrozo... a teraz byłam jeszcze gorsza - aparatu nie zabrałam W OGÓLE! ech, trudno.

na pocieche - Eliasz w koszyku Mojżesza ;) z lekka zmumifikowany :) ale to nawet pasuje do ogólnego kontekstu...

 


 
1 , 2