pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
poniedziałek, 29 listopada 2010
no więc :)
jaka zima - raptem 3 cm śniegu i w porywach -5.
ale wyspiarski świat sparaliżowany, rozmaite miejsca i wydarzenia zamknięte, odwołane i zawieszone, a niektórym tubylcom pozamarzały dwie ostatnie szare komórki.
mój faworyt zmęczony powolną jazdą po lodowisku w kawalkadzie samochodów, postanowił pogadać ze znajomym jadącym z przeciwka. cóż z tego, że zakręt i pod górkę i lód na drodze, a  za nim ktoś. cóż z tego! debil.
coraz częściej się zastanawiam, jak to jest, że oni jeszcze żyją, a nie powyginali się* jak dinozaury.

powoli rozpakowuję kartony i organizuję dom.
przeprowadzka z poślizgiem - nie polecam :(
próbuje też okiełznać dziewczyny. wojaże, zmiany i przeprowadzki w komplecie z trudnym wiekiem /2plus i prawie4/, powodują, że nie ma lekko. ale trochę konsekwencji i dyspypliny jeszcze nikomu nie zaszkodziły.
od jakiegoś czasu już narastał, ale teraz pora to nazwać - kryzys przechodzę. cykliczny, jesienny kryzys blogowania. zapewne powiązany z jesiennym spadkiem nastroju i kryzysowo-retrospekcyjnym zamętem w mojej głowie.
bywa.


tubylec ;) arcydzieło! ale miotłę już mu zabrałam.

* powyginały się - koncepcja małoletniego Igora w okresie jego fascynacji dinozaurami - "one się wyginały, wyginały i w końcu wszystkie wygineły!" WOW! perełka językowo-logiczna - nie?


czwartek, 25 listopada 2010
jestem.
wróciłam na stęskonione łono męskiej części rodziny ;) /brzmi bezsensownie, nie?/
ale wróciłam.
utonięta czy zbankrutowana, sprzedana czy kupiona - na pierwszy rzut oka Irlandia wygląda tak samo.
więc ogólnie się nie martwię.
gorzej ze szczegółami. wróciłam do nierozpakowanej, trzytygodniowo przykurzonej przeprowadzki. do panujące bałaganu dorzuciłam 65 kilo toreb i waliz.
ale - pomyślę o tym później.
teraz się rozkoszuję ;)
nareszcie w domu!
środa, 24 listopada 2010
spakowanam.
bagaż rejestrowany to 2x20 kg plus wózek.
bagaż podręczny to /mogłabym/ 3x10 kg w określonych wymiarach. aż tyle mieć nie będę, ale blisko... plecak ma 11kg, moja "diaper bag" jakieś 6, góra 7 kg, i do ręki lekka, szmaciana, miękka - z 5 kg.
no i najważniejsze - dwie córeczki. na szczęście samobieżne, ale czasem ta samobieżność moze byc uciążliwa.

dam radę, nie?

a skąd tyle?
nie przyznam się! na razie nie powiem, co tam w środku upchnełam ;)
skarby! 
poniedziałek, 22 listopada 2010
nagle!
okazało się, że ja za chwilkę wracam!
czas już najwyższy, bo Borsuk sygnalizuje czarną odchłań depresji a Syn Pierworodny coraz chudszy.
ale ja jeszcze tyle spraw mam niezałatwionych! kupić prezenciki dla przyjaciół, w antykwariacie poszperać, okulary zamówić, przejrzeć włóczki i wybrać, skończyć dziergać zamówiony szaliczek. i równocześnie - zacząć się pakować!
bo już w czwartek wracamy!
do domu!
do moich chłopaków!
do Irlandii...
wprawdzie Zielona Wyspa tonie, ale tam jest mój dom. 
bo - tam dom twój, gdzie serce twoje.
:)
czwartek, 18 listopada 2010
przytulny, olkuski przystanek. w szybie widać, że słońce wstaje.


nie dość, że pociągiem, to i samolotem, samochodem...


Olka je Lemurowi z ręki!


ta pani - to ja. dziewczyny znacie. a ten młodzieniec - to mój mały BRAT! ;)


fontanna. młodzieniec w szarym golfie - mój najmłodszy BRAT! ;)


Autor bezpośredni i pośredni całego tego towarzystwa :D


a w Leśnej Polanie - czarny dzięcioł z chęcią pień ciął ;)


pasażerki przedziału pierwszej klasy pociągu interRegio



brudne i zmęczone :)


tym pojazdem wracałyśmy. miło, bo tanio. ale poza tym - masakra!


odważne olkuskie wiewiórki. jest ich w okolicznych zagajnikach całe mnóstwo!


seesaw - musimy taką zamontować w ogródku!


a to już krakowskie Planty. a cała okolica rozbrzmiewała muzyką Chopina /z ukrytych głośników/


krakowskie gołębie - jak z Hitchcocka! inwazja! atak powietrzny! na widok płatków owsianych ptasie móżdżki głupiały do reszty. Ruth była odważniejsza...


Ariel trzymała się blisko mamy... bo naprawdę można się bać!

a potem padła mi bateria w aparacie. i ja teraz też padam.
dobranoc! :)
 
1 , 2 , 3