pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 28 listopada 2008
zimno!
w nocy przymrozki i szron na trawach rano. w dzień orzeźwiające powietrze, para z ust, natomiast niebo jest przy tym niebieskie ;) a nawet ultra niebieskie. zima, zima w Irlandii!
kwiatki kwitną, zielono wokoło a niektórzy tubylcy z krótkimi rękawami - więc co to za zima?

***

w rosyjskim sklepie kupiliśmy konfiturę z rokitnika. /mała dygresja - wolę rosyjskie sklepy, niźli tutejszy polski. w naszym ulubionym jest taniej, mają smakołyki w większego kawałka świata, a właściciel zawsze obdarowuje nasze dziewczyny czekoladkami :)/ wracając do konfitury - jest przepyszna, cudnie pachnąca no i przebogata w witaminę C. nie wiedziałam dotychczas, ze to jest jadalne! nieraz widywałam skarpy obrośniętę rokitnikiem - do głowy by mi nie przyszło, że to "rosyjski ananas" :) aż mnie korci, żeby nazbierać i samej zrobić, już zlokalizowłam parę krzaczków ;)

***

zmęczona jestem, zmęczona.
dziewczyny kaszlą, posmarkują, Ruth skończyła z rafinerią w oczach, to zaczeła Ariel. w nocy kursuję od jednej do drugiej, oklepuję Rutkę, poję melisą i rumiankiem, okrywam ciepłą kołdrą w te zimne noce. Ariel budzi jej własny kaszel, nie umie jeszcze świadomie odkaszlnąć tego, co jej przeszkadza. w nocy śpię na siedząco, trzymając ją rękach - trochę pomaga. drzemki w dzień nagminnie się nie udają, albo są za krótkie /kaszel budzi/, albo, jak się czasem uda - bardzo długie, aż za długie. na szczęście apetyty im jako-tako dopisują, humory niestety mniej. nie wiem co jest skutkiem, a co przyczyną - zęby, oczy, nosy i gardła przeszkadzają sobie nawzajem wyzdrowieć. ale faktycznie - górne piątki Rutce wyszły!
zmęczona jestem, czasem zła i sfrustrowana. nie działają mądre rady z poradników, niech ich pokręci z tymi radami. prawie dwuletnia dziewczynka jada dwa razy w nocy kaszkę i popija herbatkę /o zgrozo! a jej zęby?/, a trzymiesięczny maluch śpi nieregularnie i do tego często zasypia na rękach /prawie 7 kilogramów zasmarkanego szczęścia/. staram się nie przejmować chaosem i demoralizacją moich dzieci. w końcu kiedyś to wszystko minie, dziewczynki będą same chodziły spać o 7 i spały grzecznie całe noce, prawda? wszystko kiedyś mija, nawet najdłuższa żmija. będę się budzić rano, po komfortowo przespanej nocy, i zaczynać dzień słowami "witaj, piękny poranku! ciekawe, co mnie czeka dziś miłego?" prawda, ze tak będzie już niedługo? póki co, moje aktualne słowa powitania nowego dnia nie nadają się do cytowania..... :(

idę więc spać.
nara
środa, 26 listopada 2008
głównym gościem na wczorajszym Peasant's Dinner był Pan Prosiak ;) a konkretnie jego doczesne szczątki. jego ciało, złożone w ofierze naszym żołądkom, nadziano na rożen i upieczono nad ogniskiem. siadało się na kostkach słomy ułożonych wokół, każdy ze swoim talerzem na kolanach . nad naszymi głowami wisiały połaczone zbiory Nathaniela i Dereka - obaj zbierają stare lampy - naftowe, olejowe czy karbidowe. jak zwykle smakołyków było dość i na ten dzień zawiesiliśmy nasze rygory dietetyczne*. na deser był kosz jabłek i masa kijów - do samodzielnego upieczenia. dzieciaki małe i duże jak zwykle szalały - Igor ganiając w ciemności z bandą rozkrzyczanych nastolatków, Ruth pracowicie przesypywała trociny, jeździła czym się dało, wrzucała słomki do ogniska lub z radością dokarmiała psa :) była też nocna przejażdżka wokół Dunmore East, na przyczepie wypełnionej słomą, a ciągniętej przez Defendera. oczywiście, że nie przepuściłam okazji :)
to był naprawdę super wieczór :)

a dzisiaj, wybrałyśmy się znowu, na środowe, tubylcze, spotkanie na dla mam, rozsiewając wokół siebie uroczy swądek ogniska...
kurtki! muszę wyprać lub chociaż wywietrzyć kurtki!


* stosujemy najlepszą dietę - 'jedz połowę', czasem nazywaną 'żryj mniej' :D
wtorek, 25 listopada 2008
właściwie mogłabym przekleić TEN WPIS :)
różnica jest tylko taka, że Ariel ma 65 cm i waży 6,5 kilograma :)
w tej całej siatce centylowej plasuje się w górnych rejestrach, podobnie jak i jej siostra :)

poza tym ma katar i niechętnie śpi na leżąco. robię więc przemyślne konstrukcje z koca, delikatnie umieszczam dziecko i okładam poduchami celem stabilizacji. wtedy śpi :)

***

poza tym w wolnych chwilach kręcę. kręcę i kręcę. a potem będę plotła. możliwe, że ja w ogóle plotę głupoty, ale tym razem chodzi nie o to..... tylko o papierową wiklinę :)

***

idziemy dzisiaj wieczorem na Peasant's Dinner do naszych przekochanych Amiszy. impreza ma być na świeżym powietrzu, a tu rześko! ubieramy się ciepło, zabieramy swoje talerze, widelce i kubki i będziemy się integrować, plenerować i degustować :) będzie fajnie! idę ubierać dzieciaki :)
piątek, 21 listopada 2008
dzieci mi rosną, wieczory długie i ciemne a i czasem w samochodzie, przy okazji dłuższych wycieczek się przydaje...
co się przydaje?!
ŚPIEWANIE!

i do głowy mi przychodzą i na język wskakują piosenki, które mojemu bratu i mi śpiewali rodzice. Ojciec- warszawiak i Matka z podkrakowskiej wsi. mieszanka zaiste piorunujące - w kwestii repertuaru również :) Ojciec szemrał warsiaskie piosenki a matka podśpiewywała wiejski folklor :)
mieliśmy z Przemkiem parę ulubionych. aż dziwne, że z nas w miarę normalne jednostki wyrosły. chociaż, nie przesadzałabym z tą normalnością ;)

numer jeden MURKA /<-link do tekstu/. polska wersja ciut inna od rosyjskiego pierwowzoru /<-klik i słuchaj/ i nie znalazłam wykonia tej 'mojej wersji'. rosyjska jest weselsza i żywiej śpiewana, chociaż kończy się tak samo...

następna ulubiona to "4 mile za Warszawą" :)


no i Ballada o pannie Franciszce:

Na Kleparowi, za rogatkami,
Mieszkała sobi z rodzicielami
Piękna jak anioł, gruba jak kiszka—
Na imię miała panna Franciszka!

A ojciec panny ży był rzyźnikim
Zarzynał świni, padali z kwikim,
Bo kres ich życia nadchodził bliski ...
Taki był ojciec panny Franciszki!

A matka panny za ladą stała,
Co ojciec zabił, ona sprzydała,
Więc sprzydawała szpondry i kiszki ...
To była matka panny Franciszki!

A niedaleko od ich zagrody
Mieszkał sy, mieszkał, fryzjerczyk młody
I codziń rano kupował kiszki,
Bo bardzo kochał panny Franciszki!

Te tajemnice tato wynykał:
-Nie dla fryzjera córka rzyźnika!
I choćbyś codziń kupował kiszki,
To nie dostaniesz panny Franciszki!

Ten wyrok straszny jak wysłuchali,
Z żalu si straszni roztelepali
I chociaż byli w życia rozkwici,
Postanowili zakończyć życi!

Biedny fryzjerczyk zalał si łzami,
Taj kupił kiszki zy strychinami ...
A byłu tegu dwa metra blisku
I zjedli razym z pannu Franciszku!

Jak tylko zjedli zara poczuli,
Ży si tą kichą na ament struli
I ży nadchodzi kres życia bliski ...
Taki był koniec panny Franciszki!

Na Kleparowi ciemna mogiła
Trupy kochanków na wieki skryła,
Stań tu przechodniu i klęknij blisku,
Westchnij nad bidnu pannu Franciszku

Pomódl si takży i za fryzjera,
Bo go tu miłość przywiodła szczera,
On tu z nią leży z takij przyczyny,
Ży w kiszkach byłu dużu strychiny.

Z tyj opowieści morał wynika:
Ni kochaj nigdy córki rzyźnika ...
Bo miłość moży si skończyć lichu
I jak tyn fryzjer strujesz si kichą ...!

zamierzam kultywować rodzinną tradycję ;) mam nadzieję, że się dziewczynom nie będą koszmary śniły ;)

czwartek, 20 listopada 2008
najpierw Ariel, która ma za sobą pierwszy kwartał życia :)
rośnie - uśmiecha się do nas wszystkich szeroko, obserwuje swoje rączki, próbuje nimi coś dosięgnąć, leżac na brzuchu, próbuje oglądać świat z tej perspektywy, coraz stabilniej trzyma główkę. i wyraźnie ożywia się na widok starszej siostry :)




Ruti natomiast jest nieustannie moim dzielnym pomocnikiem. zgodnie z przewidywaniami, pomaga, aż strach! muszę na nią ciągle uważać, tak sobie prace domowe organizować, żeby była dla niej szansa wykazania się, przez co każda praca z jej asystą wlecze się i wlecze.....
ale, czyż nie jest słodka?




"świetnie jest być mamą! ona się ciągle tak fajnie bawi! wymyśla sobie coraz atrakcyjniejsze zajęcia i wyciąga coraz ciekawsze zabawki!"
 
1 , 2 , 3 , 4