pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
niedziela, 25 listopada 2007
jeszcze jesień nie taka straszna, jeszcze nie ma na co narzekać, słońce dość często do nas zagląda a niebieskie niebo dodaje koloru oczom.
ale w głowie, w sercu i gdzieś w całej sobie mam smutek i melancholię. niby ciągle robię swoje, ale syzyfowość każdej domowej czynności uderza mnie wyjątkowo wyraźnie. i robiąc to wszystko, co ma zostać zrobione - myślę i roztrząsam, zastanawiam się, toczę w głowie nieustanne rozmowy - z samą sobą, z Bogiem, z bliskimi i z "wrogami". albo wędruje w swojej głowie w najdalsze podróże, w istniejące i nieistniejące miejsca. tworzę przepiękne utopie, najcudniejsze raje, krainy marzeń i doskonałości. tam wszystko jest w sam raz - wystarczająco piękne, ale nie za słodkie. przygody są optymalnie ekscytujące, wydarzenia odpowiednio ciekawe a ludzie z łatwością się dogadują. zwłaszcza to ostatnie wymaga ode mnie specjalnego zaangażowania - stworzyć ludzi z jasnymi czołami, patrzących prosto w oczy, którzy mówią proste słowa a ich uszy słyszą dokładnie to, co zostało powiedziane. gdzie niejasności są szybko i chętnie wyjaśniane, błędy wybaczane a szczerość intencji nie ulega wątpliwości. i tak naprawdę wcale mi nie zależy na tym pięknym świecie i fantastycznych przygodach... ale bardzo bardzo bym chciała umieć żyć, być, rozumieć i dogadywać się z ludźmi. i to wcale nie znaczy, że ONI powinni się zmienić, a JA jestem doskonała. oj, nie...  zdaję sobie sprawę, że nie jestem łatwa w kontaktach, że mam cięty jęzor, że moje poczucie humoru jest lekko odmienne od normalnego, że jestem dominująca i kategoryczna a do tego wszystkiego - nie mam intuicji i z empatią też u mnie słabo. można by pewnie dopisać do tej listy więcej. ale tyle wystarczy :( skutkiem tego - ranię ludzi, robię im przykrość, czasem nie liczę się z ich potrzebami, nie "wyczuwam" ich nastrojów, rozstawiam po katach i przejeżdżam jak czołg po wszystkim.
ech, i tej jesieni ciężko mi z tym...

czy zmiana jest możliwa?
jest :)
ale boli :(
więc proszę, Boże - zmieniaj mnie, uczulaj, wydelikacaj, naucz rozumieć. i daj siłę, żebym tą operację na żywym sercu jakoś przeżyła. i miała dość pokory, żeby szczerze przeprosić tych, którym zrobiłam krzywdę.

jesień to dobra pora do myślenia....
wszyscy się ostatnio ekscytują naszą-klasą. no fajne, fajne.
ale pełnię szczęścia, odlot totalny i powrót do czasów Telewizyjnej Listy Przebojów i Radia Nieprzemakalnych daje ta strona http://mp3.teledyski.info/
O_O oraz cała masa innych szokująco-uweselających doznań :)
szukajcie tam, czego tylko chcecie :) na pewno jest!



sobota, 24 listopada 2007
ha! po roku mieszkania na Viewmount Park, 13 miesięcy od przyjazdu do Irlandii kończy się w naszym domu okres kartonów i paczek :)

parę dni temu MM kupił i skręcił półki na książki :)
a w ten piątkowy wieczór, w towarzystwie Erdingera /hik!/ oraz wygrzebanych z zapomianego kartony hitów, takich jak TEN , lub TEN albo TEN :D /uczciwie ostrzegam :D:D:D przed słuchaniem :D:D:D/, przy wydajnej pomocy Pauli /głupkowata faza :)/ zlikwidowałam te malownicze stosy






i już. biblioteczki stoją, living-room wygląda cywilizowanie, a ja rozpakowując prawie-dwuletnie kartony, zastanawiam się, kiedy wreszcie nastapi koniec tych przeprowadzek? i myśle, że chyba nigdy.... bo ciągle mnie ciągnie w jakieś inne miejsce ;)
może Norwegia? może Izrael? może Nowa Zelandia?

a na razie hik w doskonałym humorze hik mówię Państwu hik DOBRANOC!


PS: no dobra :) te kawałki to "jak się masz kochanie" "szybki bill" i "parostatek" )D
czwartek, 22 listopada 2007
miło się żyje w kraju, gdzie bycie matką jest doceniane, a posiadanie dziecka nie jest przeszkodą.
dużo można dyskutować i roztrząsać, chwalić i krytykować irlandzkie prawo i zwyczaje - ale nie o tym chciałam pisać...

fajnie, że można iść do restauracji i wózek zmaluchem nie przeszkadza :) fajnie, że jest miejsce na ten wózek! można przejechac między stolikami i  wygodnie "zaparkowac". nikomu nie przeszkadzają ewentualne płacze, nie ma pretensji o własne jedzenie, zawsze są dostępne wysokie krzesełka dla dzieci. obsługa często sama proponuje coś extra dla malucha - "może samo puree? może ciepłe mleko?" albo "mamy takie lekkie herbatniki!" no i o miejsce do przewijania pyta się "gdzie jest" a nie "czy jest" :)
Irlandczycy mają dużo dzieci - chyba to lubią :) wózki "tandem" czy "rok po roku" są tu normalnością, można kupić takie fajne COŚ dla trochę starszego rodzeństwa :) a ciężarówką będąc, na kontrolnych wizytach w szpitalu, nieraz widywałam kobiety w wieku 40+ z okrągłymi brzuszkami :)
taka atmosfera zachęca :D

a skąd u mnie takie prorodzinne przemyślenia?
aaa - by wybrałyśmy się z Edytą na włóczęgę po mieście, na spacer po sklepach i na lunch w knajpce :)



Dzidzia i Niuniek :) zajadają frytki :) mniam :)

a tak przy okazji:


najlepsza zabawa ostatnio - samodzielne stanie!
i do tego kosi-kosi :)
Ruti jeszcze umie - hopsa-hopsa /prawie podskoki/, tany-tany /kiwanie się na boki w rytm muzyki/, baran-baran-bęc /wiadomo!/, papapa /obowiązkowo!/, szuka oczkami i cieszy jak znajdzie, na pytanie: "gdzie tata?", "gdzie jest Igor?", "gdzie jest piesek?" aktualnie uczymy się cacy-cacy :) i "tu sroczka kaszkę warzyła" :D

a Starszy Brat - jak widać - dumny i zachwycony :D
wtorek, 20 listopada 2007
AAaaAAaa!!!! okrutna śmierć i zjadanie żywcem!! o_O


po raczka kubańskich / Igor prostuje - Kasia! marmurkowych!/ ;)
i po hodowli triopów/Igor
podpowiada - napisz, że to jest podobne do skrzypłocza!/ ;)
obok akwarium z rybkami
a pośród kolekcji kaktusów i jakichś innych sukulentów
zamieszkała krwiożercza roślina!
dionea muscipula - czyli muchołówka :D



drżyjcie pająki! z braku much - wy będziecie ofiarami!
 
1 , 2 , 3 , 4