pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
środa, 29 lutego 2012

taki calkiem extra dodatkowy dzien do przezycia! no prosze! ;)

 

w wiekszosci spedzony w poczekalni szpitalnej przychodni pediatrycznej. Ariel NARESZCIE miala spotkanie z pediatra. czekalismy na nią tylko 2 miesiace. przez ten czas zmiany skórne przeszły całą ewolucje. mokre, pękajace bąble, z których robiły się spore, trudno gojące się ranki. małe, miękkie, czerwone krostki, łatwo ulegające rozdrapaniu. płaskie, czerwone twarde krostki, zlewające się razem, twarde, szorstkie białe kropki. wszystko umieszczone na stawach /pierwszy, bąbelkowy etap dodatkowo na twarzy/. Arielka zawsze miała zaatakowane kolana i łokcie, sporo na ramionach, trochę na nadgarstkach i kostkach a znalazłam nawet parę na palcach. teraz zostały po nich blizny i pare nędznych krostek. cóż z tego, że mimo zaproszenia nas na wizyte na 10.15, po interwencjach /Eli ciagle z gorączką! zaraz trzeba odebrać Rutkę ze szkoły!/, weszliśmy o 12.30. konsultanci się konsultowali, doktorzy badali, pielęgniarki wypełniały papierki a werdyktu nie ma żadnego. na nasza wyraźną prośbę zrobią jej badanie pod kątem celiaklii /nikt inny nie ma żadnego innego pomysłu/. aha! zeby zrobic badanie, znowu musimy czekac na list ze szpitala /pare tygodni/. jakby nie mozna bylo pobrac jej krwi od razu... ech.

 

wykonczył nas ten dzień. w poczekalni tłok, masa dzieci i rodziców, ciasno i gorąco. i dłuuugo! do tego - proszę sobie wyobrazic - nie ma nawet przewijaka w toalecie. szok tym wiekszy, ze w Irlandii mozna je znalezc wszedzie. ech!

wtorek, 28 lutego 2012

ja wiedziałam, że tak będzie...

wiosna! czuć wiosne w powietrzu!

dziewczyny miały swój pierwszy, nieśmiały piknik przed domem.

wyciągnełam huśtawkę, zjeżdżalnię, małą trampolinę, łopaty...

po ulicy przed domem mamy paradę traktorów i maszyn rolniczych. powietrze pachnie obornikiem.

ptaszki drą dzioby od samego rana. młode szpaki walą w okna co jakiś czas. rośnie nowe pokolenie obsrywaczy prania...

drzwi wejściowe były przez większą cześc dnia otwarte, dziewczyny kursowały w tę i z powrotem.

rzuciłam okiem na zachwaszczony zagon, zajrzałam do zapuszczonego tunelu... aż mnie paluszki zaswędziały, aż mi się chciało rzucic wszystko i zabrać sie za babranie sie w ziemi. marzą mi się znowu plony koperkowe i żniwa pomidorowe. oczyma duszy widzę ten cholerny, wymarzony acz nierealny kurnik..

cicho, spokojnie, bezpiecznie. zdrowo i wiejsko-sielsko-anielsko.

cholera. i szlag! ja wiedziałam, że tak będzie! że z wiosną zacznę myśleć, ze przecież na wsi jest fajnie, że na co mi miasto i sąsiedzi przez ścianę i zasrane chodniki! że beton i spaliny i degrengolada z sodomą i gomorą. ze przecież morze blisko, miejsce do hasania dla dzieciaków, warunki ogródkowe, a pies! a jak wreszcie będziemy mieć psa, to będzieł miał gdzie biegać, że hoho! i już uroki miasta bledną...

niech mnie ktoś kopnie w tyłek!

ale. ale tak naprawdę, to wszystko zależy od tego, czy dziewczyny zostaną przyjęte do szkoły. czekamy na miejsce w Educate Together. jeśli miejsce sie znajdzie, to wszystko jasne - miasto. jednak jeśli nie...

jesli jednak nie! to sobie kupię taki "wagon"* i będę z ekipą nad morze chadzać! piechotą! to raptem jakies 3km :)

 

 

* zerknijcie na www.radioflyer.com, mają trochę fajnych rzeczy dla dzieci :)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Eli 39,4. obstawiam zeby.

Ariel miala kontrolna wizyte u fizjoteraputy. ma troche slabsza, "leniwa" lewa noge. opisalabym, jak bylo milo, ale jedna reka....

Ruti ku lepszemu, ale fochy jej weszly w krew. szybko!

Igor trafil na doktor Grey, ta sama, co kazala balsam nawilzajacy kupic. znowu zachowywala sie jak sklepowa z PRLu. dla tubylcow tez jest taka? dojrzewam do jakiejs skargi na nia...

freyowoz dostanie nowy silnik. z malenkim przebiegiem, za cudownie male pieniadze. Borsuk lewituje ze szczescia.

mnie boli dzis glowa. ide spac.

 

;)

 

someecards.com - Czy oni naprawde musza tyle jesc kazdego dnia?!

niedziela, 26 lutego 2012

syn najmniejszy, na widok swoich sióstr brykających i skaczączych za balonikiem, niespodziewanie wybuchnął kaskadami radosnego rechociku. śmiał się i śmiał, aż się zmęczył i padł spać :)

- on się śmieje! jak człowiek! - cieszyła się Rutka

/Arielka, która miewała na początku nastroje pt: "ja nie chcę mieć braciszka", jakiś czas temu obwieściła:

- kiedyś się nie cieszyłam, ale teraz sie już cieszę, że nam się braciszek urodził. cieszę się, ze trafił do naszej rodziny!

- o, tak? to super! a dlaczego?

- bo on NAS KOCHA!! :)  /mam wrażenie, że ma to związek z żywiołowym okazywaniem radości przez Eliasza na widok swoich sióstr//

 

angina trochę odpuszcza, jest szansa, że kapryśna, marudna i nieznośna 'księżniczka' zniknie, a wróci nasza Ruth :) jak na razie, w ramach powolnego zdrowienia, zachciało jej się kopytek i nawet parę zjadła.

 

Igorowi niestety wróciły chore plamki na brodzie :( mimo skrupulatnego zażycia całego zaordynowanego antybiotyku. cholera. jutro pędzi do Znachora Kormaka. ciekawe co powie.

 

 

sobota, 25 lutego 2012

jak wreszcie sie zrobila piekna, blekitno-sloneczna sobota...

...to Ruta ma angine ropną i 39,5 stopnia gorączki.

ech.

 
1 , 2