pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
piątek, 29 lutego 2008
wiatr wieje wieje wieje

                                wieje

                                                                            wieje
        wieje

                                                                                                                            wieje
                                                    wieje

porozwiewał mi literki.
wywiał mi je z głowy!
pewnie dlatego boli.
dobranoc
czwartek, 28 lutego 2008
kto stoi w miejscu, ten się cofa.

tak, tak. w tym wypadku tą mądrość dotyczy biznesu MM. biznes ów nie jest jakąś wielką filozofią - MM zaniechał kariery w gastronomii i od jakiegoś czasu jest "taksówkarzem" - o czym zresztą stali i uważni czytelnicy wiedzą ;) cudzysłów sugeruje, że nie do końca jest prawdziwym taksówkarzem? ano tak. jak na razie ma wykupioną licencję 'hackney' - czyli transport na zlecenie. nie może stać na postoju, nie może "zgarnąć" kogoś z ulicy - nawet jak ten ktoś rozpaczliwie macha. samochód nie ma żadnych specjalnych oznaczeń - wiec nawet nie wiadomo, że to "samochód do wynajęcia". współpracuje z pewną korporacją i od niej dostaje zlecenia. konkretny adres i konkretna osoba. jasne, że lepsza praca niż za barem! spokój, konfort czasowy, nogi nie bolą i okazuje się, zarobki wyższe, a i napiwki się odnalazły! to plusy. minusy - zależność od telefonu lub CBradia.
i stąd ten rozwój. nadeszła chwila, kiedy MM wykupi licencję taxówkarską - taką pełnowymiarową, z kogutem na dachu, taksometrem, kasą fiskalną. będzie mógł sobie okleić samochód reklamami, może dać się złapać w środku miasta albo przycupnąć na postoju i spokojnie czekać na swoja kolej. wszystko fajnie - jeszcze większa niezależność, luz, no i większe pieniądze. ale najpierw - ajwaj! ile to wszytko kosztuje..... tak około 430 000 filipińskich pesos. albo 690 000 koron islandzkich. dużo. to oznacza - kredyt. a tym najtrudniejszym okresie przejściowym oznacza - pusta kiesa...
ale - nie takie dołki finansowe przeżyliśmy. czy jeszcze w PL, czy chude początki w IRL - nas to nie przeraża. w końcu - jestem mistrzem świata w robieniu obiadów z niczego :-) oryginalnych i smakowitych obiadów! możecie kiedyś wpaść i spróbować. dajcie tylko znać - zrobię więcej - zupy z gwoździa na przykład :)

***

dziś grasowałam w ogródku z sekatorem. MM mi kupił to mordercze narzędzie, żebym poskromiła jakieś zdziczałe krzaczki i inne rozwiane krzewinki. trochę podziałałam, ale powoli mi idą te ogródkowe działania. mała dzidzia chodząca, mniejsza dzidzia zamieszkująca - a mój kręgosłup domaga się delikatnego traktowania. już mi powinno wszystko kiełkować albo nawet i kwitnąć - a tu jeszcze sporo przede mną... a wiosna się coraz bardziej rozkręca!
środa, 27 lutego 2008
w każdą środę jakiś miły człowiek przynosi nam do domu darmowy lokalny tygodnik - Waterford Today. nowiny z miasta i hrabstwa, wydarzenia bardzo ważne i mniej ważne, troche kroniki policyjnej, sukcesy mieszkańców, fotografie uczniów, zapowiedzi imprez w pubach, przecen w sklepach i atrakcji teatralno-koncertowo-filmowych. sporo reklam - ale w końcu to darmowa gazeta :) i właśnie znalazłam tam ciekawą informację:
POLISHFILMCLUB.COM - chętnie bym się wybrała do kina :) nawet na polski film - jeśli tylko uda się nakręcić coś oglądalnego. albo na inny - z polskimi napisami. więc będę trzymać rękę na pulsie. bo inicjatywa mi się podoba!

a póki co - delektujemy się filmami z biblioteki :)
między innymi, takimi perełkami jak "Skrzypek na dachu" czy "Dźwięki muzyki". mniam! uczta dla ucha :)

ti di ri di di di.....
gdybym był bogaty....
;)
wtorek, 26 lutego 2008
do spowiedzi wezwała mnie Ga_lapagos :)

Reguły zabawy są takie :

Podać link osoby, która nas "ustrzeliła".
Zacytować na swoim blogu reguły zabawy.
Wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat.
"Strzelić" do następnych 6 osób.
Uprzedzić wybrane osoby wpisując post na ich blogu.

1. noszę 42 rozmiar buta. udał się Panu Bogu ten żart, nie ma co! prawie 29 centymetrów stopy, do tego wyjątkowo wąskiej i o arystokratycznie wysokim podbiciu. damskie buty są zazwyczaj za krótkie, męskie za szerokie. owszem - zadawszy sobie nieco trudu można kupić coś do obucia. ale zazwyczaj kupuje się to co jest, a nie to, co by się chciało. chwilowo się poddałam. glany są dobre na każdą porę roku ;)

2. kiedy poznałam MM /temat na osobną opowieść!/, miałam ostry i niebezpieczny zakręt w życiu. klęłam jak szewc, paliłam paczke dziennie a wódkę piłam tylko czystą, dla dramatyzmu - bez popitki ;) czyli - mieszanka Horpyny, dresiary i pankówy, do tego na dwóch kołach. zaprzyjaźnieni motocykliści stwierdzili "Kasia? jaka ty, kurna, Kasia jesteś!? okropny i niedobry KASIOR - to prędzej!" i tak też mnie zazwyczaj wszyscy nazywają.

3. w zbuntowanej młodości pogrywałam na gitarze basowej. krótki to był epizod, nazwy zespołu nawet nie pamiętam. związek z gitarą umarł szybko, inny trwał trochę dłużej. cześć grupy robi jakąś tam karierę sceniczną, mi się została /aktualnie czternastoletnia/ najlepsza pamiątka z tamtego okresu ;)

4. kiedyś pracowałam jako krupier. taki, co to kręci ruletką, tasuje w pokera, miesza żetonami i rozdaje karty w Black Jacka. najpierw w Krakowie, potem w Warszawie. w sumie - 6 lat. to była ciężka praca, twarda szkoła życia i coś, czego nie życzę nikomu.

5. nie wzruszają mnie rzeczy uważane zazwyczaj za obrzydliwe. katary, kupy, wymioty, robaki - w sumie - normalna, naturalna rzecz. ale nie cierpię, nie znoszę i brzydzę się i otrzepuje mnie, jak tylko pomyślę - o mokrych włosach w sitku umywalki czy na wannie. i jakimkolwiek włosie w jedzeniu. brrrrrr..... fuj! bleee!

6. nie lubię słodyczy. tych wszystkich batonów, czekoladek, ciastek, żelek, cukierków - mogłoby to wszystko nie istnieć. mogę nosić jakiegoś batona miesiącami w torbie, aż się pokruszy całkiem. mogę schować - kupioną specjalnie dla chłopaków - czekoladę i zapomnieć, gdzie! wysłana do sklepu po ciastka /goście jadą!/ stoję załamana przed półką - wszystko wydaje mi się paskudne i niedobre. a już napewno niezdrowe. daję się skusić - na wszelkie wyroby domowe lub ciasta z dobrej cukierni. na miętówki. sporadycznie na cokolwiek innego.

a teraz, poproszę! do tablicy stawią się:

bigajo
mamaemilii
fanta-girl
krasavitza
ayochi
hrabina.ee


zaproszenia zostaną rychło doręczone :)
poniedziałek, 25 lutego 2008
leje i wieje.
wieje i leje.

jak przeżyłam tyle lat w kraju, gdzie zima to pół roku zimna, ciemna i burości? a teraz mam już dość mizernej irlandzkiej pseudo-zimy. hormony pewnie też swoje dokładają.
krótki, poranny rzut oka za okno - brrr... śmieci od sąsiada przeprowadziły się do nas. nasze zapewne przeniosły się posesję dalej. wiatr sam sobie otwiera kosze i częstuje się bez pytania. przestawia porzucone na podwórku zabawki i urywa łazienkowy dywanik, który suszył się zbyt długo. plany prac ogródkowych zamieniłam na prace domowe, ze szczególnym uwzględnieniem spania i leżenia.
wiosnoooo, gdzie ty jesteś?

***

nie zdążyłam skończyć myśli, bo mnie chłopaki poganiali do Eurobiznesu. mamy  też Monopoly, ale z sentymentu wolimy Eurobiznes. co to była za ekscytacja, kiedy w '80 latach rodzice kupili socjalistyczny wyrób rodzimych badylarzy :) kraje zgniłego kapitalizmu, jakieś odestki i kapitały, a płaciło się "prawdziwymi" dolarami! /potem używaliśmy ich z bratem do pierwszego prawdziwego pokera/. no i w ten sposób wszyscy się przyzwyczaili do zasad i "geografii" Eurobiznesu :)
i proszę - ja tu sobie nieświadoma zbijam fortunę i buduję hotele, a tymczasem Ga_lapagos wciągneła mnie do jakiejś blogowej zabawy!
temat godny przemyślenia, więc najpierw pójdę spać /syta chwały i dolarów/, a potem pomyślę. bo teraz cieszę się /pierwszą od długiego czasu/ wygraną! zbankrutowałam mojego męża i syna! hehe ;)
 
1 , 2 , 3